Ukraina prowadzi dziwną grę. Z jednej strony politycy ukraińscy, prezydent, mer Lwowa, ministrowie, bardzo krytycznie odnoszą się do Polaków, oskarżając nas wręcz o współpracę z Putinem, co jest aroganckie, bezczelne i nieprawdziwe. Podkreślają swoją rację stanu, interesy ukraińskie, mówiąc, że będą ich bronić, a reszta musi się dostosować. Nie. My też mamy swoje racje – mówi w rozmowie z Interią Jan Krzysztof Ardanowski.

Byłego ministra zapytaliśmy o postulat Wołodymyra Zełenskiego, który zaapelował do Donalda Tusk o spotkanie na granicy polsko-ukraińskiej w sprawie protestów rolników.

– Teraz rozmowy z Ukrainą są jak najbardziej potrzebne. To oczywiste. To nasz sąsiad i oby tym sąsiadem pozostał. Żeby nie okazało się, że za Bugiem będzie całkiem inny sąsiad – podkreśla Ardanowski, choć szybko dodaje, że wątpi w powodzenia negocjacji w takim formacie.

Ardanowski: Ukraińcy mówią nam „ruki po szwam”

– Rozmowy do tej pory nie przynoszą żadnego efektu, dlatego że ze strony Ukraińców jest argument: dogadaliśmy się z Komisją Europejską, przecież kazała się otworzyć wszystkim krajom unijnym, to o czym mamy z Polakami rozmawiać, „ruki po szwam” (z ros. stanąć na baczność – red.) i wykonać to wszystko, co Komisja Europejska nakazała w zakresie otwarcia rynków – wskazuje.

Obecnie Ukraina ma swobodę w eksporcie produktów rolnych na rynek Unii Europejskiej. Przed wojną Kijów musiał się dostosowywać do systemu kwotowego, który narzucał na Ukrainę konkretne limity wwożonych do Unii towarów.

Zełenski być może zaczyna się obawiać, że granica zablokowana przez rolników będzie szczelna również w tym znaczeniu, że pomoc militarna nie zostanie przewieziona. Może dlatego się odezwał – mówi dalej Ardanowski.

Na ten argument zdążył już odpowiedzieć Donald Tusk, który na konferencji prasowej zapowiedział wprowadzenie na listę obiektów infrastruktury krytycznej przejść granicznych z Ukrainą.

Wielka gra o rynek rolny

Ardanowski krytykuje prezydenta Ukrainy za jego retorykę. 

– Jeszcze dzień wcześniej pohukiwał na rolników. Rolnicy walczą o swoje i rozumieją, że jeśli będzie trwał napływ żywności z Ukrainy, to jest koniec polskiego rolnictwa. To jest generalnie koniec rolnictwa europejskiego. Toczy się gra w Europie, kto ma ją żywić. Czy rolnicy europejscy, czy tych trzeba zlikwidować, a żywić będą dostawcy, wielkie koncerny z Ameryki Południowej, Australii, Nowej Zelandii – podkreśla.

– Dzień wcześniej Zełenski „jedzie” po rolnikach jak po burej suce, wtórują mu inni politycy. Teraz mówi: niech premier przyjedzie na granicę, Donaldzie, spotkajmy się. To jest dobre miejsce do rozmowy? Czy tu chodzi o gesty? Czy on chce się pokazać przed swoimi obywatelami? Może to jest clue, że chce pokazać, jak on dba o Ukrainę, przyjeżdża na granicę, ba, jak żąda spotkania, to szefowie państwa polskiego przyjeżdżają – podkreśla były minister.

Ardanowski: Mam żal do ministrów rolnictwa PiS

– To jest czas na dobre rozmowy, twarde rozmowy – zaznacza nasz rozmówca. Podkreśla też, że dopiero gesty rolników zmuszą Ukraińców do rozmów.

– W przeciwnym wypadku będzie tak jak do tej pory. Lekceważenie. Mieliśmy zapewnienia, tu mam żal do poprzednich ministrów rolnictwa, opowieści o tym, że granica jest szczelna, że nic nie wpływa, że tylko to, co tranzytem wchodzi do Polski może przejść przez granicę – wskazuje były minister w rządzie PiS. Ardanowski kierował resortem rolnictwa od czerwca 2018 do października 2020.

– Okazuje się, że granica jest dziurawa jak sito, że jest korupcja, przemyt był wręcz wpisany w logikę granicy. Zresztą nie tylko rolnicy pokazują niespójność kwitów przewozowych z ładunkiem na przyczepie, nędzną jakość żywności, fałszowanie dokumentów – zaznacza polityk.

– Mówią o tym również celnicy. Przecież jest list otwarty Związku Zawodowego Celnicy PL, który mówi wprost, że procedury, które zostały narzucone z centrali, z Warszawy, nie gwarantują szczelności granicy. I to mówią celnicy, którzy najlepiej znają sytuację na granicy – podkreśla Ardanowski.

„Embargo jest konieczne”

Pytamy o pomysł byłego ministra na rozwiązanie problemów rolników.

– Mówię to z ciężkim sercem. Na tym etapie przymuszenie Ukraińców do poważnych rozmów i przymuszenie Komisji Europejskiej do weryfikacji swojej polityki może się odbyć tylko przez stanowcze, zdecydowane postawienie sprawy przez Polaków i embargo na tym etapie jest konieczne – wskazuje były minister.

– Zresztą musi być wprowadzone, żeby ustabilizować sytuację na rynku. Rozładować „górkę” zboża, która jest. Szczególnie, że za chwilę będą następne zbiory – dodaje.

– Są potrzebne decyzje Komisji Europejskiej i duże pieniądze na zdjęcie z rynku nadwyżek. Szacuje się, że w Europie to może być około 30-40 mln ton zboża, którego jest za dużo. To w dużej mierze jest niestety zboże rosyjskie. I ukraińskie. Komisja nie może unikać odpowiedzialności. Rząd Polski musi sprawy twardo stawiać – uważa Ardanowski.

Krytyka Donalda Tuska

Nasz rozmówca podkreśla również swoje wątpliwości dotyczące działań premiera w sprawie rolników.

– Nie wiem, czy ten rząd jest zdolny do rozwiązania problemu, bo przecież Tusk jest raczej człowiekiem, który nie chce antagonizować w żaden sposób z Komisją Europejską, przedstawiając się jako człowiek właśnie tego mainstreamu europejskiego. Ale rolnicy mu pokazują, gdzie jest jego miejsce w szeregu – podkreśla.

Wskazuje też na „przerzucanie odpowiedzialności” w rządzie za rolników.

– Widzę taką gierkę, która się toczy w koalicji rządzącej, może Tuskowi na tym zależy, żeby zrzucić odpowiedzialność za rolnictwo na PSL, na Siekierskiego, pewnie to element gry przed wyborami samorządowymi, ale docelowo to osobiście premier musi się zaangażować w rozwiązanie polskich problemów i nie na granicy. Od tego są poważne rozmowy, poważnych ekspertów, które mają się toczyć w Kijowie czy w Warszawie. Ale Ukraina musi być do tego zmuszona – zaznacza.

– Na razie są ze strony Zełenskiego widzę jakieś gesty raczej pod potrzeby wewnętrznej polityki na Ukrainie – mówi w rozmowie z Interią Jan Krzysztof Ardanowski.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.