
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Ma pani bardzo silny uścisk dłoni. To się po prostu ma czy da się wyćwiczyć?
Olga Leonowicz: Jedno i drugie. To znaczy – wyniosłam to z domu, bo moja mama zawsze zwracała na to uwagę, ale rzeczywiście to także efekt lat praktyki.
W wywiadzie-rzece „Partnerstwo”, wraz ze swoim partnerem, Markiem Brzezinskim mówicie o tym, że uścisk dłoni w pewien sposób definiuje człowieka.
Może „definiuje” to zbyt duże słowo. Myślę, że określa nas znacznie więcej niż tylko uścisk dłoni. Jest on jednak istotnym elementem pierwszego wrażenia. W sytuacjach towarzyskich, publicznych czy biznesowych ma on ogromne znaczenie. Widzieliśmy przez lata, że nie dla wszystkich jest to oczywiste, a to przecież coś, co pozwala włożyć przysłowiową nogę w drzwi, otworzyć kontakt i stworzyć nowe możliwości, na przykład biznesowe.
Była pani pierwszą i jedyną Polką w roli partnerki ambasadora USA w Polsce. Czy po zakończeniu misji w ambasadzie czuła się pani podobnie, jak Agata Duda – która żegnała się ze współpracownikami, cytując piosenkę Elektrycznych Gitar, że „to już jest koniec, jesteśmy wolni, możemy iść”?
Absolutnie nie wyczekiwałam nowego etapu z utęsknieniem. Muszę powiedzieć, że działalność w ramach ambasady była dla mnie ogromnym przywilejem i przyjemnością. To był niezwykły czas wielkich możliwości. Rezydencja i Ambasada Stanów Zjednoczonych to wspaniała platforma, która otwiera drzwi do pracy nad ważnymi tematami – zarówno biznesowymi, łączącymi Polskę i USA, jak i społecznymi, które były istotne dla prezydenta Joe Bidena.
Udało nam się nawiązać relacje z ludźmi o różnych poglądach politycznych, którzy wcześniej nie mieli okazji współpracować, i budować partnerstwo wokół tematów takich jak zdrowie psychiczne, demokracja czy wzmacnianie pozycji kobiet.

