
-
Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał decyzję o umorzeniu postępowania przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu, oskarżonemu o naruszenie nietykalności cielesnej aktywisty Zbigniewa Komosy.
-
Czyn prezesa PiS określono jako mający znikomą szkodliwość społeczną, co było podstawą do umorzenia sprawy.
-
Pełnomocnik Komosy rozważa złożenie kasacji do Sądu Najwyższego, argumentując m.in. ograniczenia dowodowe i naruszenie praw pokrzywdzonego.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Orzeczenie o umorzeniu postępowania jest prawomocne. Chodziło o zdarzenie z 10 września 2024 roku, kiedy – według relacji Zbigniewa Komosy – Jarosław Kaczyński dwukrotnie uderzył go w twarz. Do incydentu doszło podczas obchodów tzw. miesięcznicy smoleńskiej na pl. Piłsudskiego w Warszawie.
Komosa złożył w tej sprawie prywatny akt oskarżenia i zarzucał Kaczyńskiemu, że ten dopuścił się naruszenia jego nietykalności cielesnej. Szóstego grudnia roku Sejm uchylił immunitet Kaczyńskiemu, co umożliwiło przeprowadzenie postępowania sądowego.
Po raz pierwszy sprawa trafiła na wokandę w połowie sierpnia. Wówczas Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia umorzył postępowanie w tej sprawie, oceniając, że zarzucany Kaczyńskiemu czyn cechuje „znikoma społeczna szkodliwość” i nie stanowi przestępstwa.
Jarosław Kaczyński uderzył aktywistę. Jest decyzja sądu
Pełnomocnik Komosy, mec. Jerzy Jurek, złożył apelację. W efekcie sprawą zajął się Sąd Okręgowy w Warszawie, który w piątek podtrzymał wcześniejsze postanowienie. Sędzia Mariusz Iwaszko powiedział, że mamy do czynienia z „dotknięciami twarzy pokrzywdzonego przez Jarosława Kaczyńskiego”.
– Nie były to wyprowadzone ciosy, ale właśnie takie naruszenie nietykalności cielesnej, które nawet nie miało doniosłości policzkowania. Dlatego właśnie sąd rejonowy zupełnie zasadnie stwierdził znikomą społeczną szkodliwość – powiedział sędzia Mariusz Iwaszko.
Sędzia zwrócił też uwagę, że w oskarżeniu wobec Kaczyńskiego wskazano na jego zamiar uderzenia Komosy. – Oczywiście, że oskarżony miał zamiar. Robił ze swoją ręką to, co chciał zrobić, kierował ją tam, gdzie chciał kierować i z taką siłą, jaką chciał kierować – mówił Iwaszko.
Dodał jednak, że zachowanie prezesa PiS było reakcją na wieloletnie przypisywanie jego bratu Lechowi Kaczyńskiemu odpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Sędzia podkreślił przy tym, że żadne postępowanie karne nie ustaliło sprawcy zabójstwa ani sprowadzenia katastrofy lotniczej.
Zbigniew Komosa pozwał Jarosława Kaczyńskiego. Sprawa umorzona
Prezes PiS i jego obrońca nie pojawili się na ogłoszeniu postanowienia sądu okręgowego. Byli nieobecni także na wcześniejszych rozprawach w sądzie rejonowym.
Wniosek o umorzenie postępowania ze względu na znikomą szkodliwość czynu i na działania prezesa PiS w warunkach stanu wyższej konieczności obrona przedstawiła sądowi rejonowemu w czerwcu.
Wnioskowi temu sprzeciwili się Komosa i jego pełnomocnik, którzy podkreślali m.in. konieczność złożenia wyjaśnień przez Kaczyńskiego. Podczas piątkowej rozprawy pełnomocnik Komosy podtrzymał to stanowisko. – To zaskarżone postanowienie zostało wydane przedwcześnie (…) przede wszystkim z tego powodu, że sąd nie miał możliwości zapoznania się ze wszystkimi wnioskowanymi przez oskarżyciela dowodami – mówił.
– Wnoszę, aby wysoki sąd, rozważając również kwestię znikomej społecznej szkodliwości tego czynu, wziął pod uwagę to, że pokrzywdzony w tamtym miejscu w sposób pokojowy korzystał z przysługującej mu wolności słowa, wolności głoszenia swoich poglądów, w tym prawa do krytycznej oceny treści wypowiadanych przez oskarżonego, który od dłuższego czasu głosi mit o rzekomym zamachu – kontynuował mec. Jurek.
Sprawa Komosy przeciwko Kaczyńskiemu umorzona. Możliwa kasacja
Zdaniem pełnomocnika Komosy problemem było także to, że sąd rejonowy oceniał sprawę wyłącznie w oparciu o amatorskie nagranie z telefonu. Sędzia Iwaszko wskazał jednak, że przebieg zdarzenia został nagrany z kilku źródeł i nie budził wątpliwości. W jego ocenie nagrania pozwalały jednoznacznie ocenić charakter czynu i jego znikomą społeczną szkodliwość, dlatego analiza zeznań nie była konieczna.
Podkreślił, że liczne argumenty – dotyczące np. wypowiedzi politycznych czy sporu o wieniec – nie miały znaczenia dla oceny incydentu. Wskazał dodatkowo, że w realiach ostrego sporu politycznego zdarzają się ostre, czasem nieprawdziwe sformułowania.
Po decyzji sądu Komosa powiedział dziennikarzom, że nie zgadza się z orzeczeniem. – Chciałem sądowi po prostu wytłumaczyć, że Jarosław Kaczyński uderzył mnie nie dlatego, że obrażałem mu brata czy cokolwiek, co miałoby związek z jego bratem w tamtym momencie. Tylko Kaczyński podszedł do mnie i uderzył mnie dlatego, że prostowałem jego kłamstwa (…), że wieńce, które stawiam pod pomnikiem, to jest działanie bezprawne – powiedział.
– Sprostowałem, że mam wyroki sądów, które mówią, że ten wieniec mogę tam kłaść i powiedziałem, że Jarosław Kaczyński kłamie w tej sprawie, tak samo jak kłamie o zamachu smoleńskim, i że wymyśla go tylko na swoje potrzeby polityczne – dodał.
Pełnomocnik Komosy poinformował, że rozważane jest wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego.

