
W najbliższą sobotę w krakowskiej Hali Sokoła (tej samej, w której prezentowano wcześniej kandydatów na prezydenta: Andrzeja Dudę w 2014 r. i Karola Nawrockiego w 2024 r.), Prawo i Sprawiedliwość przedstawi nazwisko osoby, która miałaby w przyszłym roku objąć tekę premiera. Dzień później w Koalicji Obywatelskiej odbędą się wybory władz – lidera partii oraz szefów struktur w regionach i powiatach.
Sytuacja w obu ugrupowaniach jest skrajnie różna. KO po ponad trzech latach rządzenia w niełatwej, bo cztero-, a teraz pięciopodmiotowej koalicji i z prezydentem z przeciwnego obozu politycznego, od miesięcy jest liderem sondaży i wciąż ma szansę na utrzymanie władzy w 2027 r. Z kolei targane konfliktami wewnętrznymi Prawo i Sprawiedliwość w sondażach stale dołuje, a na jego słabości miesiąc w miesiąc rosną obie Konfederacje.
Sporny kandydat na premiera. Na kogo postawi Kaczyński?
Szansą na poprawę notowań miała być prezentacja kandydata na przyszłego premiera – osoby, która stanie się nową, młodą i atrakcyjną twarzą PiS i da partii Kaczyńskiego szansę na wyjście z marazmu. Tyle że prezes dwa tygodnie temu rzucił dość enigmatyczną zapowiedź w Radiu Maryja, czym uruchomił falę spekulacji i kolejnych napięć w partii. Jasne wówczas stało się tylko jedno, że kandydatem tym nie będzie Mateusz Morawiecki, a to w oczywisty sposób nie spodobało się jego zapleczu w partii (nazywanemu „harcerzami”). Konkurencja wewnętrzna zaczęła za to snuć przypuszczenia, że wybrańcem prezesa jest ktoś z tzw. frakcji bibliotekarzy lub „maślarzy”, czyli Przemysław Czarnek, Patryk Jaki lub Tobiasz Bocheński.
O ile były szef MEN byłby jeszcze do zaakceptowania dla Morawieckiego i jego stronników, o tyle kandydatury obu europosłów odebrano by jako policzek dla byłego szefa rządu. – Co to byłby za sygnał dla Mateusza? Że lepszy od niego jest Bocheński, który nie ma żadnego dorobku w polityce? – pytał w rozmowie z nami niedawno jeden z „harcerzy”. Obaj eurodeputowani to zdecydowani oponenci i krytycy Morawieckiego.
Nazwisko Bocheńskiego można było co prawda usłyszeć od ważnych polityków PiS jeszcze w zeszłym tygodniu, ale dziś w partii mało kto obstawia, że Jarosław Kaczyński zdecydował się postawić akurat na niego. – Czarnek, Lucek albo Bogucki – wśród tych nazwisk szukałbym kandydata na premiera – mówi nam polityk PiS dobrze zorientowany w sprawach wewnętrznych partii. Lucek to ceniony w PiS prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny. Zbigniew Bogucki, szef KPRP, to w ostatnich miesiącach gwiazda zaplecza prezydenta Karola Nawrockiego. Obaj mogliby, przynajmniej na jakiś czas, pogodzić zwaśnione frakcje w partii.
Spory wewnętrzne, zwłaszcza przy dołujących sondażach jest ciężko wyciszyć, tym bardziej, że główna partia opozycyjna nie ma spójnego pomysłu na to, jak skutecznie rywalizować, zwłaszcza z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna. W PiS można usłyszeć dwie zupełnie sprzeczne koncepcje na ten temat. Środowisko skupione wokół Czarnka, Jakiego i Bocheńskiego stawia na twardy prawicowy kurs (niektórzy dopuszczają nawet koalicję z Braunem), tymczasem Morawiecki i jego „harcerze” woleliby iść w kierunku centrum, by szukać poparcia wśród wyborców umiarkowanych. Prezes Kaczyński zdaje się na razie wspierać pierwszą wizję, stąd np. twardy sprzeciw wobec unijnego programu obronnościowego SAFE (ludzie byłego premiera aż tak kategoryczni nie są, od nich można usłyszeć, iż program, który daje Polsce 44 mld unijnych pożyczek, jest nam niezbędny).
Atmosfery w PiS nie poprawiają też ubiegłotygodniowe decyzje prezesa Kaczyńskiego, który kazał wszcząć postępowanie dyscyplinarne za publiczną kłótnię na X wobec grupy posłów – z jednej strony dla byłego premiera i jego zwolenników: Ireneusza Zyski i Mirosławy Stachowiak-Różeckiej, z drugiej – europosła Jakiego. Choć radykalnych kroków ze strony partyjnej komisji etyki mało kto się spodziewa, to w PiS coraz częściej słychać o możliwym rozłamie.
Tusk bez konkurencji, w regionach też spokój
Odwrotna sytuacja jest w Koalicji Obywatelskiej – tam bodaj pierwszy raz w historii tej formacji (wcześniej PO) niemal zupełnie wygasły spory wewnętrzne. Donald Tusk ma niekwestionowaną pozycję i jest tylko pytanie, czy w niedzielnych wyborach na przewodniczącego, jako jedyny kandydat, zdobędzie sto procent poparcia czy tylko 99 lub 98 proc. Gdy po powrocie z Brukseli (w latach 2014-2019 był szefem Rady Europejskiej, później przewodził Europejskiej Partii Ludowej) ponownie w 2021 roku obejmował stery w PO, otrzymał 97,4 proc. głosów.
Dobrej atmosferze w partii z pewnością sprzyja wysokie poparcie w sondażach (ponad 30 proc., zwykle ok. 10 punktów proc. więcej niż w przypadku PiS), choć sama KO jest niejednolita; jesienią zeszłego roku wchłonęła struktury Nowoczesnej oraz Inicjatywę Polska Barbary Nowackiej. Frakcje w KO co prawda są, bo swoich ludzi w partii wciąż mają np. prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, szef MSZ Radosław Sikorski czy były lider PO Grzegorz Schetyna, ale zdecydowana większość, jeśli nie całe ugrupowanie, gra dziś na Tuska jako tego, który daje szansę na wyborczy sukces w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
Działacze Koalicji Obywatelskiej, oprócz przewodniczącego, wybierać będą też w niedzielę swych liderów regionalnych. W większości województw zgłosił się tylko jeden kandydat, czyli dotychczasowy przewodniczący, w sześciu natomiast od kilku tygodni trwa rywalizacja wewnętrzna. Najciekawiej jest na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce, gdzie do gry o przywództwo włączyły się dwie znane postaci polityki krajowej – wicemarszałkini Sejmu Monika Wielichowska i wiceszef MSZ Marcin Bosacki.
Oboje postanowili rzucić wyzwanie dotychczasowym – jak się wydawało – „pewniakom” wyborów: wiceministrowi rozwoju i technologii Michałowi Jarosowi (Dolny Śląsk) i posłowi Jarosławowi Urbaniakowi (Wielkopolska). Ale i w regionach, jak podkreślają nasi rozmówcy z KO, rywalizacja przebiega spokojnie. – Emocje, owszem są, ale nie ma wzajemnego atakowania się czy kłótni na X, jak w PiS-ie – zauważa jeden z parlamentarzystów.
W przypadku rozstrzygnięć wojewódzkich trudno też mówić o jakichś walkach frakcyjnych, jak to miało miejsce w przeszłości w PO („schetynowcy” konta „tuskowcy” albo tzw. spółdzielnia Cezarego Grabarczyka), bo rywalizacja ma charakter czysto lokalny. – Pytanie jest raczej o to czy wśród liderów regionalnych będą w końcu jakieś kobiety, bo do tej pory ich nie było – podkreśla jeden z naszych rozmówców. W wyborach na szczeblu województw, oprócz Moniki Wielichowskiej, startują też posłanki: Joanna Frydrych (Podkarpacie), Marta Wcisło (Lubelszczyzna) oraz Elżbieta Polak (Lubuskie).
Być albo nie być PiS
Dla Prawa i Sprawiedliwości stawka najbliższego weekendu jest znacznie poważniejsza, bo gra toczy się nie tylko o prezentację nowej twarzy, która pozwoli partii wyjść do przodu i bić się o najwyższe podium w sondażach, ale w ogóle o jej przetrwanie w dotychczasowym kształcie. Środowisko Mateusza Morawieckiego od dawna bowiem sygnalizuje, że jest gotowe odejść, jeśli jego lider będzie w dalszym ciągu marginalizowany w PiS.

