
-
Polska 2050 nie zrealizowała kluczowych postulatów programu dotyczących rynku pracy, administracji publicznej i usług społecznych.
-
W partii Szymona Hołowni doszło do konfliktów frakcyjnych, a liczba niespełnionych obietnic wzrosła w trakcie współrządzenia.
-
Liderzy Polski 2050 nie wypracowali własnej politycznej narracji ani autonomii wobec Koalicji Obywatelskiej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Program Polski 2050 opierał się na kilku filarach: pracy, ochronie zdrowia, edukacji, Polsce powiatowej i solidarnej, państwie, rodzinie, energetyce i ekologii. Skoro ugrupowanie Hołowni miało swoich przedstawicieli w kluczowych resortach odpowiedzialnych za te obszary, naturalne jest pytanie: co realnie udało się zrealizować tej partii przez ponad dwa lata współrządzenia?
Już w części poświęconej pracy widać rozdźwięk między zapowiedziami a rzeczywistością. Polska 2050 obiecywała:
-
wzmocnienie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy,
-
zwiększenie roli układów zbiorowych
-
oraz godne, konkurencyjne wynagrodzenia w sferze budżetowej.
Obietnica sprawczości a praktyka bezsilności
Trudno jednak dziś, bez popadania w groteskę, twierdzić, że państwo stało się po 2023 roku atrakcyjnym pracodawcą. Pensje w budżetówce wciąż wyraźnie odstają od sektora prywatnego, a administracja publiczna pozostaje jednym z najmniej konkurencyjnych miejsc pracy w kraju.
Równie blado wypada bilans w sprawie ponadzakładowych układów zbiorowych: przez dwa lata nie wprowadzono ich nawet w najbardziej oczywistych sektorach. Dla przykładu pracownicy nauki i szkolnictwa wyższego uczelni, w przeciwieństwie do nauczycieli oświaty, nie mają wciąż jednolitej, ogólnopolskiej regulacji swoich praw, ścieżek awansu, czasu pracy czy wynagrodzeń.
A jeśli chodzi o wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, wystarczy przypomnieć, że jednym z najbardziej hałaśliwych przeciwników reformy PIP był jeszcze niedawno kandydat na szefa Polski 2050 – Ryszard Petru.
Podobnie jest z zapowiedziami dotyczącymi sprawnego i przejrzystego państwa. Polska 2050 obiecywała powołanie apolitycznej Komisji Rekrutacyjnej, która miała odpartyjnić konkursy w administracji publicznej i oprzeć je na kompetencjach, a nie kluczu politycznym. Tymczasem – jak donoszą media – zarówno w Krajowym Zasobie Nieruchomości, nadzorowanym przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, jak i w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, podległym Paulinie Hennig-Klosce, zatrudnienie znalazło wielu działaczy związanych z partią Hołowni.
Równie symbolicznie brzmi dziś postulat zmniejszenia liczby wiceministrów o połowę i „odchudzenia” Kancelarii Premiera. W praktyce obecny rząd ma około 10 wiceministrów więcej niż gabinet Mateusza Morawieckiego pod koniec swoich rządów.
Lista niezrealizowanych obietnic jest zresztą znacznie dłuższa. Polska 2050 zapowiadała:
-
szerokopasmowy internet,
-
dobre drogi i kanalizację w każdej miejscowości,
-
PKS w każdej gminie,
-
Lokalne Domy Zdrowia we wszystkich powiatach,
-
wysokie pensje dla nauczycieli i pielęgniarek,
-
oraz 2 proc. PKB na badania i rozwój.
Nic z tego nie tylko nie zostało wdrożone, ale nawet nie stało się wyraźnym priorytetem prac rządu. To nie jest już kwestia drobnych opóźnień – to symbol braku sprawczości, wiarygodności i politycznej skuteczności Polski 2050 w trzecim rządzie Donalda Tuska.
Rozpłynięci w cieniu duopolu
Odkładając na bok infantylne kłótnie frakcyjne, dziwaczne wręcz listy Szymona Hołowni do partyjnego aktywu i kompromitacje związane z wyborem przewodniczącej partii, można postawić tezę bardziej fundamentalną:
Polska 2050, swoim brakiem wyrazistości i odwagi politycznej, sama pokazała, że nie warto na nią głosować.
Wyborcy Hołowni z 2020 roku i Trzeciej Drogi z 2023 roku oczekiwali polityki wykraczającej poza skostniały duopol PO-PiS, poza 20-letnią wojnę Tuska z Kaczyńskim. Tymczasem liderzy Polski 2050 nie potrafili zaproponować nowych osi politycznego sporu ani własnej, rozpoznawalnej narracji. Zamiast walki o PKS w każdej gminie czy realnie dofinansowaną ochronę zdrowia w powiatach, ugrupowanie weszło w utarte schematy głównych rozgrywających.
W kluczowych momentach – przy brutalnym przejęciu mediów publicznych czy wkroczeniu policji do Pałacu Prezydenckiego w 2024 roku – politycy Polski 2050 albo milczeli, albo powtarzali narrację Donalda Tuska.
Sam Hołownia, jako druga osoba w państwie przez dwa lata, nie podjął nawet próby dialogu z prezydentem Andrzejem Dudą, która mogłaby dać mu minimum autonomii i stworzyć przestrzeń do budowania własnej podmiotowości, szczególnie względem Donalda Tuska. Zamiast tego jego formacja coraz bardziej rozpływała się w symbolice Koalicji Obywatelskiej.
Ekspertka w zdarzeniu z twardą polityką
Pierwsza połowa kadencji uwidoczniła też fundamentalne słabości Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, mimo jej niewątpliwego doświadczenia eksperckiego z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Polityka partyjna okazała się inną grą niż świat think tanków. Nieumiejętność rozładowywania napięć, szybka próba przejęcia pełnej kontroli nad klubem parlamentarnym oraz całkowita nieskuteczność w walce o tekę wicepremiera świadczą o podstawowych brakach minister funduszy i polityki regionalnej.
Pytanie, jak szybko Donald Tusk zdecyduje się sprawdzić, czy nowa przewodnicząca Polski 2050 nadrobiła braki w tej ciężkiej szkole polityki.

