Do tragicznego zdarzenia doszło w Łodzi w nocy z 19 na 20 marca. Około godziny 1.00 policja otrzymała zgłoszenie o płonącym mężczyźnie przy przystanku tramwajowym na ulicy Pomorskiej. Na miejsce natychmiast udały się służby. Mężczyzny nie udało się jednak uratować.

Zobacz wideo
Wzorcowe zachowanie 11-latki. Obawiała się, że coś stało się jej mamie i udała się z tym na policję

Podpalenie w Łodzi. Śledczy ustalają tożsamość ofiary 

Śledczym dotychczas nie udało się ustalić tożsamości podpalonego mężczyzny. Prokuratura zaapelowała o pomoc do ludzi, którzy mieć informację o personaliach ofiary. „Był to mężczyzna w średnim wieku, wzrostu 176 cm, o zgarbionej posturze. Prawdopodobnie bezdomny” – podano w komunikacie. – Po apelach prokuratury zgłosiło się kilka osób z informacjami na temat tego, kim jest mężczyzna spalony na przystanku. Szczególnie jedna z nich może być ważna i przynieść wyjaśnienia dotyczące ustalenia tożsamości poszkodowanego. Jest obecnie weryfikowana – powiedział „Faktowi” Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Według ustaleń „Super Expressu”, do śledczych zgłosić miała się kobieta, która twierdzi, że podpalony na przystanku mężczyzna jest jej synem. Poinformowała, że rozpoznała go po butach oraz charakterystycznej przygarbionej postawie. Miała ponadto przekazać, że choć jej syn był osobą w kryzysie bezdomności, regularnie się z nią kontaktował. W celu potwierdzenia tożsamości ofiary przeprowadzone ma zostać badanie DNA.

33-latek usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Po podpaleniu miał obserwować całe zajście 

Wieczorem 20 marca policja zatrzymała w związku ze sprawą 33-latka. – W chwili zatrzymania miał 1,7 promila alkoholu w organizmie. Zachowywał się agresywnie, został jednak szybko obezwładniony przez policjantów – relacjonowała komisarz Aneta Sobieraj. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna z bliska obserwował akcję gaśniczą, po czym „spokojnie odjechał komunikacją miejską”.

22 marca 33-latek stanął przed prokuraturą i usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyzna nie przyznał się do winy. – W krótkich wyjaśnieniach potwierdził, że był na miejscu zdarzenia, natomiast stanowczo zaprzeczył, aby podpalił pokrzywdzonego. Nie był w stanie logicznie wytłumaczyć, dlaczego nie udzielał płonącemu mężczyźnie pomocy, a tym samym nie podjął działań mających na celu zapobiec tragedii – powiedział „Gazecie Wyborczej” Krzysztof Kopania. 33-latek przebywa obecnie w areszcie. Grozi mu od 15 lat do dożywotniego pozbawienia wolności.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.