– Odpowiedni czas na zmiany w PiS to pierwsze miesiące po wyborach europejskich, nie później – uważa prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Jeżeli zmiana miałaby się dokonać po wyborach prezydenckich to będzie już pozamiatane, będzie za późno. Przygotowanie sukcesji musi być prowadzone już teraz – zgadza się prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Prawo i Sprawiedliwość po pyrrusowym zwycięstwie w wyborach parlamentarnych jest w defensywie. A przed ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego lada dzień kolejne kampanie – najpierw samorządowa, potem do Parlamentu Europejskiego. W PiS niewielu wierzy dziś w dobry wynik w tych wyborach, bo polską polityką od lat rządzą te same prawidła – zwycięzca idzie za ciosem i wygrywa kolejne wyborcze batalie.

W PiS doskonale to znają, bo w 2015 roku wygrana Andrzeja Dudy otworzyła partii drogę do kolejnych, spektakularnych zwycięstw. Jednocześnie zepchnęła Platformę Obywatelską z piedestału, a dziś ten sam los może spotkać ugrupowanie Kaczyńskiego. Wybory samorządowe – historycznie zawsze nieco słabsze dla PiS – a także do Parlamentu Europejskiego, rysują się więc w ciemnych barwach.

Czasu na zmiany nie ma, a tym bardziej na tak poważną jak zmiana przywództwa. Wisienką na torcie będą jednak wybory prezydenckie 2025, na które ostrzą sobie zęby wszystkie największe formacje w Polsce. Każda z nich ma też czas, by się do nich odpowiednio przygotować. To jest też czas na to, by dokonać zmian wewnętrznych. Czy takie nastąpią w PiS i Jarosław Kaczyński odda władzę?

PiS na drodze sukcesji. Kto po Kaczyńskim?

– Przygotowanie sukcesji musi być prowadzone już teraz, nie po wyborach prezydenckich. Z punktu widzenia partii wodzowskiej nieodzowne jest przygotowanie działań prewencyjnych – nowa osoba musi być przygotowana, ale też zaakceptowana przez członków partii. Nie ma nigdy pełnej gwarancji. Przywódcy jugosłowiańscy obiecywali przy grobie Josefa Bros Tito, że utrzymają jedność państwa, ale później każdy z nich się temu sprzeniewierzył – przypomina prof. Konarski.

– Wybory samorządowe będą odpowiedzią na to, czy PiS jest gotowy na głęboką transformację, czy musi bronić tego, co ma. Elementem odpowiedzi będą personalia. Odpowiedni czas na zmiany to pierwsze miesiące po wyborach europejskich, nie później. Obie te lekcje będą ważne. W wielu regionach Polski PiS-owi grozi zejście do opozycji, mimo że dotąd sprawowało tam władzę. A to będzie musiało spotkać się z reakcją wewnątrz partii, bo już wcześniej stracono przyczółki państwowe – uważa prof. Rafał Chwedoruk.

Cała dyskusja dotycząca zmian w przywództwie PiS oparta jest na dwóch przesłankach. Po pierwsze, asumpt do tego dał sam Jarosław Kaczyński, który w połowie 2022 roku zapowiedział, że w 2025 roku przekaże stery w partii komuś młodszemu. Po drugie, porażka w wyborach parlamentarnych spowodowała, że PiS stało się reaktywne, a bez sprawczości nie jest w stanie kreować politycznej narracji.

To wszystko sprawia, że kwestia przejęcia partii po Kaczyńskim staje się otwarta. Jako pierwszy taką chęć oficjalnie zapowiedział były premier Mateusz Morawiecki. Inni politycy werbalnie szybko ucinają spekulacje, ale realnie ustawiają się w kolejce.

– Nigdy jeszcze Jarosław Kaczyński oraz główny nurt PiS nie były tak słabe. Nigdy w dziejach tej partii od momentu jej powstania – mówi nam prof. Chwedoruk. – A skoro tak, to uruchomiły się różne siły odśrodkowe, które część utraconych wpływów chciałyby przejąć. W grze widać ośrodek prezydencki, środowisko Zbigniewa Ziobry, pojawiają się młode twarze PiS, a także wbrew pozorom Mateusz Morawiecki. To, co obserwujemy teraz w PiS, to walka o to, kto będzie kontrolował proces sukcesji. Bez względu na to, czy Kaczyński odejdzie w tym czy przyszłym roku – dodaje.

„Główny nurt PiS”, o którym mówi prof. Chwedoruk, to najbliższe otoczenie prezesa wywodzące się jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. Dotąd, regularnie podgryzane, miało niezaprzeczalną rolę przewodnią w partii. Pozostałe frakcje były jedynie dodatkami. Ważnymi, ale jednak dodatkami. Po 15 października rozkład sił nie jest już tak jednoznaczny. – Jeśli Mariusz Błaszczak zostałby nowym szefem oznaczałoby to, że dawne epicentrum wciąż kontroluje procesy decyzyjne – uważa prof. Chwedoruk. Nie jest to jednak tak oczywiste.

Czym chce być Prawo i Sprawiedliwość?

Zdaniem naszych rozmówców kluczowa będzie odpowiedź na pytanie, czym PiS chce być, a dopiero po przeprowadzaniu takiego bilansu będzie można mówić o personaliach.

– Kaczyński ma wokół siebie ludzi, którzy w żadnym stopniu nie będą w stanie udźwignąć ciężaru przywództwa partyjnego wedle modelu, który stworzył prezes. Chyba że zreformuje partię z modelu wodzowskiego na formułę demokracji wewnątrzpartyjnej, w co osobiście nie wierzę. Jeżeli wciąż będzie to partia wodzowska, to sukcesja będzie trudna – przekonuje prof. Konarski.

Ostatnie wydarzenia w kraju wyraźnie pokazały, kto w PiS gra dziś pierwsze skrzypce. Po karkołomnej próbie stworzenia rządu w cień usunął się Morawiecki. Kilku ważnych polityków tej formacji, jak Beata Szydło czy Joachim Brudziński, pozostało w Brukseli. Pod ich nieobecność „wyrastają” wspomniany Błaszczak i Przemysław Czarnek. To ci dwaj politycy, wespół z Kaczyńskim, próbują konsolidować partię i stają się najaktywniejszymi graczami.

Obok nich, a być może nad nimi, jest jeszcze prezydent Andrzej Duda i jego ośrodek. Głowa państwa będzie jednak urzędować do połowy 2025 roku, więc prawdopodobnie proces sukcesji już się zakończy, a i sam Kaczyński zdecydowanie nie widzi Dudy w roli nowego lidera PiS. Biorąc to wszystko pod uwagę prezes PiS – w pewnym sensie – ma związane ręce. Mówiąc innymi słowy: pole wyboru ma wyraźnie ograniczone.

Konarski: Nie będzie Kaczyńskiego bis

– Rzadko się zdarza, że wybitny lider czy człowiek z charyzmą byłby w stanie zostać zastąpiony bez złych konsekwencji dla danej formacji. Dotyczy to PO po odejściu Tuska, ale też SLD po odejściu Millera, a także wielu partii za granicą – przypomina prof. Konarski.

– Kaczyński jeśli ma ochotę dać komuś swoje namaszczenie, to musi liczyć się z tym, że będzie to niezwykle trudne. Także dlatego, że specyfiką wodzów jest to, że starają się otaczać ludźmi, którzy są od nich zależni i można nimi manipulować. Nie wyobrażam sobie na czele PiS Błaszczaka, Sasina czy nawet Morawieckiego. Czarnek jest silną osobowością, ale nie byłoby go stać na stworzenie z PiS partii demokratycznej wewnętrznie. Raczej musiałby kontynuować model Kaczyńskiego, ale on nie jest Kaczyńskim. Nie będzie Kaczyńskiego bis – dodaje rozmówca Interii.

Zapytany o Czarnka prof. Chwedoruk wraca do kluczowego pytania: czym PiS chce być? – Jeśli chce być partią z lat 2013-2022, czyli formacją zdolną do pozyskiwania wyborców nawet odległych od prawicy, która dysponuje zdolnościami koalicyjnymi, która odnajdzie miejsce w przestrzeni międzynarodowej, to polityk o tak wyrazistych poglądach (Czarnek – red.) nie jest pierwszym wyborem. Jeśli PiS chce po prostu przetrwać, do czego wobec wielopoziomowego kryzysu tej formacji niezbędna jest konsolidacja, a konsolidację najłatwiej osiągnąć przez radykalizację, to taki polityk ma sens – słyszymy.

Chwedoruk: Kaczyński będzie uosabiał mijający świat

Obaj nasi rozmówcy są natomiast przekonani, że zmiana przywództwa w PiS jest nieunikniona i potrzebna tej partii. Kolejne potwierdzenia tej tezy mogą przynieść wybory samorządowe i europejskie. Odpowiedź poznamy więc zaskakująco szybko. Odpowiedź na inne pytanie jest natomiast trudniejsza: czy Jarosław Kaczyński zaakceptuje fakt, że jego czas mija, czy znajdzie odpowiedniego kandydata na swoje miejsce i w którą stronę w przyszłości ma zmierzać Prawo i Sprawiedliwość?

Prof. Chwedoruk: – Nie da się reformować PiS z Kaczyńskim jako prezesem, bo czego by nie powiedział, czego by nie robił, będzie uosabiał mijający świat. Jeśli Kaczyński dotrwa do wyborów prezydenckich, to będzie oznaczało, że PiS uznało, że będzie się zamykać, hermetyzować, żeby tylko przetrwać, bez nadziei na rozwój. Jeśli tak się stanie, to będzie oznaczać, że kryzys jest bardzo głęboki, a PiS nie ma instrumentów, by z tego politycznego narożnika wyjść.

Prof. Konarski: – To człowiek z ambicjami, który uważa, że jego misja została przerwana. Chciałby ją dokończyć, nawet na emeryturze. Uważam za niemożliwe, by całkiem usunął się w cień. Dla takich polityków jedynym limitem są sprawy zdrowotne.  

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.