Temperatura spadła do minus kilkunastu stopni, Polskę skuł mróz. Ludzie o dużej wrażliwości od razu zaczęli myśleć o zwierzętach i ich losie. Jak poradzą sobie w takim zimnie? Czy mają co jeść? Może trzeba je dokarmić?

Dokarmianie zwierząt przez lata w Polsce było niemal instytucjonalne. Zajmowali się nim myśliwi, służby leśne, inni dokarmiali zwierzynę w czynie społecznym. Teraz niezwykle popularne są karmniki, a wielu ludzi wrażliwych na los przyrody zostawia zwierzętom jedzenie.

Problem w tym, że zwierzęta tego nie potrzebują – mówi prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu w rozmowie z Zieloną Interią. 

– Poza sytuacjami naprawdę ekstremalnymi nie wymagają specjalnego dokarmiania. Mróz rzędu -10 czy -15 stopni nie jest dla zwierząt problemem, bo gatunki naturalnie występujące w tych szerokościach geograficznych przystosowały się do takich warunków. Problemem mogą być raczej wahania klimatyczne i nagłe anomalia pogodowe, które obserwujemy i które dezorientują zwierzęta.

Klasyczny kilkunastostopniowy mróz w styczniu nie jest jednak dla polskich zwierząt gongiem do konieczności ich dokarmiania. Owszem, trudniej im wtedy znaleźć pokarm ukryty pod warstwą śniegu czy zmrożonej ziemi. Gdy zanika wegetacja roślin, gdy nie ma już pochowanych bezkręgowców, a śnieg przykrywa spore połacie, zdobycie pożywienia staje się trudniejsze, ale to nie znaczy, że staje się problemem. Zmieniają się pory roku i pogoda, ale zmieniają się też zwierzęta.

Niektóre z nich reorganizują cały system swego życia. Hibernują czy też zapadają w sen zimowy, co pozwala im przetrwać okres bez dostępności pokarmu (np. dla gatunków owadożernych czy wyspecjalizowanych pokarmowo to jedyny sposób). Inne zmieniają zwyczaje pokarmowe, co jest widoczne chociażby w wypadku ptaków owadożernych, przestawiających się zimą na inny rodzaj pożywienia. Wiele zwierząt gromadzi zapasy tłuszczu, zmienia sylwetkę czy nawet kolor futra na biały.

Słowem, zima nie jest dla zwierząt kataklizmem. Jest standardem.

Prof. Piotr Tryjanowski mówi: – Dokarmianie zwierząt to sprawa bardzo delikatna, jako że dotyczy relacji między człowiekiem a zwierzęciem. Gdy dokarmiamy, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: dla kogo to robimy? Może się bowiem okazać, że jest to bardziej potrzebne nam niż zwierzętom.

Dokarmianie ma ogromnie pożyteczny wpływ na ludzi. Uwrażliwia nas, rozbudowuje więzy z przyrodą, pozwala lepiej zrozumieć zwierzęta i ich zwyczaje, stanowi pewnego rodzaju terapię. Ma jednak także ujemne skutki, a nie wszystkie je znamy.

– Gdy dostarczamy pożywienia z zewnątrz, zakłócamy pewne procesy przyrodnicze. W lesie np. stymulujemy w ten sposób populacje zwierząt, które i tak są liczne. Gatunki rzadsze z dokarmiania skorzystają w ograniczony sposób, a liczne zyskają dodatkową przewagę – zauważa prof. Piotr Tryjanowski.

Miejsca, w których zwierzęta są dokarmiane staję się pewnego rodzaju hubami. Zwierzęta spotykają się w skomasowany sposób w miejscach, gdzie w takiej liczbie pewnie nigdy by się nie spotkały. I z takich spotkań mogą wyniknąć konsekwencje, które nie do końca rozpoznajemy. 

Chociażby choroby przekazywane sobie przez zwierzęta albo brak zróżnicowania pokarmowego, wreszcie pewne stępienie zwierzęcych instynktów związanych z poszukiwaniem pokarmu na własną rękę czy mechanizmami obronnymi. A także mocniejsze ataki drapieżników na takie zgromadzenia. Krogulce – mniejsi krewni jastrzębi – stały się np. wyspecjalizowanymi drapieżnikami atakującymi ptaki właśnie przy karmnikach. Powstające huby gromadzą spore liczby zwierząt, które spłoszone zachowują się nieracjonalnie.

– To są kaskady troficzne, niezwykle złożone. Potrafimy uruchomić domino i nie wiemy, do jakich konsekwencji to doprowadzi – mówi poznański zoolog. – Dokarmianie dla ludzi to czyste emocje, często bardzo pozytywne i potrzebne. Jednakże warto pamiętać, że ludzkie postrzeganie zwierząt napędzane jest głównie przez obserwację pojedynczych osobników i wyciąganie wniosków na tej podstawie. Nie widzimy wtedy całych procesów populacyjnych.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.