
W poniedziałek 23 lutego Grzegorz Braun podczas rozprawy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe kontynuował składanie wyjaśnień, rozpoczętych w grudniu ubiegłego roku. Dotyczyły one zarzutu zgaszenia świec chanukowych w Sejmie i skierowania strumienia z gaśnicy na jedną z obecnych tam kobiet.
Braun chciał wyjść z sali sądowej
Europoseł powiedział, że działał w stanie „wyższej i najwyższej konieczności” i bronił dobra, jakim jest „państwo polskie”. Po 45 minutach rozprawy Braun powiedział, że musi wyjść i polecieć do Brukseli w związku z wykonywaniem obowiązków europosła. Sędzia Maciej Brzostko uznał, że wykonywanie mandatu poselskiego nie jest wystarczającym powodem do odroczenia rozprawy i podkreślił, że jeśli europoseł opuści salę rozpraw, zostanie to potraktowane jako rezygnacja z dalszego składania wyjaśnień.
Braun kontynuował więc składanie wyjaśnień, a następnie ponownie zawnioskował o wyznaczenie kolejnego terminu rozprawy, argumentując to koniecznością wylotu do Brukseli. Sędzia zaproponował rozwiązanie kompromisowe: jeśli europoseł jeszcze przez pewien czas będzie składał wyjaśnienia, będzie mógł dokończyć je w kolejnym terminie. Braun mówił jeszcze przez około godzinę. Rozprawa, rozpoczęta o godzinie 9, zakończyła się po godzinie 13. Sąd ustalił następne posiedzenia na 5, 13 i 19 marca.
Akt oskarżenia przeciwko Braunowi
Polityk jest oskarżony o siedem czynów. Pierwszy zarzut dotyczy incydentu z 1 marca 2022 roku, kiedy w budynku Narodowego Instytutu Kardiologii miał dokonać naruszenia nietykalności cielesnej dyrektora Łukasza Szumowskiego. Drugi czyn odnosi się do tego samego wydarzenia, a Braun miał pomówić Szumowskiego, twierdząc, że ten jest pod wpływem alkoholu. Oskarżenia śledczych dotyczą także incydentu zgaszenia świec chanukowych gaśnicą w Sejmie w 2023 roku. Wówczas europoseł miał naruszyć nietykalność cielesną jednej z uczestniczek wydarzenia, co spowodowało u niej lekki uszczerbek na zdrowiu. Polityk został oskarżony o zablokowanie wykładu o Holokauście w Niemieckim Instytucie Historycznym. Miał dopuścić się też incydentu w krakowskim sądzie, skąd wyniósł choinkę i wrzucił ją do kosza. Grzegorzowi Braunowi grozi do pięciu lat więzienia. Polityk nie przyznaje się do winy.
Czytaj także: „Przerażające powitanie Brauna przed prokuraturą. W tle gaśnice. 'Morderca grasuje'”.
Źródło: Gazeta Wyborcza

