
Kiedy wszyscy myśleli, że burzliwa debata polityczna nad ustawą wprowadzającą unijny program SAFE jest już za nami, prezydent Karol Nawrocki, do spółki z prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim, zaskoczyli wszystkich. Późnym popołudniem 4 marca wyszli bowiem z autorską propozycją alternatywnego programu „polski SAFE 0 proc.”.
Przypomnijmy: unijny program SAFE zakłada sfinansowane z zaciągniętych przez Unię Europejską niskooprocentowanych pożyczek i zakrojone na ogromną skalę inwestycje w europejską obronność oraz przemysł zbrojeniowy. Polska jest największym beneficjentem tej inicjatywy, ma z niej otrzymać 43,7 mld zł, czyli prawie 187 mld zł (po kursie z 6 marca 2026 roku).
Pieniądze są do zainwestowania w zasadzie od razu, pierwsza transza środków trafiłaby do Polski jeszcze w marcu. Mowa o 6,6 mld euro, czyli prawie 28,2 mld zł, które wydane miałyby zostać jeszcze w pierwszej połowie tego roku (rządzący najczęściej wspominają termin majowy). Fundusze z programu SAFE są na tu i teraz, należy je wydać do 2030 roku. Spłata pożyczki potrwa 45 lat, przy czym możliwy jest okres 10-letniej karencji od momentu otrzymania pierwszych pieniędzy.
Co z alternatywą prezydenta i prezesa NBP? Rzecz w tym, że nie wiemy o niej zbyt wiele, bo obaj politycy, poza ogólnym pomysłem, nie przekazali mediom i opinii publicznej wielu konkretów. Te mają zostać przygotowane i omówione na spotkaniu ze stroną rządową. Na razie wiemy tyle, że chodzi o podobną kwotę co w unijnym SAFE (około 185 mld zł) i że NBP – tak przynajmniej zapewnia prezes Glapiński – nie zamierza naruszyć w tym celu ani swojego ustawowego i konstytucyjnego mandatu, ani pozbyć się swoich rezerw dewizowych.
Tusk do Nawrockiego: Nie można zmarnować ani godziny
Kwestia prawno-ekonomicznej zasadności takiego zaangażowania banku centralnego oraz jego wykonalności w świetle obowiązujących przepisów to temat na zupełnie inną dyskusję. Pełno w niej znaków zapytania, potencjalnych zagrożeń i sprzecznych interpretacji.
To wszystko może jednak w ogóle nie być omawiane, w zależności od tego, jak potoczą się sprawy z unijnym programem SAFE. Do realizacji swojego pomysłu „polskiego SAFE 0 proc.” Karol Nawrocki potrzebuje współpracy rządu. Bez tego, sam z prezesem NBP, nic nie wskóra. Rząd z kolei nadal oczekuje od prezydenta podpisu pod leżącą na jego biurku ustawą o unijnym SAFE, której zawetowania domaga się natomiast popierające prezydenta Prawo i Sprawiedliwość.
– Panowie, wokół jest wojna. Ta sytuacja wymaga najwyższej powagi i odpowiedzialności. Nie ma mowy o jakichś politycznych gierkach – zwrócił się do prezydenta i prezesa NBP premier Donald Tusk w nagraniu opublikowanym w jego mediach społecznościowych.
Jeżeli prezydent Nawrocki potrzebuje jakiegoś politycznego sukcesu, doprowadzenia do sytuacji win-win, to nie ma problemu. My naprawdę nie będziemy skupiać się w tej sprawie na złośliwościach politycznych, tylko na tym, żeby dogadać się w sprawie unijnego SAFE
Zaapelował też do Nawrockiego i Glapińskiego o trzy rzeczy. Pierwsza to natychmiastowe podpisanie przez głowę państwa ustawy o SAFE. – Tu nie można zmarnować ani godziny – ponaglał szef rządu. Druga sprawa to „precyzyjna informacja o faktycznych możliwościach finansowych NBP i o projekcie, jak wykorzystać te pieniądze”. Wreszcie rzecz trzecia. – Niech to polskie złoto, bo to nie jest złoto panów Nawrockiego, Glapińskiego czy Tuska, które jest dzisiaj rozsiane po bankach w kilku miejscach na świecie, wróci wreszcie do kraju – podkreślił.
To oficjalna linia rządu – dla mediów, partnerów zagranicznych, ale też dla przyglądających się rozwojowi sytuacji wokół SAFE Polaków. Zarówno premier, jak i prezydent bacznie obserwują badania opinii publicznej, gdzie kwestie bezpieczeństwa i obronności regularnie znajdują się na szczycie listy priorytetów.
Polacy oczekują też podpisu prezydenta pod ustawą o unijnym programie SAFE. Z opublikowanego 25 lutego badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że aż 58,4 proc. społeczeństwa chce, żeby prezydent poparł uchwalony przez parlament dokument. Przeciwników podpisu jest niemal dwukrotnie mniej – 29,8 proc. 11,8 proc. badanych nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.
Jak sytuacja wygląda od kuchni? Co z „polskim SAFE 0 proc.” planuje zrobić rząd? Rozmówcy Interii z kręgów rządowych stawiają sprawę jasno: nie zrezygnują z unijnego programu, ale nie odrzucają też propozycji, z którą wyszedł prezydent i prezes NBP. – Nie zamiast, ale dodatkowo. To podstawowa kwestia – mówi nam polityk z otoczenia premiera.
Wysoki rangą urzędnik MON: – Propozycja prezydenta może być uzupełnieniem dla procesu modernizacji armii. Zróbmy SAFE x2. Jeśli możemy mieć prawie 400 mld zł na armię zamiast 200, to chętnie przyjrzymy się propozycji prezydenta. Im więcej możliwości, tym lepiej. Ale na razie czekamy na podpis pod SAFE. Armia czeka na te środki. Niech prezydent podpisze SAFE i siadamy do SAFE 2.0.
Poważne rozważenie propozycji prezydenta i prezesa NBP jest jednak obwarowane jego zgodnością z ustawami i konstytucją. – Są poważne wątpliwości natury ekonomiczno-prawnej. I to delikatnie mówiąc. One muszą zostać rozwiane. Musimy poznać konkrety, a na razie nie znamy żadnych szczegółów. Czas ucieka, a my nie mamy tego czasu – kontynuuje nasze źródło w resorcie obrony.
W analizę „polskiego SAFE 0 proc.” mocno zaangażować ma się minister Andrzej Domański i kierowany przez niego resort finansów. – Będzie przygotowany do rozmowy z prezesem Glapińskim i prezydentem Nawrockim – zapewnia Interię dobrze zorientowany polityk obozu władzy. I dodaje: – Minister finansów będzie otwarty na każdą tańszą propozycję finansowania czy to programu zbrojeniowego, czy obniżenia kosztów obsługi już zaciągniętych kredytów.
SAFE. Sytuacja win-win? „Nie ma problemu”
Prezydent wyraził też chęć spotkania z premierem i szefem MON, być może doproszony na nie zostanie również minister finansów. To tam mają pojawić się po raz pierwszy konkrety programu „polski SAFE 0 proc.”. Jak dowiedziała się Interia, stan na koniec dnia 5 marca był taki, że ani Kancelaria Premiera, ani resort obrony nie otrzymały formalnego zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego.
Kiedy zaproszenia już dotrą, zarówno szef rządu, jak i minister obrony spotkają się z głową państwa. – Myślę, że pojawimy się w Pałacu Prezydenckim. Wielokrotnie zarówno premier Tusk, jak i wicepremier Kosiniak-Kamysz mówili, że sprawy bezpieczeństwa należy wyłączyć poza bieżący spór polityczny – mówi nam nasze źródło w Kancelarii Premiera.
Propozycja prezydenta może być uzupełnieniem dla procesu modernizacji armii. Zróbmy SAFE x2. Jeśli możemy mieć prawie 400 mld zł na armię zamiast 200, to chętnie przyjrzymy się propozycji prezydenta. Im więcej możliwości, tym lepiej. Ale na razie czekamy na podpis pod SAFE
Nasz rozmówca podkreśla, że strona rządowa „trochę nie ma wyjścia”, jako że wcześniej „sami proponowaliśmy, żeby wyłączyć temat SAFE i generalnie kwestie bezpieczeństwa Polski poza spór polityczny”. Zaznacza jednak, że dobra wola i konstruktywne podejście musi działać w dwie strony. – Jeśli my mówimy, że nie skreślamy na starcie tej propozycji prezydenta, to oczekujemy też, że prezydent nie skreśli na dzień dobry ustawy o SAFE – tłumaczy nasze źródło w KPRM.
Co ważne, wbrew medialnym narracjom, w rządzie nie ma jednak przekonania, że propozycja prezydenta i prezesa NBP to nieuchronna zapowiedź weta pod ustawą o SAFE. – Ciągle myślę, że to nie jest usprawiedliwienie weta i że tego weta nie będzie – mówi Interii jeden z ważnych parlamentarzystów koalicji rządzącej.
Jako koronny argument podaje fakt, że w program SAFE zaangażowanych jest 10 tys. polskich firm. – Dla tych przedsiębiorstw to są konkretne miejsca pracy, konkretne zyski, konkretny rozwój. To są też podatki dla gmin – wylicza nasz rozmówca. I podkreśla, że większość kluczowych zakładów zaangażowanych w unijną inicjatywę znajduje się w regionach tradycyjnie głosujących na PiS.
– Łatwo będzie do tych ludzi dotrzeć i powiedzieć im, przez kogo nie mają kontraktów, miejsc pracy, pieniędzy – kontynuuje polityk. – Jeśli prezydent szykuje się do weta, będzie to dla niego bardzo bolesna i bardzo kosztowna decyzja. Zapłaci za nią ogromną polityczną cenę – nie ma wątpliwości nasz rozmówca.
W obozie władzy przeważa opinia, że „polski SAFE 0 proc.” to próba wyjścia z twarzą przez prezydenta z politycznie bardzo trudnej sytuacji. – Patrzę na to raczej jak na balon próbny – jakie będą reakcje mediów, polityków, wyborców i co się stanie dalej – niż zapowiedź weta do ustawy o SAFE – ocenia polityk z otoczenia Donalda Tuska.
Na koniec zostawia otwartą furtkę do porozumienia z głową państwa: – Jeżeli prezydent Nawrocki potrzebuje jakiegoś politycznego sukcesu, doprowadzenia do sytuacji win-win, to nie ma problemu. My naprawdę nie będziemy skupiać się w tej sprawie na złośliwościach politycznych, tylko na tym, żeby dogadać się w sprawie unijnego SAFE.

