
Jak ustaliło RMF FM, wyroki zapadły pod koniec kwietnia w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym. Michał Dworczyk zaskarżył cztery decyzje odbierające mu certyfikaty dostępu do informacji niejawnych o różnych klauzulach tajności. Sąd pracuje obecnie nad pisemnymi uzasadnieniami rozstrzygnięć – dopiero po ich publikacji polityk będzie dysponował 30-dniowym terminem na wniesienie skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Z nieoficjalnych ustaleń rozgłośni wynika, że decyzję o cofnięciu certyfikatów miała podjąć Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Sprawa ma związek z tzw. aferą mailową, w której Dworczyk jest oskarżonym.
Akt oskarżenia i zarzuty prokuratury
W marcu tego roku do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia wpłynął akt oskarżenia przeciwko politykowi PiS. Prokuratura zarzuca mu niedopełnienie obowiązków służbowych w okresie, gdy sprawował funkcje wiceministra obrony narodowej, członka Rady Ministrów oraz szefa KPRM.
Śledczy twierdzą, że Dworczyk korzystał z prywatnej, niecertyfikowanej i niezabezpieczonej skrzynki mailowej do prowadzenia korespondencji służbowej istotnej dla bezpieczeństwa państwa. W wiadomościach miały pojawiać się między innymi treści niejawne, kwestie dotyczące obronności, służb specjalnych, bezpieczeństwa teleinformatycznego, spraw gospodarczych i pandemii COVID-19, a także relacji międzynarodowych.
Byłemu ministrowi postawiono również zarzut utrudniania postępowania dotyczącego włamania na jego prywatną skrzynkę i wycieku jej zawartości – poprzez działania mające pomóc sprawcy uniknąć odpowiedzialności karnej. Chodzi o skasowanie części korespondencji przychodzącej, co zdaniem prokuratury zatarło ślady pozwalające zidentyfikować sprawcę włamania.
Dworczyk, usłyszawszy zarzuty, odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Czym jest afera mailowa?
Afera mailowa wybuchła w czerwcu 2021 roku. Anonimowe osoby zaczęły wówczas publikować na Telegramie, a następnie na stronie internetowej korespondencję z prywatnej skrzynki Dworczyka – ówczesnego szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – który poinformował o tym ABW. Według doniesień portalu OKO Press kolejnego dnia służby odnotowały w niej ponad 843 tysiące plików z wiadomościami. Funkcjonariusze zabezpieczyli wówczas maile o charakterze phishingowym i – jak przekazał sam Dworczyk – starali się odzyskać kontrolę nad skrzynką.
Zdaniem podejrzanego dostęp do niej wciąż mieli jednak posiadać hakerzy. „Ze skrzynki zaczęto wysyłać obsceniczne wiadomości. Dlatego po dwóch dniach, w trakcie których funkcjonariusze oraz informatycy nie mogli odzyskać kontroli nad moją skrzynką, poleciłem wykonanie kopii binarnej jej zawartości oraz usunięcie materiałów z serwerów Wirtualnej Polski” – wyjaśniał Dworczyk.
29 czerwca polityk udostępnił kopię zapasową prokuratorom i okazało się, że liczba wiadomości została zredukowana do ponad 46 tysięcy. Pojawiły się więc podejrzenia, że znaczna część maili została wykasowana, czemu europoseł stanowczo zaprzeczał. Później tłumaczył, że w 2021 roku – gdy po 48 godzinach informatycy nie zdołali odzyskać kontroli nad jego skrzynką – zdecydował o wykonaniu kopii binarnej jej zawartości, a następnie o usunięciu samego konta. Według jego relacji przy tej operacji część wychodzącej korespondencji mogła zostać skasowana.
„Nie ma wątpliwości: Dworczyk jako szef kancelarii premiera przekazywał za pośrednictwem prywatnej poczty mailowej informacje, które powinny mieć nadaną klauzulę tajności” – pisał Wojciech Czuchnowski na Wyborcza.pl, opisując sprawę.

