
-
Prawdopodobne jest weto prezydenta wobec reformy edukacji, MEN już pracuje nad planem „B”.
-
Kompas Jutra zakłada wprowadzenie stopniowych zmian w systemie edukacji.
-
Największym wyzwaniem dla ministerstwa edukacji może okazać się opór nauczycieli wobec zmian.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Reforma edukacji wprowadzana pod hasłem Kompas Jutra trafiła na biurko Karola Nawrockiego w listopadzie i wciąż czeka na jego podpis.
Kompas Jutra polega na stopniowym wprowadzaniu do szkół szeregu zmian. Zaczęło się od 1 września 2025 r., gdy do szkół weszły dwa nowe przedmioty – edukacja obywatelska i edukacja zdrowotna.
Reforma edukacji. Co się zmieni?
Zgodnie z harmonogramem kolejne zmiany mają być wprowadzane do 2032 roku. 1 września 2026 r. ma zacząć obowiązywać nowa podstawa programowa w przedszkolu oraz w klasach 1. i 4. szkoły podstawowej (zmienić ma się m.in. lista lektur). Rok później nowe podstawy programowe mają zacząć obowiązywać w klasach 1. szkół ponadpodstawowych. W 2031 roku przeprowadzone mają zostać po raz pierwszy egzaminy w nowej formule (egzamin ósmoklasisty i maturalny dla absolwentów liceów ogólnokształcących), a w 2032 roku w nowe formule przeprowadzone mają być egzaminy dla absolwentów techników.
„Dzięki zmianom w edukacji absolwenci polskich szkół będą przygotowani do życia w zmieniającym się świecie. Ważnym zadaniem szkoły jest nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także budowanie poczucia odpowiedzialności za własny rozwój i podejmowane decyzje” – opisuje reformę MEN.
Resort przyznaje, że reforma to także zmiany dla nauczycieli, którzy dostaną do dyspozycji podstawy programowe, przewodniki metodyczne, narzędzia m.in. do monitorowania postępów uczniów oraz możliwość udziału w szkoleniach. Wśród planowanych zmian są także te dotyczące oceniania – planowany jest większy nacisk na ocenę opisową, informację zwrotną i rozwój kompetencji.
W środę w Pałacu Prezydenckim ma odbyć się spotkanie w temacie reformy edukacji w ramach forum eksperckiego Gabinetu Prezydenta RP. Prezydent ma czas na decyzję do 18 grudnia, jednak ta wydaje się być od dawna przesądzona.
Prezydenckiego weta spodziewa się sama minister edukacji Barbara Nowacka, dlatego razem z zespołem ma już „plan B”. W MEN słychać głosy, że taki ruch Karola Nawrockiego nikogo nie przeraża, ani nie dziwi, bo już w czasie kampanii jawnie sprzeciwiał się wprowadzeniu do szkół edukacji zdrowotnej.
Przygotowywany plan awaryjny ma polegać na wprowadzaniu nowych podstaw programowych rozporządzeniami, tak jak to się stało przy uruchamianiu edukacji obywatelskiej i edukacji zdrowotnej. Na pewno utrudni to pracę, jednak w ostatecznym rozrachunku większość zmian zostanie wprowadzona.
Prace nad takim rozwiązaniem już trwają. Ministerstwo czeka tylko na oficjalny ruch Karola Nawrockiego i uzasadnienie weta, by zobaczyć, co dla prezydenta jest najbardziej kontrowersyjne. Wtedy część ustawy, ta która nie budzi wątpliwości, ponownie trafi do Sejmu.
Paradoksalnie to nie decyzja prezydenta może być największym problemem Nowackiej. Jak słyszymy w MEN, większe obawy są związane z postawą nauczycieli. Pytanie brzmi, czy oni będą otwarci na wprowadzane zmiany.
– Wiele będzie zależało od aktywności nauczycieli, czy zechce się zaangażować czy nie – słyszymy w resorcie. Opór ze strony środowiska jest dużym ryzykiem, dlatego od stycznia MEN planuje spotkania z nauczycielami, aby omówić nadchodzące zmiany.

