PiS się chwieje. Ale przedterminowe wybory byłyby dla Tuska ryzykiem

Ostatnie dni w politycznych dyskusjach zdominowała sprawa stowarzyszenia Rozwój Plus założonego przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Do organizacji dołączyło ok. 40 posłów i europosłów Prawa i Sprawiedliwości. Prezes PiS Jarosław Kaczyński ostrzegł, że osoby angażujące się w działalność stowarzyszenia nie zostaną wpuszczone na partyjne listy. 

– Chodzi tylko o to, żeby to nie prowadziło do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z pewnego rodzaju pasożytnictwem. To znaczy przy pomocy instytucji i możliwości naszej partii będzie się tworzyło partię nową, która nie jest w tej chwili w żadnym razie potrzebna na polskiej scenie politycznej – mówił w ubiegłym tygodniu.

Zobacz wideo Rosyjska mafia i zaginiony założyciel. Tusk ujawnia fakty o Zondacrypto

Sam Mateusz Morawiecki zapewnia, że z PiS-u odchodzić nie zamierza, a stowarzyszenie jest formą zachęcenia do współpracy również tych osób, które nie chcą angażować się w działalność partyjną. 

PiS stoi więc nie tylko w obliczu możliwego rozłamu, ale również słabych sondaży. W ostatnim badaniu CBOS chęć oddania głosu na partię Jarosława Kaczyńskiego zadeklarowało 18 proc. badanych. Relatywnie silna jest Koalicja Obywatelska (32 proc.), silne są też Konfederacja (13 proc.) i Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna (8,7 proc.). Nad progiem wyborczym znalazła się również Nowa Lewica (5,8 proc.). W okolicach progu wyborczego oscyluje partia Razem (4,9 proc.).

Politolog: PiS-owi trudno będzie stłamsić Brauna

Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: Czy Mateuszowi Morawieckiemu opłacałoby się wyjść teraz z PiS-u i tworzyć nową partię?

Dr Maciej Onasz, politolog, Katedra Systemów Politycznych, Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych, Uniwersytet Łódzki: Nie wiemy, czy Mateusz Morawiecki ostatecznie z tego PiS-u wyjdzie. Jest kilka możliwych scenariuszy. Są również scenariusze dalekie od możliwości – wedle jednego z nich cała sprawa ze stowarzyszeniem i podziałem w partii była od początku do końca zaplanowana na Nowogrodzkiej. Według mnie jest to totalną bzdurą. Takich rzeczy nie sposób ani zaplanować, ani kontrolować. 

Na pewno byłaby to gra na bardzo wysokim ryzyku dla Morawieckiego. A dla PiS-u ewentualny rozłam nie byłby zapewne gwoździem do trumny, ale stanowiłby bardzo poważny cios.

Jeżeli założymy, że faktycznie to jest droga Morawieckiego do wyjścia z partii, budowania czegoś własnego pod kątem wyborów w 2027 r., to jest to trochę za wcześnie. Żeby coś na tym ugrać, trzeba byłoby znaleźć dobry punkt między czasem na budowę struktur i rozpoznawalności oraz uzyskaniem efektu nowości. Zazwyczaj tak jest, że jak coś jest nowe, to budzi to trochę zainteresowania i sympatii wyborców. Problem w tym, że to będzie nowe, ale jednocześnie nie będzie.

Bo Mateusz Morawiecki nowy w polityce nie jest. 

Dlatego nie można przekładać tu jeden do jednego sytuacji, w której na scenie politycznej pojawia się jakaś nowa formacja. Tu w pierwszym szeregu mamy przecież byłego wieloletniego premiera, część wierchuszki byłej partii rządzącej. 

Pojawia się też pytanie, o który elektorat mieliby walczyć, bo jedyne, co przychodzi mi na myśl, to jest gra o miękki elektorat, który w przeszłości popierał PiS, a którego dzisiaj tam już za bardzo nie ma. Tylko to musi być elektorat liczący się. Gra o trzy, cztery punkty procentowe to na pewno nie jest coś, co Morawieckiego interesuje. 

To jest też jeden bardzo dużych problemów Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli chcą wrócić do władzy, to prędzej czy później muszą się zastanowić, jak tych ludzi odzyskać.

A PiS chce walczyć głównie o odzyskanie wyborców, którzy uciekli do ugrupowania Grzegorza Brauna. Temu miała służyć m.in. nominacja Przemysława Czarnka na kandydata na premiera. 

Przyjęcie takiej strategii przez Kaczyńskiego oceniam negatywnie. Bardzo wysoko licytują. Niewykluczone oczywiście, że to scenariusz tylko na najbliższych kilka miesięcy, a potem zostanie przestawiona wajcha: „drodzy wyborcy środka, na nas też warto głosować”. To byłoby jednak bardzo trudne. 

Jest realna szansa, że wyborcy Grzegorza Brauna wrócą do PiS-u? 

Bardzo wiele zależy od tego, w jakiej kondycji będzie Grzegorz Braun. Według mnie szanse są niewielkie. Dla Brauna jednym z głównych motorów napędowych jest antysemityzm. Druga Konfederacja też próbuje w to wchodzić, co pokazał ostatni wybryk Konrada Berkowicza w Sejmie z izraelską flagą i swastyką.

Prawo i Sprawiedliwość nie może sobie na coś takiego pozwolić z uwagi na czynnik amerykański. PiS potrzebuje utrzymania dobrych relacji z Białym Domem, co wyklucza możliwość ostrego grania kartą antysemicką. 

Jeszcze w połowie ubiegłego roku najbardziej prawdopodobnym scenariuszem było to, że po wyborach PiS z Konfederacją byliby w stanie uzyskać w Sejmie większość. Wiele zmieniło właśnie pojawienie się Brauna, który zabrał PiS-owi trochę „hardcorowego” elektoratu. Trudno będzie go PiS-owi stłamsić, Braun będzie razem ze swoim środowiskiem rozgrywał te karty.

W mojej ocenie druga strona robi wszystko, żeby Brauna jak najbardziej wzmacniać, co strategicznie jest dobrym podejściem. Im silniejszy Braun, tym słabszy PiS i słabsza, bardziej skonfliktowana prawica. To się stronie liberalnej opłaca. Na dzisiaj trzeba się liczyć z tym, że partia Brauna będzie istotną reprezentacją sejmową. 

Scenariusz koalicji Kaczyńskiego i Brauna jest wykluczony?

Moim zdaniem nie, choć Kaczyński temu zaprzecza. Jeżeli PiS nie będzie mieć wyjścia, to taki scenariusz będzie rozpatrywany. Co nie zmienia faktu, że na chwilę obecną bardziej prawdopodobne jest uzyskanie w przyszłym parlamencie porozumienia między Koalicją Obywatelską a Konfederacją. 

Szef Polityki Insight Andrzej Bobiński mówił ostatnio w podkaście „Dzieje się” w TOK FM, że nie wierzy w scenariusz przyspieszonych wyborów. Ocenił jednak, że jeżeli Donald Tusk rozważałby taką opcję, to nie byłoby lepszego momentu, m.in. właśnie ze względu na obecną sytuację na prawicy. Co pan na to?

To byłoby dla Donalda Tuska ryzykowne. Na pewno łatwiej byłoby teraz zmusić zarówno Polskę 2050, jak i PSL do wystartowania z list Koalicji Obywatelskiej. Również Nowa Lewica, która w mojej ocenie, już przebiera nóżkami, żeby znaleźć się na listach KO. Klub Centrum według mnie powstał tylko po to, żeby na takie listy trafić. Donald Tusk zdominowałby więc już całkowicie wszystkie formacje po tej stronie sceny politycznej, poza partią Razem. 

Z tym są jednak związane koszty, bo wspólna lista nie zawsze gwarantuje więcej mandatów niż np. dwie osobne. Każdorazowo trzeba to analizować i mierzyć, czy ten wariant jest dla danych ugrupowań opłacalny. 

Jedna formacja już się na przyspieszonych wyborach przejechała. PiS w 2007 r. stracił władzę na osiem lat, choć byli pewni, że tę władzę utrzymają. Pamiętam, że mieli już wykupione billboardy, w których dziękowali Polakom za wynik. Troszkę się wtedy pospieszyli, nie do końca było za co dziękować. 

Prawica, szczególnie PiS, rzeczywiście jest skonfliktowana, zajmuje się sama sobą. W sytuacji przyspieszonych wyborów mogłaby jednak przejść do ofensywy, wyciągać Koalicji Obywatelskiej sprawę tzw. afery kłodzkiej, doniesienia dotyczące systemu ochrony zdrowia i incydentów z senatorem Tomaszem Lenzem i posłanką Krystyną Szumilas. Są rzeczy, które można wykorzystać do przejścia do kontrofensywy, ale PiS robi teraz najgorszą rzecz, którą może zrobić partia polityczna: zajmuje się konfliktami wewnętrznymi i prowadzi je w sposób całkowicie otwarty i widoczny na zewnątrz. 

Trzeba też pamiętać o tym, że w kontekście przyspieszonych wyborów mamy nie tylko interes partyjny, ale też 460 interesów personalnych. Co do zasady każdy poseł jest nastawiony na to, żeby zapewnić sobie przedłużenie bytu parlamentarnego na kolejną kadencję. Za skróceniem kadencji Sejmu musieliby podnieść rękę również ci ludzie, którzy wzięliby na siebie ryzyko, że oni do tego Sejmu już nie wrócą. PiS-owi grozi przecież na ten moment utrata w przyszłym parlamencie 40-50 poselskich mandatów.

Wspomniał pan o dominacji KO. Dlaczego właściwie jest tak, że partia Donalda Tuska jest silna, a pozostałe ugrupowania koalicyjne są w okolicach progu wyborczego lub niżej?

Lewica jest w miarę bezpieczna. PSL w obecnej formie ma niewielką szansę na przekroczenie progu. Polska 2050, idąc samodzielnie do wyborów, zupełnie takiej szansy by nie miała. 

Najważniejszym powodem jest sposób funkcjonowania koalicji. Pozycja tych formacji od początku była zbyt słaba. Bardzo niewiele udaje im się zrobić w kontekście interesów własnych wyborców. Nie są w stanie się wystarczająco odróżnić od Koalicji Obywatelskiej. KO na tyle dominuje, że nie daje innym przestrzeni na realizację własnych interesów. 

Spójrzmy na przykład Nowej Lewicy i Państwowej Inspekcji Pracy. To było bardzo mocno blokowane, ostatecznie projekt został odarty z istotnych zapisów. Została praktycznie wydmuszka. Renta wdowia? Ogromne zapowiedzi, został ogryzek. Nawet jeśli koalicjantom udaje się coś przeprowadzić ze swoich tematów, to jest to robione w formie szczątkowej. 

Co nas czeka przed wyborami w 2027 r.? Kto pójdzie razem, kto osobno?

Żeby to przewidzieć, trzeba byłoby wykorzystać metody, z którymi ja nie jestem zaznajomiony, może szklana kula. Nawet jako badacze nie mamy dostępu do pełnej wiedzy. Nie wiemy, co się dzieje w gabinetach polityków, w głowach poszczególnych decydentów. 

Jest jeszcze masa innych czynników, na które nikt nie ma wpływu. Nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć choćby nastrojów społecznych. 

Nie podjąłbym się nawet jednoznacznego wskazania, jaki byłby układ poszczególnych formacji, gdyby te wybory miały się odbyć za trzy miesiące. Bo to, że jakiś scenariusz byłby najbardziej prawdopodobny, nie oznaczałoby, że faktycznie się zrealizuje.

>>>>> Przez osiem lat mieliśmy do czynienia z działaniem celowym, świadomym, które miało na celu zmianę konstytucyjnego porządku państwa bez zmiany konstytucji. Było to wrogie przejęcie państwa przez ośrodki wrogie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej – mówi na Wyborcza.pl prof. Mirosław Wyrzykowski, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. >>>>>

Redagowała Kamila Cieślik

Udział
Exit mobile version