
-
Coraz więcej osób wybiera analogowe hobby, takie jak haftowanie czy malowanie akwarelami, w odpowiedzi na przeciążenie cyfrowymi bodźcami.
-
Dr Maciej Dębski zauważa rosnącą wartość zajęć manualnych i obecności offline jako elementów higieny cyfrowej.
-
Uczestnicy warsztatów oraz osoby zainteresowane analogowymi pasjami podkreślają, że takie aktywności pomagają się wyciszyć i odzyskać równowagę.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Maria haftowanie polubiła chyba głównie ze względu na ciszę w głowie, która się wtedy pojawia. – Z nadmiaru bodźców, informacji i wydarzeń lubię się czasami zwyczajnie na chwilę wyłączyć – opowiada.
Książka jej tego nie daje – wszystko ją w nich w jakiś sposób emocjonuje, a nie o to chodzi. – Przy hafcie co najwyżej się trochę podenerwuję, że kiepski poziom moich zdolności manualnych nie nadąża za tym, co chciałabym już umieć wyhaftować
Jak podkreśla, poza tym, że to wymagający trening cierpliwości dla skrajnie niecierpliwych, widzi właściwie same plusy. – Próg wejścia jest bardzo niski, nie trzeba dużo czasu, żeby nauczyć się podstaw, więc satysfakcja też przychodzi szybko. Uzależnieni od natychmiastowej gratyfikacji powinni być zadowoleni.
Ostatecznie efekty są też zwyczajnie piękne, jeśli lubi się taką estetykę. – Tego, że dzięki haftowaniu nie skraca się jeszcze bardziej swojego attention span (czas uwagi, zainteresowania – red.), oglądając kolejną partię bzdur na X, już chyba nawet nie trzeba wspominać – dodaje.
Na co dzień jesteśmy otoczeni przez różnego rodzaju narzędzia, aplikacje, platformy napędzane przez algorytmy i sztuczną inteligencję. Nic dziwnego, że wiele osób jest tym przytłoczonych i zmęczonych. Radą na to może być zwrócenie się ku bardziej analogowym zajęciom, tak jak Maria.
AI i aplikacje idą w odstawkę. „Mam dość tego ścieku”
Michał z kolei postawił na inne analogowe hobby, takie jak szachy.
– Szczerze mówiąc, to mam dość: tego ścieku bzdurnych wideo z AI, które zalewają praktycznie wszystkie media społecznościowe, mam dość pytania o wszystko ChataGPT i fiksacji na punkcie nowinek technicznych – podkreśla.
– Te wszystkie „śmieszne” zdjęcia i wideo z AI – one nawet nie są śmieszne. Dlatego na nowo odkrywam takie przyjemności jak spacer, aparat analogowy, płyty winylowe, spotkania z artystami na żywo… I przede wszystkim detoks od scrollowania, co, o dziwo, nie jest takie łatwe, jak myślałem.
David Sax, autor książek „The Revenge of Analog” oraz „The Future is Analog”, zauważył paradoksalne zjawisko, związane z upowszechnieniem się smartfonów, portali streamingowych i mediów społecznościowych oraz coraz większą popularnością cyfrowych technologii.
Według niego im bardziej polegamy na technologiach cyfrowych w pracy, edukacji i kontaktach towarzyskich, „tym bardziej szukamy analogowych alternatyw jako równowagi lub innego sposobu angażowania się w świat”.
– Analogowe zajęcia rzeczywiście mogą być pewnym lekarstwem na przeciążenie światem cyfrowym, choć oczywiście nie w znaczeniu dosłownego „remedium” na wszystko – uważa z kolei dr Maciej Dębski z fundacji Dbam o Mój Zasięg. – Ich wartość polega przede wszystkim na tym, że przywracają człowiekowi kontakt z tym, co namacalne, wolniejsze i mniej przebodźcowane. W świecie cyfrowym funkcjonujemy często w trybie ciągłego reagowania: na powiadomienia, wiadomości, obrazy, informacje i algorytmy. Zajęcia takie jak: szachy, haftowanie czy malowanie wymagają natomiast skupienia, cierpliwości i obecności „tu i teraz”, a także dają poczucie sprawczości, które nie jest uzależnione od lajków, zasięgów czy natychmiastowej oceny innych.
Analogowe hobby Dębski postrzega jako alternatywę dla świata cyfrowego i ważny element higieny cyfrowej. Nie chodzi nawet o całkowitą ucieczkę od technologii, tylko o odzyskanie równowagi.
Pędzle zamiast smartfonów
Gosia od kilku lat razem ze swoją przyjaciółką prowadzi warsztaty malowania akwarelami. Najpierw na żywo, potem przyszła pandemia, więc z formy spotkań na żywo musiały przenieść się do internetu.
– Akwarela robi się coraz bardziej popularna i ludzie naprawdę chcą próbować malować. Nasza grupa na FB ma już prawie 18 tysięcy osób, a właściwie chyba nawet więcej, więc naprawdę dużo osób dołącza. W czasie pandemii bardzo wiele osób zaczęło malować, bo dawało im to wytchnienie i było sposobem na spędzanie czasu w domu. Ale co ciekawe – to zostało z ludźmi na dłużej – opowiada Gosia.
Jak mówi, zauważa pewną zmianę mentalną. – Kiedyś malowanie kojarzyło się głównie z dziećmi albo profesjonalnymi artystami. Teraz coraz więcej osób traktuje je jako hobby, sposób na spędzanie wolnego czasu czy formę relaksu.
Teraz coraz więcej osób szuka kreatywnych hobby i nowych ścieżek.
Od uczestniczek warsztatów Gosia słyszy, że zamieniają cyfrowe formy spędzania czasu na bardziej analogowe, mają dość internetu i malowanie pomaga im się wyciszyć.
– Chociaż my też działamy w internecie, więc to w pewnym sensie też jest forma cyfrowa. Z drugiej strony zachęca ona do zrobienia kroku poza ekranem – mówi.
– Ludzie są zmęczeni życiem w sieci. Widać to szczególnie, kiedy robi się cieplej – odkładają telefony i zaczynają robić inne rzeczy. Poza tym tęskni się za drugim człowiekiem – dodaje.
Dla niej samej malowanie było na początku odkrywaniem i zdobywaniem nowych umiejętności. – Dość szybko zauważyłam, że zaczynam więcej dostrzegać w rzeczywistości. Nagle widzisz, że kwiaty rozkwitają, zauważasz rzeczy, których wcześniej nie widziałaś. Na przykład, że magnolia ma takie pączki, a potem owoce. Albo że nawet gdy wydaje się, że nic nie kwitnie, i tak są ciekawe rzeczy do namalowania. To bardzo rozwija sposób postrzegania świata.
Gosia dostrzega w malowaniu także funkcję regulacyjną. – Może być sposobem na wyrażenie emocji i na relaks. Człowiek potrafi się tak w tym zatopić, że trudno się oderwać, a potem wychodzi z tego w zupełnie innym stanie emocjonalnym.
Według dr Macieja Dębskiego w przyszłości nie odwrócimy się od życia w sieci czy platform społecznościowych. – Cyfrowość jest już zbyt mocno wpisana w pracę, komunikację i codzienne funkcjonowanie. Bardziej prawdopodobny wydaje mi się jednak rosnący trend świadomego ograniczania kontaktu z technologią oraz szukania przestrzeni offline.
Słowem: w najbliższych latach będziemy obserwować nie ucieczkę od technologii, lecz wzrost wartości tego, co analogowe, lokalne, manualne i wymagające realnej obecności. I będzie to dotyczyć nie tylko hobby.
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: anna.nicz@firma.interia.pl

