-
Single napotykają trudności przy zakupie mieszkania związane nie tylko z cenami i koniecznością zgromadzenia wkładu własnego, ale także z większym ryzykiem kredytowym i odpowiedzialnością spoczywającą na jednej osobie.
-
Samotne osoby często muszą rezygnować z części wydatków i przyjemności, aby zaoszczędzić na mieszkanie, a decyzja o jego zakupie wiąże się dla nich ze stresem i presją dotyczącą samodzielnego załatwienia wszystkich spraw.
-
Na rynku dostępna jest szeroka oferta dla singli z określonym budżetem, jednak problem stanowią wysokie ceny, całkowita odpowiedzialność za kredyt oraz brak możliwości podziału kosztów i ryzyka z drugą osobą.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
– Jest drogo. Po prostu w dużych miastach jest koszmarnie drogo. Często za mieszkanie, które wcale nie jest w dobrej lokalizacji ani w stanie deweloperskim, trzeba zapłacić ponad pół miliona złotych – mówi Marcelina. Jest przed trzydziestką, na co dzień pracuje w HR.
O zakupie własnego mieszkania myśli od około dwóch lat. Ta myśl pojawiła się, gdy chciała w końcu zamieszkać sama i wyprowadzić się z domu rodzinnego. Stanęła wtedy przed wyborem: wynająć kawalerkę albo pokój i w ten sposób więcej odłożyć na wkład własny.
– Wynajem pokoju oznaczał niższe koszty niż samodzielne wynajmowanie kawalerki, więc mogłam więcej oszczędzać – tłumaczy. Od tamtej pory konsekwentnie odkłada na własne mieszkanie. Najtrudniej było jej zrezygnować z podróżowania.
– Generalnie najbardziej dotkliwa jest sama myśl z tyłu głowy, że trzeba oszczędzać i że szkoda mi na wszystko pieniędzy. Za każdym razem zastanawiam się, czy warto wydać pieniądze na coś, co nie jest niezbędne, ale na przykład sprawiłoby mi przyjemność – mówi.
„Wszystko będę musiała załatwić sama”
Stara się rozsądnie dysponować budżetem, ale nie chce całkowicie rezygnować z przyjemności.
– Życie zupełnie bez podróżowania czy wypadów ze znajomymi na miasto, do restauracji albo na jakieś wydarzenie, nie jest dla mnie. Natomiast na pewno nie podróżuję już tak często jak kiedyś. Uważniej robię też zakupy spożywcze, nie kupuję wszystkiego, na co mam ochotę. Nie chodzę do kosmetyczki na paznokcie, rezygnuję też z nadmiarowego konsumpcjonizmu. Nie kupuję zbędnych rzeczy czy ubrań, które po prostu mi się podobają, ale nie mają funkcjonalnego zastosowania – wylicza.
Rzadko korzysta z taksówek. Zamiast tego wybiera komunikację miejską. Stara się również korzystać ze stomatologa w ramach NFZ.
– Ta lepsza plomba wciąż jest płatna, ale nie aż tak droga jak całość prywatnej wizyty. Wcześniej chodziłam do dentysty tylko prywatnie – wyjaśnia. W kwestii zakupu własnego mieszkania, w parze z obciążeniem finansowym idzie obciążenie mentalne.
– Mam poczucie, że wszystko będę musiała załatwić sama. Myślę, że we dwójkę jest o tyle łatwiej, że po prostu umyka mniej szczegółów. Wiadomo, że wokół zakupu mieszkania trzeba wykonać wiele manewrów: upewnić się, czy mieszkanie jest w dobrym stanie, wybrać jak najkorzystniejszą ofertę w banku i tak dalej. Moją największą obawą jest to, że coś mi umknie pośród wszystkich tych istotnych spraw, a później będę odczuwać tego konsekwencje – tłumaczy.
W przygotowaniach do zakupu własnego mieszkania nie pomaga jej także sytuacja zawodowa.
– Niestety nie czuję się w tym momencie pewnie w swojej pracy. Jak wiele innych korporacji, moja firma prowadzi redukcję etatów. Najgorsza jest niepewność, ponieważ nikt nie wie, czy i kiedy na niego trafi. W takiej sytuacji trudno podjąć decyzję o kredycie i zakupie mieszkania – podkreśla.
„Trzeba sobie odmawiać wielu rzeczy”
– To ogromny stres. Presja, że wszystko jest na nas samych, finansowo, mentalnie i emocjonalnie. Wszystkie decyzje należą tylko do nas – mówi Patrycja. Ma 30 lat, pracuje w logistyce i od kilku lat myśli o zakupie własnego mieszkania. Pomysł pojawił się, gdy jej znajomi zaczęli opowiadać, że odkładają na wkład własny. Patrycja również zaczęła oszczędzać, ale robi to sama. Nie jest w związku, a to, jak mówi, na rynku mieszkaniowym oznacza dodatkowe wyzwania.
– Większość cen mieszkań, domów, kredytów i tak dalej jest skalkulowana z myślą o dwóch osobach. W pojedynkę ciężko to udźwignąć. Jeśli ludzie nie mają wsparcia rodziców, którzy dadzą im pieniądze na wkład własny albo przynajmniej pomogą finansowo, to samemu zbiera się na niego dużo dłużej – tłumaczy.
W efekcie osoby, które nie mogą liczyć ani na pomoc rodziny, ani na finansowe wsparcie partnera, często później wchodzą na rynek mieszkaniowy.
– To często nie jest tak, że mając dwadzieścia kilka lat, ludzie kupują mieszkania. Często mają już po trzydzieści lat – mówi Patrycja. Bo przecież trzeba jeszcze utrzymać się na co dzień. Wynajmowanie mieszkania w pojedynkę pochłania dużą część pensji, przez co na oszczędności zostaje mniej. – Idzie to znacznie wolniej. Jesteśmy skazani na wynajem pokoju i dzielenie mieszkania z innymi ludźmi, żeby odkładać pieniądze. Mieszkanie samemu jest uznawane za luksus, podczas gdy dla par jest to normą – zauważa.
Samodzielne oszczędzanie oznacza więc także rezygnację z części wydatków, które dla innych są czymś oczywistym.
-Trzeba sobie odmawiać wielu rzeczy. Patrzeć, jak ludzie jeżdżą na kolejne wakacje, ale my nie możemy, bo odkładamy na wkład własny – mówi. Mimo tych ograniczeń Patrycja stara się regularnie odkładać pieniądze. Wizja własnego mieszkania jest dla niej wystarczająco motywująca.
– Perspektywa kupienia swojego mieszkania jest ekscytująca. Cały proces urządzania, wybierania wydaje się być super – podkreśla. Zaraz potem pojawia się jednak druga strona tej decyzji, czyli stres.
– Jest tyle rzeczy, przy których można podjąć złą decyzję, narazić się na jakieś konsekwencje czy dodatkowe koszty. To mnie przeraża. Kupowanie i ogarnianie mieszkania samemu jest moim zdaniem trudniejsze. We dwójkę dużo więcej rzeczy można zrobić razem, choćby takie głupie przeprowadzanie się i wnoszenie mebli – dodaje Patrycja.
Zakup mieszkania w pojedynkę
Singiel na rynku mieszkaniowym ma dziś większy wybór, ale niekoniecznie łatwiejszą decyzję. Dane portalu RynekMieszkaniowy.pl pokazują, że osoby kupujące mieszkanie w pojedynkę, z budżetem do 557 tys. zł, mogły w styczniu tego roku znaleźć oferty we wszystkich największych polskich aglomeracjach. Większa podaż nie oznacza jednak, że dla osoby kupującej mieszkanie samotnie bariera wejścia na rynek przestała być problemem.
– Mieszkania na pewno nie staniały. Wzrosty cen są zdecydowanie mniejsze niż w poprzednich latach, ale bariera wejścia na rynek nieruchomości nadal jest dość duża, bo zazwyczaj mówimy o kwocie kilkuset tysięcy złotych – mówi Aleksandra Stępińska, ekspertka rynku nieruchomości.
W przypadku singli problemem jest nie tylko wysokość zarobków, ale także fakt, że cała odpowiedzialność za zobowiązanie spada na jedną osobę. Jak zauważa ekspertka, banki mogą inaczej oceniać ryzyko przy jednym dochodzie niż w gospodarstwie domowym, w którym zarabiają dwie osoby.
– Mniejsze jest prawdopodobieństwo, że obie osoby jednocześnie stracą pracę – tłumaczy. Oczywiście jedna pensja może wystarczyć do zakupu mieszkania. Dotyczy to zwłaszcza osób pracujących w dobrze opłacanych branżach. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy nawet odpowiednio wysoki dochód nie daje poczucia bezpieczeństwa. Kredyt hipoteczny to zobowiązanie zaciągane często na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, a singiel nie ma drugiej osoby, z którą może podzielić zarówno ratę, jak i ryzyko.
– Nawet jeżeli jedna osoba zarabia wystarczająco dużo, czasem po prostu boi się, że coś może pójść nie tak w ciągu tych lat, kiedy ma kredyt. I jest sama. To też jest takie psychologiczne obciążenie – mówi Aleksandra Stępińska.
Ekspertka zna zresztą przypadek osoby, która znalazła mieszkanie spełniające większość jej oczekiwań, ale w ostatnim momencie wycofała się z transakcji. Bo kredyt to dopiero początek drogi. Własne mieszkanie oznacza także remonty, naprawy, wymianę sprzętów i nieprzewidziane wydatki. W parze koszty i stres można rozłożyć na dwie osoby, podczas gdy singiel musi poradzić sobie z nimi sam.
Dlatego zdaniem Aleksandry Stępińskiej przed zakupem nie wystarczy sprawdzić zdolności kredytowej.
– Przede wszystkim trzeba zabezpieczyć się poduszką finansową i przemyśleć, czy jest się w stanie poradzić sobie z presją – radzi. Jednocześnie podkreśla, że finansowe zabezpieczenie powinien mieć każdy kupujący, niezależnie od tego, czy kupuje mieszkanie sam, czy z partnerem.
– Ważne jest także dokładne sprawdzenie nieruchomości pod względem prawnym i technicznym – zaznacza. Na razie trudno też liczyć na gwałtowny spadek cen, który znacząco zmieniłby sytuację kupujących. – Obecna sytuacja polityczna i gospodarcza jest dość niepewna i niestabilna, więc bardzo ciężko przewidzieć, co będzie. Wydaje mi się, że w najbliższych latach nie będzie dużych spadków cen – ocenia ekspertka.
Anna Korytowska


