Przełom w głośnej sprawie po 20 latach. Skazany za zabójstwo opuszcza więzienie

Wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie z odbywania dalszej części kary przez Jarosława Sosnowskiego złożył dyrektor Zakładu Karnego w Strzelinie. 8 kwietnia przychylił się do niego Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Prokuratura złożyła zażalenie. We wtorek Sąd Apelacyjny we Wrocławiu je oddalił i nałożył na Sosnowskiego dziesięcioletni nadzór kuratorski.

22 lata za kratami i wątpliwości wokół wyroku

– Administracja zakładu uznała, że proces resocjalizacji przebiegł prawidłowo, że nie ma już dłużej sensu pana Jarosława izolować. Ten argument podzielił sąd – powiedział mec. Adam Jasinski. Działanie administracji zakładu ocenił jako „nietypowe”. Jak stwierdził, rzadko zdarza się, by w sprawach skazanych za zabójstwa władze penitencjarne występowały z takimi wnioskami.


Zobacz wideo

Mordercza loteria. Dlaczego Kajetan Poznański ofiarę wybrał przypadkowo?

We wtorek Sosnowski opuścił zakład karny. – Jestem bardzo szczęśliwy. To jest najważniejsze. Teraz zajmę się domem, rodziną, tatą – powiedział PAP o swoich pierwszych wrażeniach na wolności. Mec. Jasinski dodał, że priorytetem będzie znalezienie dla mężczyzny mieszkania i pracy. Sosnowski ma również zostać otoczony opieką psychologa.

– Spełniło się moje marzenie o wolności. To jednak dopiero początek walki o uniewinnienie – powiedział z kolei „Wyborczej” Sosnowski. Więcej na ten temat pisze na Wyborcza.pl Ewa Wilczyńska: „Skazany za morderstwo przedterminowo wypuszczony z więzienia. 'Teraz chcę oczyścić moje imię'”.

Mężczyzna w więzieniu spędził 22 lata. Do odbycia pełni kary pozostały mu około trzy lata. Sosnowski w 2006 roku został skazany w sprawie śmierci Małgorzaty W.

Lądek. Sprawa zabójstwa 26-letniej Małgorzaty W.

W listopadzie 2004 roku w lesie obok dyskoteki Faraon w Lądku (woj. wielkopolskie) znaleziono ciało 26-letniej kobiety. Biegły stwierdził później, że dziewczyna została uduszona, a przed śmiercią doszło do próby gwałtu. Zatrzymany 21-letni Jarosław Sosnowski początkowo przyznał się do zabójstwa. Podczas procesu wyjaśniał, że przyznanie się wymuszone zostało na nim przez policjantów. Zarówno Sąd Okręgowy w Koninie, jak i Sąd Apelacyjny w Poznaniu nie dały wiary tej wersji wydarzeń i w 2006 roku skazały go na 25 lat więzienia za doprowadzenie do śmierci kobiety poprzez usiłowanie gwałtu.

Sprawę skazania Sosnowskiego po raz pierwszy w 2020 roku nagłośnili dziennikarze Kuriera Słupeckiego oraz TVP. Jak relacjonowały media, do obu redakcji miały dzwonić osoby grożące dziennikarzom i ostrzegające ich przed zajmowaniem się tym tematem.

Prawnicy mężczyzny próbowali wtedy doprowadzić do ponownego procesu, przedstawiając między innymi potwierdzone notarialnie oświadczenia czterech nowych świadków. Miały one – ich zdaniem – rzucać „nowe światło na tę sprawę”. Śledztwo wznowiła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, nie doprowadziło ono jednak do wznowienia procesu.

„Ta sprawa nie daje mi spać”

Półtora roku temu rodzina skazanego skontaktowała się z senatorem Grzegorzem Fedorowiczem, byłym zastępcą generalnym Służby Więziennej. – Ta sprawa nie daje mi spać, normalnie funkcjonować – powiedział PAP w listopadzie ubiegłego roku Fedorowicz. Senator jest przekonany o niewinności mężczyzny.

Jak przyznał, początkowo podszedł do tematu z rezerwą, ale zmienił zdanie po zapoznaniu się z kopią akt i rozmowach ze skazanym. Zdaniem senatora nie ma ani jednego dowodu kryminalistycznego wskazującego na winę Sosnowskiego. Fedorowicz przekazał, że mężczyzna w tamtym czasie miał 21 lat i „infantylną osobowość”. Wywodził się z biednej rodziny, w trakcie procesu bronił go adwokat z urzędu, który – jak stwierdził Fedorowicz – „kompletnie w tej sprawie nic nie robił”. 

Porównania do sprawy Tomasza Komendy

Po interwencji Fedorowicza – jak wskazał sam senator – tematem zajął się zespół prawa karnego RPO, czego finałem była złożona w ubiegłym roku kasacja do Sądu Najwyższego. – Okoliczności tej sprawy i skazania mężczyzny, który od 21 lat przebywa w zakładzie karnym, budziły wiele wątpliwości, przez co niektórzy porównują ją do sprawy niesłusznego skazania Tomasza Komendy – ocenił RPO w komunikacie w listopadzie ubiegłego roku.

Jak wskazał, przyznanie się mężczyzny do zarzucanych mu czynów było kluczowym dowodem dla sądów obu instancji. Stało się tak mimo tego, że Sosnowski podczas pierwszego procesu wskazywał, że wyjaśnienia złożone w toku postępowania przygotowawczego zostały na nim wymuszone przez funkcjonariuszy policji. Mężczyzna twierdził ponadto, że policjanci manipulowali nagraniami z jego przesłuchania.

RPO poddał w wątpliwość wartość dowodową okazania, przeprowadzoną z udziałem świadka – osoby obsługującej szatnię w dyskotece. Zeznania tej osoby – jego zdaniem – są rozbieżne z zabezpieczonymi dowodami i zeznaniami innych świadków. RPO zaznaczył również, że konkluzje z opinii z zakresu badań biologicznych i daktyloskopijnych „niejako wykluczają udział oskarżonego w zdarzeniu”, a sąd I instancji nie podjął żadnych działań zmierzających do ustalenia do kogo należał zabezpieczony na bieliźnie kobiety włos. Z badań biologicznych wynika, że nie pochodził on ani od ofiary, ani od oskarżonego.

Kasacja została zarejestrowana w Sądzie Najwyższym. Pierwszy termin wyznaczony był na marzec, ale do posiedzenia nie doszło, ponieważ prawnicy Sosnowskiego wnieśli o wyłączenie części sędziów orzekających już we wcześniejszych procesach Sosnowskiego z aktualnego postępowania. 

Udział
Exit mobile version