
„Rozłamowcy”, „secesjoniści”, „buntownicy”, „podpalacze” – to tylko niektóre określenia padające z ust polityków Polski 2050 skupionych wokół Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. W odpowiedzi z drugiej strony słyszymy o „sekciarzach”, i „wyznawcach Pełczyńskiej-Nałęcz”, którzy mają być niebezpieczni dla stabilności rządu.
Rozłam w Polsce 2050. „Bez balastu jedziemy dalej”
To wszystko efekt rozłamu, jaki dokonał się w Polsce 2050 w środę. Nie jest to może wielkie zaskoczenie, bo złej krwi po obu stronach wewnętrznego sporu było naprawdę dużo. Od tygodni parlamentarzyści tej formacji obrzucali się błotem, a co bardziej doświadczeni politycy w polskim Sejmie przyznawali wprost: tego już nie da się posklejać.
– To wisiało w powietrzu – rozkłada ręce w rozmowie z Interią Andrzej Szeptycki z Polski 2050, wiceminister nauki. – Wisiało w powietrzu, ale zawsze staram się być optymistą. W związku z tym te najbardziej radykalne scenariusze odpycham mentalnie. Chyba jednak dobrze się stało. Ci, którzy chcą działać razem na rzecz Polski, zostają w Polsce 2050. Ci, którzy chcą niszczyć, walczyć o stołki, nie mają pozytywnych pomysłów i nie potrafią zaakceptować woli większości, odeszli. Może i lepiej, a my bez balastu jedziemy dalej – nie ukrywa minister.
Pierwsze sygnały konfliktu. Członkowie partii podzieleni
To, jak układały się relacje w ostatnim czasie, obrazują kulisy środowych wydarzeń w Sejmie. Obie strony przestały ze sobą rozmawiać. Kompletnie. Mówił o tym choćby wicemarszałek Hołownia, który przyznał wprost, że nikt nie dał mu znać, że odchodzi. Już we wtorek wieczorem pojawiły się pierwsze sygnały, że do rozłamu dojdzie, ale wiedziała o tym kilkunastoosobowa grupa zainteresowanych. Na swoich zasadach odeszła Joanna Mucha, która – jak słyszymy – z klasą podziękowała koleżankom i kolegom za współpracę i dotąd nie zdecydowała o swej przyszłości. Pozostaje posłanką niezrzeszoną.
Wróćmy jednak do Sejmu. Gdy okazało się, że w środę rano Hennig-Kloska organizuje konferencję prasową, wszystko stało się jasne. Dwie godziny później – w kontrze – swoje spotkanie z mediami zorganizowała Pełczyńska-Nałęcz, która pozowała do zdjęć w żółtym szaliku z napisem Polska 2050, a za jej plecami stała niemal cała grupa polityków, którzy zostali przy „starych” barwach.
Niemal cała, bo jeszcze przed godz. 12 z mediami spotkał się sam Hołownia – podkreślił, że zostaje w Polsce 2050, ale na konferencję organizowaną przez Pełczyńską-Nałęcz nie poszedł. Tłumaczył, że ma zaplanowane inne obowiązki.
Publiczne dopominanie się o ten stołek (tekę wicepremiera dla Pałeczyńskiej-Nałęcz – red.) to był dla obywateli czytelny sygnał, że Polska 2050 odeszła od swoich wartości i zobowiązań
Sami politycy Polski 2050, którzy niemal w całości pojawili się w środę w Sejmie, tym razem nie uciekali od dziennikarzy. Chętnie odpowiadali na pytania, a kątem oka zerkali na kolegów z przeciwnej strony barykady. W wypowiedziach czuć było ulgę, że pewien etap się zakończył. Ulga mieszała się z niepokojem, że wchodzą w nieznane. Mimo to obie strony przekonują, że zmiany dobrze im zrobią.
Sejmowa telenowela Polski 2050. Co dalej z ugrupowaniem?
– Czuję dumę z tego, że nie ulegliśmy presji ograniczania się, jeżeli chodzi o realizację naszych zobowiązań wobec obywateli. Nie ulegliśmy antydemokratycznym zapędom, które pojawiły się w Polsce 2050. Fakty są takie, że nowa przewodnicząca nie zdała egzaminu z demokracji, a wieczne kłótnie w rządzie to nie jest przypadek – mówi nam poseł Mirosław Suchoń, który będzie teraz szefem nowego klubu parlamentarnego Centrum.
– Bardzo się cieszę, że nie będę musiał odpowiadać na pytania o tekę wicepremiera. Publiczne dopominanie się o ten stołek to był dla obywateli czytelny sygnał, że Polska 2050 odeszła od swoich wartości i zobowiązań. To wszystko przez personalne ambicje. Ludzie tego nie rozumieli i ciągle mnie pytali, kiedy ten serial się skończy – dodaje.
Serial trwał w najlepsze, a w pewnych momentach przypominał telenowelę. I jak w każdym serialu – musiał nastąpić koniec. Fabuła nie była zbyt oryginalna, a liczba bohaterów ograniczona. Dlatego też finał nie jest spektakularny, ale rodzi kilka naturalnych pytań. Kto jest winny tej sytuacji? Czy rozłam w Polsce 2050 grozi stabilności rządu? W jakiej formule oba nowe organizmy wystartują w 2027 roku?
Zacznijmy jednak od początku. Kto ponosi winę za rozpad Polski 2050? Jedna strona uważa, że jest to Paulina Hennig-Kloska, która przygotowała grunt pod rozłam, zebrała grupę gotową do odejścia, ale druga strona obwinia o to Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, która ma nie nadawać się do współpracy.
Część zewnętrznych obserwatorów winy upatruje jeszcze gdzieś indziej – to decyzja Szymona Hołowni o przekazaniu sterów w inne ręce rozpoczęła proces upadku. Od tego momentu, jak kostki domina, zaczęły przewracać się kolejne elementy. Sam Hołownia w Środę Popielcową w Sejmie posypywał głowę popiołem i mówił: to był mój błąd.
Hołownia słów wypowiadał znacznie więcej. Mówił, że Hennig-Kloska i inni „rozłamowcy” go oszukali. Dodawał, że ich decyzja wynika wyłącznie z nienawiści do Pełczyńskiej-Nałęcz. A nowy klub szybko zgaśnie, bo bez partii i struktur trudno jest utrzymać energię.
– To dla mnie najsmutniejszy dzień w polityce
Gdy chwilę po tych słowach spotykamy w Sejmie posła Suchonia, robi wielkie oczy. – Będę starał się zrozumieć Szymona Hołownię, że źle życzy nam, ale ja dobrze mu życzę. Nie chcę też kwestii wzajemnych rachunków omawiać w formule publicznej – mówi nam poseł Suchoń.
Gdy pytamy Suchonia, czy nienawidzi Pełczyńskiej-Nałęcz, jak sugerował Hołownia, skupia się na byłym przewodniczącym. – Na swój sposób ją nawet doceniam. Pije pan do słów Hołowni. Nie wiem, kto mu od dłuższego czasu podsuwa takie absurdalne tezy. Nam chodzi o zasady, zobowiązania, wartości i wewnętrzną demokrację. Dziś Środa Popielcowa. Dobry moment, by zrobić sobie rachunek sumienia zanim zacznie się szukać drzazgi w oku innych osób – uważa Suchoń.
Centrum kontra Polska 2050. Prognozy na przyszłość koalicji
Jeśli jest coś, co dziś łączy wszystkie poranione strony tego konfliktu, to jest to podejście do koalicji rządzącej. I trudno się dziwić, bo o to chodzi w polityce, by rządzić. I wszyscy politycy bez wyjątku przekonują dziś jednym głosem: będziemy lojalnym koalicjantem.
– To dla mnie najsmutniejszy dzień w polityce – mówi nam z kolei wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka. – Szedłem do Polski 2050 z dużą wiarą, że ten projekt ma szansę stać się stałym elementem polskiej polityki. W tym momencie nie jest to możliwe. Tracimy połowę swojej siły w Sejmie. Zostajemy oczywiście klubem koalicyjnym, pozostajemy lojalni wobec rządu. Pozostają lokalne struktury, gdzie tych podziałów nie widać. Cała sytuacja jest smutna i przykra.
Suchoń: – Koalicja rządząca składa się dziś z pięciu podmiotów. Na pewno będziemy bardziej stabilnym i przewidywalnym członkiem koalicji niż była wcześniej Polska 2050.
Gramatyka: – Polska 2050 jest klubem koalicyjnym. Posłanki i posłowie, którzy wyszli, również przekonują, że będą popierać politykę rządu. Nie ma potrzeby renegocjacji umowy koalicyjnej.
Szeptycki: – Zmiany w rządzie? Decyzje należą do koalicjantów a przede wszystkim do pana premiera. Widzę dwa możliwe warianty. Pierwszy to zmiana umowy koalicyjnej i dołączenie do niej nowego ugrupowania, którego reprezentantem w rządzie będzie Paulina Hennig-Kloska. Drugi wariant to brak umowy, ale prawdopodobnie wsparcie przez Centrum rządu pana premiera Tuska. W obu przypadkach to decyzja pana premiera i koalicjantów. My jesteśmy stałym i lojalnym członkiem rządu. Mówiliśmy to wielokrotnie.
Innymi słowy: Koalicja rządząca powinna utrzymać sterowność. Zapewne obie zwaśnione grupy nie będą darzyły się największą sympatią, być może nawet rozpocznie się między nimi rywalizacja na „bardziej lojalnego koalicjanta”, ale interes pozostanie ten sam: utrzymać się przy władzy. Zresztą, politycy Centrum nigdy nie zdecydowaliby się na budowanie odrębnego środowiska, gdyby zielone światło nie pojawiło się ze szczytu koalicji.
-
Wzięła ślub, przebywając na L4. ZUS kazał oddać pieniądze. Jest finał sprawy
-
Tusk wszechmogący, czyli jak się skończy wojna o SAFE?

