
Czwartkowe przedpołudnie, Davos. Prezydent USA Donald Trump rozpoczyna spotkanie dotyczące powołania nowej organizacji międzynarodowej – Rady Pokoju. W sali przygotowanych jest 20 krzeseł dla inicjatorów powstania nowego ciała. Centralne miejsce przeznaczone jest dla Donalda Trumpa, ale zanim je zajmie, wygłosi przemówienie.
Trump wita zgromadzonych i niemal w pierwszych słowach mówi o Karolu Nawrockim. Przypomina, że wygrał trudne wybory, jest jego przyjacielem, a Polska jest mile widziana w tym gronie jeśli tylko przejdzie odpowiednie procedury krajowe. Kilka ciepłych zdań o Nawrockim zostaje nagrodzonych brawami. Drugim człowiekiem, którego Trump wymienia z nazwiska, jest słynny Brytyjczyk Tony Blair.
Nawrockiego nie ma jednak w gronie inicjatorów tego przedsięwzięcia. Dzień wcześniej spotkał się z Trumpem i jego administracją. Przekazał, że Polska trzyma kciuki za nową inicjatywę, ale na razie do niej nie dołączy, ponieważ mamy nad Wisłą konkretne procedury w takich przypadkach. Trump przyjmuje to ze zrozumieniem, klepie Nawrockiego po ramieniu i mówi: czekamy.
W Davos zaproszenie Trumpa do Rady Pokoju przyjmują przywódcy m.in. Węgier, Turcji, Bahrajnu, Maroka, Izraela, Argentyny czy Armenii. To jednak tylko pierwsi członkowie, a struktura ma być otwarta. Tuż po podpisaniu aktu inicjującego nową organizację głos zabiera Marco Rubio. Przekonuje, że Donald Trump jest wielkim przywódcą, a Rada Pokoju jest potrzebna. Dodaje, że czeka na kolejnych członków, bo np. niektóre kraje muszą zaakceptować takie członkostwo w procedurze konstytucyjnej – nie wymienia tym razem Polski z nazwy, ale mówi właśnie o naszym kraju.
Rada Pokoju – dlaczego decyzja jest aż tak trudna?
Po czwartkowym przedpołudniu w Davos presja na Polskę będzie tylko większa. Amerykanie dali jasno do zrozumienia, że chcą widzieć nasz kraj w tym gronie. Nie da się nie zauważyć, że potraktowali nas szczególnie i być może wiążą z nami nadzieje. Mówiąc krótko: USA chcą i oczekują, że Polska będzie członkiem Rady Pokoju.
Takie stanowisko stawia nasz kraj przed piekielnie trudnym dylematem. Na moment Polska znalazła złoty środek i w jakimś sensie kupiła sobie czas – nie musiała podejmować zerojedynkowej decyzji i już teraz deklarować, czy przyjąć, bądź odrzucić zaproszenie. Nie da się jednak odwlekać tej decyzji w nieskończoność, a Amerykanie zapewne będą naciskać.
Dlaczego to takie trudne? Po pierwsze, Donald Trump jest partnerem bardzo silnym, ale nieprzewidywalnym. Na dobrą sprawę wciąż nie wiadomo, co stoi za powołaniem Rady Pokoju i czym w istocie ma być ta organizacja. Po drugie, zaproszenie do Rady Pokoju dostali również wrogowie Polski, jak Władimir Putin czy Aleksander Łukaszenka. Trudno byłoby polskiemu prezydentowi stanąć z tymi panami do wspólnego zdjęcia, a na koniec podać im rękę. Po trzecie, zaproszenie odrzucili m.in. Brytyjczycy i Francuzi, a to w kontekście zagrożenia ze Wschodu jedni z naszych najbliższych sojuszników. Powstaje więc pytanie, z kim w nowej sytuacji się solidaryzować? Po czwarte bowiem, USA to nasz najważniejszy sojusznik.
Współpraca jak nigdy – rząd i prezydent jednym głosem
Karol Nawrocki stanął więc przed potężnym dylematem i na ten moment wybrnął z trudnej sytuacji bardzo sprytnie, dając Polsce czas na zastanowienie i podjęcie decyzji dopiero w momencie, gdy o Radzie Pokoju będzie wiadomo nieco więcej. Z informacji Interii wynika, że właśnie takie stanowisko od początku chciał przedstawić Pałac Prezydencki, a taki sam ruch sugerowała strona rządowa za sprawą opinii sporządzonej przez MSZ.
Co więcej, z prośbą o opinię do MSZ wystąpił właśnie Pałac Prezydencki, a można to odczytywać w dwóch wymiarach. Po pierwsze, chęci zagrania na zwłokę. Po drugie, zdjęcia odpowiedzialność wyłącznie z Nawrockiego, który stanął przed najtrudniejszą decyzją w swojej prezydenturze. Wydaje się, że to się udało, bo prawdopodobnie potencjalny akces w nowej organizacji międzynarodowej będzie musiał przejść całą ścieżkę konstytucyjną.
Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta przekonywał, że notatka MSZ była lakoniczna i nie zawierała jasnej rekomendacji. Tylko, jak słyszymy w rządzie, taka miała być. Konkretna rekomendacja uznana byłaby za błąd, a z tym argumentem zgadza się zarówno strona rządowa, jak i ośrodek prezydencki. Można więc śmiało powiedzieć, że w sprawie zaproszenia do Rady Pokoju cała nasza klasa polityczna mówiła jednym głosem.
Co ciekawe, dał temu wyraz również Donald Tusk w mediach społecznościowych. Premier zdradził, że miał z prezydentem w ostatnich dniach osobisty kontakt. „W Davos zgodnie z rządową rekomendacją. Bezpieczeństwo Polski wymaga współpracy między prezydentem i premierem, zgodnie z konstytucyjnymi zasadami. Nasz stały osobisty kontakt w ostatnich dniach przyniósł dobre efekty” – napisał Tusk.
Dlaczego natomiast ta decyzja jest tak ważna? Wydaje się, że nowy twór powołany przez Trumpa nie będzie zrzeszeniem przyjaciół amerykańskiego prezydenta, a prawdziwą organizacją międzynarodową. Zresztą tego słowa w przemówieniu użył Marco Rubio. Nie wiadomo jeszcze, jaki cel będzie przyświecał Radzie Pokoju i jaka ma być w nim rola członków. Czy Rada Pokoju zastąpi ONZ? W czwartek Trump przekonywał, że nie, ale oczywiście z czasem może zmienić zdanie. Na dziś o Radzie Pokoju wiemy w zasadzie jedno – jej liderem z nieograniczonymi kompetencjami jest Donald Trump.
Piekielnie trudna decyzja przed polskimi politykami
– Dylemat jest poważny – nie ukrywał w środę w rozmowie z Polsat News były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który przyznał, że miałby problem z podjęciem decyzji jako głowa państwa. Jak podkreślał, potrzebujemy zarówno USA, jak i ONZ i NATO, a pojawia się pytanie, czy nowy twór nie będzie „zjadał” tych już istniejących. – Świat już miał orkiestrę wielkich mocarstw, które na końcu rzucały się sobie do gardeł, a cały świat wychodził pokiereszowany – dodawał, komentując napiętą sytuację międzynarodową.
Polscy politycy też mają problem z jednoznaczną deklaracją. Polska Agencja Prasowa zapytała o to m.in. Marcina Ociepę z PiS, byłego wiceministra obrony. – Skoro byliśmy wśród państw założycielskich ONZ, powinniśmy być wśród założycieli nowej organizacji. Natomiast na pewno nie na chybcika i na wariata. Powinno się przestrzegać procedury przystępowania do organizacji międzynarodowych i robić to w taki sposób, żeby zabezpieczyć polskie interesy – mówił Ociepa.
– Na pewno nie spieszyłbym się z akcesem do Rady Pokoju na miejscu prezydenta Nawrockiego, dlatego że obecność w niej razem z przywódcami państw agresywnych i zagrażających Polsce stanowi rzecz niezwykle ryzykowną z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa. Zaś polityka amerykańska w dobie Trumpa zmienia się z dnia na dzień, pierwszą rekomendacją powinien być brak pośpiechu i przyjrzenie się tej inicjatywie – sugerował z kolei Kazimierz Michał Ujazdowski.
Tyle tylko, że zdejmując odpowiedzialność z prezydenta Nawrockiego Polska klasa polityczna bierze ją na siebie. Parlamentarzyści będą musieli podjąć decyzję, czy Polska powinna przystąpić do Rady Pokoju.
-
„Nikomu nie damy się rozegrać”. Tusk komentuje zaproszenie dla Nawrockiego
-
Trump usłyszał stanowcze „nie”. Prezydent Francji odrzuca ofertę

