
Tomasz Lejman: Miło spotkać pana po prawie roku, a rozmawialiśmy dokładnie w dniu, w którym wygrał pan wybory. Jak bardzo od tego czasu zmieniła się sytuacja na Grenlandii?
Jens-Frederik Nielsen, premier Grenlandii: – Jesteśmy dziś całkowicie skupieni na sytuacji geopolitycznej. To ona absorbuje większość naszych sił i uwagi. Ostatnie tygodnie były niezwykle intensywne. Teraz jest nieco spokojniej niż trzy czy cztery tygodnie temu, ale mamy świadomość, że przed nami wciąż długa droga. I właśnie w takim momencie się znajdujemy
Ale mam takie wrażenie, że jedno się zmieniło. Rok temu zwykli mieszkańcy Grenlandii dużo mówili o niepodległości, a teraz o bezpieczeństwie, przyszłości i stosunkach z USA, UE i Danią…
– Najważniejsze jest bezpieczeństwo Grenlandii. Mieszkańcy Grenlandii powinni mieć możliwość życia w ramach porządku światowego, korzystając z prawa do samorządności i samostanowienia. Oczywiście niezwykle istotna jest również polityka wewnętrzna zapewniająca wzrost gospodarczy i dobrobyt w Grenlandii. Wszyscy jednak wiemy, że sytuacja wokół naszego kraju jest obecnie napięta. Traktujemy to oczywiście bardzo poważnie. Właśnie w tym zakresie podejmujemy obecnie pewne działania.
To zamieszanie wokół Arktyki i pytania, co się stanie z Grenlandią, przyciągnęły na wyspę niewiarygodną liczbę dziennikarzy?
– Tak, pytań było wiele, podobnie jak zainteresowanie mediów. Od początku konsekwentnie i jasno przedstawiamy nasze stanowisko w kwestii bezpieczeństwa. Mamy pełną świadomość, że w naszym regionie – na dalekiej północy – musimy zrobić więcej. W ramach sojuszu transatlantyckiego i NATO panuje zgoda, że bezpieczeństwo Arktyki wymaga dziś większego zaangażowania. Ze względu na nasze położenie geograficzne odgrywamy w tym kluczową rolę. I od samego początku mówimy wprost: jesteśmy gotowi wziąć na siebie część odpowiedzialności za bezpieczeństwo dalekiej północy i naszego regionu. To stanowisko było jasne od pierwszego dnia i pozostaje niezmienne.
W ramach sojuszu transatlantyckiego i NATO panuje zgoda, że bezpieczeństwo Arktyki wymaga dziś większego zaangażowania
Domyślam się, że to nie jest dziś łatwy czas, by być premierem Grenlandii, która przez lata uchodziła za spokojny zakątek świata. Teraz trzeba prowadzić intensywne i poważne rozmowy zarówno z amerykańskimi, jak i europejskimi politykami. W zeszłym tygodniu rozmawiałem z Aają Chemnitz, posłanką z Grenlandii w duńskim parlamencie. Powiedziała mi: „Grenlandia nie jest na sprzedaż. To jest mój dom. To jest dom moich dzieci”. Jak pan odpowie na te słowa? Jakie jest pana stanowisko?
– Stanowisko Grenlandii jest bardzo jasne. Grenlandia nie jest na sprzedaż. Grenlandia jest częścią Królestwa Danii, członkiem NATO i jest temu oddana. O przyszłości Grenlandczyków zadecydują sami Grenlandczycy. Tak więc stanowisko jest bardzo jasne, było takie od początku – oczywiście nie zamierzamy sprzedawać żadnej ziemi ani oddawać suwerenności ani terytorium.
Relacje ze Stanami Zjednoczonymi są długie, ale jak widzi je pan w przyszłości? Jaki jest plan?
– Mam nadzieję, że także w przyszłości będziemy budować konstruktywne partnerstwo oparte na prawie międzynarodowym i wzajemnym szacunku. Mówimy o tym konsekwentnie od samego początku. Od 80 lat jesteśmy partnerami i chcemy tę współpracę dalej rozwijać – pod warunkiem, że będzie opierała się na wzajemnym zaufaniu i poszanowaniu naszych interesów. Dziś podejmujemy kroki we właściwym kierunku i to mnie cieszy. Jednocześnie mamy świadomość, że przed nami jeszcze sporo pracy. Potrzebny jest dialog i otwarte rozmowy – to one pokażą, dokąd wspólnie dojdziemy.
Jest pan premierem od około roku. Jak bardzo w tym czasie zmieniła się pańska praca? Na ile trudniejsze stało się kierowanie rządem w momencie, gdy Grenlandia znalazła się w centrum międzynarodowej uwagi? Dziś o waszej wyspie coraz częściej mówi się w kontekście bezpieczeństwa i strategicznego znaczenia Arktyki. Jak pan to odczuwa z perspektywy szefa rządu?
– Czasem mówię, że znaleźliśmy się w centrum uwagi z powodów, których sami byśmy nie wybrali. W Grenlandii mamy jednak pełną świadomość wyzwań związanych z bezpieczeństwem w naszym regionie. Od początku mojej kadencji jasno określiliśmy kierunek: chcemy współpracować i działać wspólnie. Mamy ku temu solidne podstawy – bezpośrednią umowę o bezpieczeństwie ze Stanami Zjednoczonymi oraz ramy współpracy w ramach NATO. Jest wiele obszarów, w których możemy zrobić więcej razem. I od początku deklarowaliśmy gotowość do takiego zaangażowania. Rząd Grenlandii przeznacza na to znaczące większe środki Chcę to powiedzieć jasno: jesteśmy gotowi do współpracy. Mamy jednak swoje granice. Jeśli ta współpraca opiera się na wzajemnym szacunku – jesteśmy gotowi ją rozwijać.

