
-
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wygrała powtórzoną drugą turę wyborów na przewodniczącą Polski 2050, pokonując Paulinę Hennig-Kloskę.
-
Przed drugą turą Szymon Hołownia sugerował możliwość opuszczenia partii, co według polityków mogło wpłynąć na wynik głosowania.
-
Rozmówcy PAP wskazują, że działania Hołowni oraz presja na wybór Pełczyńskiej-Nałęcz miały zapobiec zwycięstwu Hennig-Kloski, a niektórzy podnosili też wątek audytu finansów partii.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W sobotę Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zwyciężyła w wyborach na przewodniczącą Polski 2050, pokonując Paulinę Hennig-Kloskę. W przeprowadzonej zdalnie drugiej turze głosowania uzyskała 350 głosów, wobec 309 oddanych na Hennig-Kloskę. Była to powtórzona druga tura wyborów, ponieważ wyniki głosowania z 12 stycznia zostały unieważnione z powodu ingerencji w system wyborczy.
W pierwszej turze wyborów o przywództwo w Polsce 2050 rywalizowało pięcioro członków ugrupowania. Oprócz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pauliny Hennig-Kloski byli to również parlamentarzyści: Ryszard Petru, Joanna Mucha oraz Rafał Kasprzyk. W drugiej turze cała trójka zadeklarowała poparcie dla Hennig-Kloski.
Po pierwszej turze wyborów założyciel ugrupowania i były marszałek Sejmu Szymon Hołownia postulował powtórzenie całego procesu wyborczego, a nie jedynie drugiej tury. Sugerował przy tym, że sam nie wyklucza ubiegania się o reelekcję, choć we wrześniu ubiegłego roku zapowiedział rezygnację z funkcji i później kilkakrotnie ją podtrzymywał.
Gdy Rada Krajowa Polski 2050 zdecydowała, że powtórzona zostanie wyłącznie druga tura, Hołownia ostro skrytykował proces wyborczy. Publicznie nie wykluczał nawet odejścia z Polski 2050 wraz z grupą zwolenników.
Po zwycięstwie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz były marszałek nie wrócił jednak do tych zapowiedzi. We wtorek opublikował na portalu X wspólne zdjęcie z nową przewodniczącą Polski 2050, opatrując je podpisem: „Dzięki za świetną rozmowę – Polska 2050 bezpieczna w Twoich rękach”. „To zaszczyt i odpowiedzialność prowadzić dalej Polskę 2050. Idziemy i działamy razem!” – odpowiedziała Pełczyńska-Nałęcz.
Nieoficjalnie: Ruch Hołowni miał wpływ na wygraną Pełczyńskiej-Nałęcz
Politycy Polski 2050 sympatyzujący z Pauliną Hennig-Kloską nie mają jednak wątpliwości, że zachowanie Hołowni przed drugą turą – w tym groźby opuszczenia partii – miało na celu wymuszenie wyboru Pełczyńskiej-Nałęcz i niedopuszczenie do zwycięstwa Hennig-Kloski.
Pośrednio przyznał to we wtorek na antenie TVN24 Ryszard Petru, przewidując, że po wygranej Pełczyńskiej-Nałęcz Hołownia nie będzie już chciał opuszczać ugrupowania. To samo mówią inni politycy Polski 2050. – Moim zdaniem działania marszałka Szymona Hołowni w ostatnim okresie, sugerowanie, że może opuścić Polskę 2050 miały wpływ na wygraną Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – oceniła posłanka Ewa Szymanowska.
– Uważam że ten szantaż, jaki przedstawił przed drugą turą Szymon Hołownia mógł wręcz skłonić część naszych członków, tych którzy przyszli dla tej partii dla niego i przestraszyli się, że on może rzeczywiście odejść, do postawienia na scenariusz przez niego popierany. Bo Hołownia nie mówił co prawda otwarcie, że popiera Pełczyńską, ale wszyscy wiedzieli, że jest absolutnie przeciwny temu, by stronnictwo Hennig-Kloski zaczęło zarządzać partią – powiedział PAP pragnący zachować anonimowość działacz Polski 2050.
Szymon Hołownia obawiał się utraty wpływów w partii? „Hennig-Kloska przyniosłaby zmiany”
W opinii rozmówców PAP, były marszałek obawiał się utraty wpływów w partii.
– Hołownia odbierał ewentualny wybór Hennig-Kloski jako zagrożenie dla swojej pozycji i status quo. Już kilka lat temu zawierzył Pełczyńskiej, ona była jego najbliższą doradczynią, funkcjonowali w duecie, w ramach którego on oddał jej zarządzanie partią. Zakładał więc, że nawet jeśli nie będzie przewodniczącym, ona zapewni kontynuacje tego, co było i jego wpływy w partii się utrzymają – wyjaśnił rozmówca PAP z Polski 2050.
– A Hennig-Kloska przyniosłaby jednak zmiany, bo obecna pozycja, także sondażowa, jest efektem tego, w jaki sposób partia była zarządzana – dodał.
Inny polityk Polski 2050, związany z frakcją niechętną Pełczyńskiej-Nałęcz, potwierdza, że wiele osób w regionach mogło się przestraszyć gróźb Hołowni dotyczących odejścia z partii. Nie dotyczy to jednak parlamentarzystów, którzy wiedzieli, że marszałek nie opuści partyjnych szeregów.
Rozmówca PAP przyznaje, że choć matematycznie zwolennicy „trójki przegranych” w pierwszej turze mieli większość, po całym zamieszaniu i groźbach Hołowni część członków partii mogła przejść na stronę Pełczyńskiej, np. sympatycy Joanny Muchy. W głosowaniu wzięła też udział grupa osób, które nie brały udziału w pierwszej turze, podczas gdy niektórzy uczestnicy pierwszej tury zrezygnowali z głosowania w drugiej.
Audyt finansów w Polsce 2050? Politycy o „celowym działaniu”
Polityk, z którym rozmawiała PAP, podał jeszcze jeden powód, dla którego Hołownia i Pełczyńska-Nałęcz obawiali się zmian – chodziło o możliwość audytu finansów partii.
Zdaniem przedstawicieli przegranej frakcji, unieważnienie pierwszej tury mogło być efektem celowego działania. – To, że te wybory wywróciły się 12 stycznia, nie jest przypadkiem. Było jedno hasło dla wszystkich – wystarczyło, że jedna osoba podała je komuś z zewnątrz – powiedział polityk Polski 2050.
Jeden z kandydatów na przewodniczącego, Rafał Kasprzyk, przyznał w rozmowie z PAP, że różnica w poparciu dla Pełczyńskiej-Nałęcz i Hennig-Kloski była tak niewielka, że aktywność Szymona Hołowni w ostatnim tygodniu mogła mieć wpływ na sposób, w jaki członkowie partii głosowali. – Ale demokracja rządzi się takimi prawami, że zabiega się o każdy głos i o ludzi, którzy się wahają – powiedział Kasprzyk.
Zdaniem posła Polski 2050 trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, czy wypowiedzi Hołowni wsparły akurat tylko Pełczyńską-Nałęcz. – Dziś najważniejsze, że ten demokratyczny proces został zakończony. Teraz uzupełniamy zarząd i wracamy mocno do pracy – dodał poseł.
Z kolei poseł Kamil Wnuk, uchodzący za zwolennika Hołowni, przekonuje, że marszałek Sejmu nie popierał żadnej z kandydatek. – Zależało mu przede wszystkim na tym, żeby partia się nie rozpadła, dlatego proponował np. obu paniom współprzywództwo. Ale czy wsparł w jakiś szczególny sposób panią Pełczyńską-Nałęcz? Myślę, że nie – ocenia Wnuk.
Jakie będą konsekwencje zwycięstwa Pełczyńskiej-Nałęcz? Politycy Polski 2050 oceniają, że wiele zależy od tego, jaki będzie skład zarządu. Cztery osoby wskazuje przewodniczący, pozostałe cztery wybiera Rada Krajowa. Jej obrady zaplanowane są na sobotę.

