Prezes PKOl nie gryzł się w język. „Nie byłoby polskiej reprezentacji olimpijskiej”


W ostatnich tygodniach szerokim echem odbiła się sytuacja związana z pieniędzmi, a raczej ich odpływem względem jednego ze sponsorów Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Grupa Polsat Plus zdecydowała się bowiem zrezygnować ze współpracy z organizacją, na której czele jest prezes Radosław Piesiewicz.


Pod dużym znakiem zapytania stanęły wówczas… premie dla polskich olimpijek i olimpijczyków, które miały być zabudżetowane właśnie ze środków pochodzących od Grupy Polsat Plus.

Radosław Piesiewicz mocno w TV Republika. Tak przedstawił realia PKOl


Jak się jednak miało okazać, kilka dni później przyszło rozwiązanie, które nie zaszkodziło najważniejszym – czyli reprezentującym Polskę podczas ZIO 2026. Plus i Telewizja Polsat – już bez jakiejkolwiek współpracy z PKOl – odpowiednio nagrodziły tych, którzy najmocniej błyszczeli podczas imprezy na Półwyspie Apenińskim. Tym samym były sponsor zagrał organizacji kierowanej przez prezesa Piesiewicza na nosie.


Co ciekawe, w tle może rozgrywać się przyszła walka o to, kto będzie stał na czele PKOl. Nie jest bowiem tajemnicą, że w przypadku Grupy Polsat Plus i powiązaniu ze sportem, karty rozdaje wieloletni dyrektor stacji Marian Kmita. Drogi Kmity i Piesiewicza rozeszły się już jakiś czas temu, a to może być jedna z konsekwencji zgrzytu między panami.


Szef PKOl w czwartek (tj. 19 marca) był gościem w TV Republika. W rozmowie z Michałem Rachoniem podzielił się realiami, jak widzi obecną współpracę ruchu olimpijskiego z krajowymi władzami.

– Współpracy, trzeba sobie to powiedzieć, nie ma. Państwo polskie nie dotuje, nie pomaga Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu […] jesteśmy finansowani tylko i wyłącznie przez prywatne firmy, przez prywatnych sponsorów, przez darczyńców, za co im bardzo serdecznie dziękuję, bo bez nich nie byłoby polskiej reprezentacji olimpijskiej na Igrzyskach Olimpijskich, chociażby w Mediolanie – powiedział Piesiewicz na antenie TV Republika.

ZIO 2026: Cztery medale olimpijskie dla reprezentacji Polski


Igrzyska na Półwyspie Apenińskim dla reprezentacji Polski były całkiem udane. Spoglądając choćby przez pryzmat dorobku medalowego, to najlepszy występ olimpijskiej drużyny w biało-czerwonych barwach od przeszło 12 lat.


Medale dla reprezentacji Polski podczas ZIO 2026 zdobywali przede wszystkim skoczkowie narciarscy. Jeden z nich, mający 19 lat debiutant olimpijski – Kacper Tomasiak – zgarnął aż trzy z nich. Lider kadry trenera Macieja Maciusiaka kolejno był: srebrny na normalnej skoczni, brązowy na dużym obiekcie w Predazzo i ponownie wicemistrzem olimpijskim w konkursie duetów. W tym ostatnim wypadku dwuosobową drużynę z Tomasiakiem stworzył Paweł Wąsek.


Nie można również zapominać o pierwszym od 2014 roku medalu dla polskich panczenów na ZIO. Sięgnął po niego Władimir Semirunnij. „Władek” został wicemistrzem olimpijskim na dystansie 10 km.


Reprezentacja Polski w swojej historii startów na ZIO sięgnęła zatem łącznie po 27 medali – odpowiednio siedem złotych, dziesięć srebrnych i dziesięć brązowych. Co ciekawe, pierwszy krążek dla Polski, brązowy, zdobył Franciszek Gąsienica-Groń (kombinacja norweska) niemal równo 70 lat temu, podczas igrzysk w… Cortinie d’Ampezzo. Historia w tym roku zatoczyła zatem piękne włosko-polskie, olimpijskie koło.


A skoro o historii mowa, to podczas ZIO 2026 wydarzyła się jeszcze jedna, szczególna historia. Mianowicie Klaudia Adamek – jako pierwsza w dziejach polskiego olimpizmu – wystartowała zarówno w letnich, jak i zimowych igrzyskach. Była lekkoatletka i uczestniczka IO w Tokio (2021) w sztafecie 4×100 metrów, skompletowała olimpijski zestaw startując we Włoszech (2026) w bobslejowej dwójce.

Udział
Exit mobile version