
Do matury został już niespełna miesiąc, a przed tegorocznymi abiturientami jest do zdania nie tylko egzamin dojrzałości, ale też jedna z pierwszych naprawdę strategicznych decyzji w życiu. W 2026 roku do matury podejdzie rekordowa liczba uczniów – około 320 tys. – a dla wielu z nich wybór kierunku i uczelni będzie czymś więcej niż tylko edukacyjnym wyborem. To coraz częściej decyzja inwestycyjna, która ma przełożyć się na pozycję na rynku pracy, pierwsze zarobki i zawodowe bezpieczeństwo w świecie szybkich zmian, automatyzacji i rosnących oczekiwań rynku pracy. O tym, jak wybierać studia z głową, rozmawiamy z prof. UW dr. hab. Sławomirem Żółtkiem, dziekanem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, dodajmy największego wydziału prawa w Polsce.
Beata Anna Święcicka, „Wprost”: Tegoroczny egzamin dojrzałości już w przyszłym miesiącu. Na co maturzysta powinien dziś zwracać największą uwagę, wybierając uczelnię i kierunek studiów, zwłaszcza w tak konkurencyjnym otoczeniu szkolnictwa wyższego?
Prof. UW dr hab. Sławomir Żółtek: W pierwszej kolejności na jakość nauczania oraz na to, czy miasto, w którym będą się kształcić, ma rozwinięty rynek prawniczy. Pierwszy aspekt jest niesamowicie ważny z uwagi na ogromną liczbę uczelni, na których wykłada się prawo. Zdecydowana większość z nich to uczelnie prywatne, które mają bardzo słabe, czasem wręcz fatalne wyniki w rekrutacji na aplikacje prawnicze. Spójrzmy na dane.
W pierwszej dziesiątce rankingu znajdują się tylko uczelnie publiczne ze zdawalnością w okolicach 70–80 proc. przystępujących do egzaminu. Gdzie uczelnie prywatne?
Pierwszą uczelnię prywatną znajdziemy na miejscu 14. ze zdawalnością wynoszącą 57,5 proc., a i tak się wyróżnia na tle większości uczelni komercyjnych. W liczbach bezwzględnych sprawa wygląda jeszcze gorzej dla uczelni prywatnych. Osoby, które zdały egzamin i rekrutują się na aplikacje prawnicze z uczelni publicznych, to blisko 3500 osób, z uczelni prywatnych dostało się zaledwie kilkaset osób. Te dane nie wymagają szerszego komentarza.
Jakość uczelni – to wydaje się oczywiste. Ale co ma do tego miasto, w którym młody człowiek zamierza podjąć studia?
Ma bardzo dużo. Niezwykle ważne jest, aby kształcić się tam, gdzie funkcjonuje biznes prawniczy. Już podczas studiów większość studentów pracuje, a ważne jest, żeby pracę harmonijnie łączyć z tym, co się studiuje. Poza tym po prawie wciąż większość osób wybiera ścieżkę klasycznej kariery prawniczej, a więc na przykład zawód radcy prawnego albo adwokata.
Nie muszę przekonywać, że Warszawa jest absolutnym centrum, jeżeli chodzi o rynek usług prawniczych, działają tu topowe, największe kancelarie prawne polskie i zagraniczne. Są tu siedziby największych polskich spółek, jak również działają tu praktycznie wszystkie urzędy publiczne. Naturalne jest, że to w Warszawie najłatwiej jest zrobić karierę prawniczą.
Czy to oznacza, że np. absolwent studiów prawniczych z Łodzi lub Bydgoszczy nie ma czego szukać w stolicy?
Z zaciekawieniem obserwuję, jak absolwenci uczelni pozawarszawskich przyjeżdżają do stolicy w poszukiwaniu szczęścia. Niestety zazwyczaj nie prowadzi to do sukcesu. Znajomości zawarte podczas studiów przekładają się na kontakty branżowe, a w konsekwencji na pracę i doświadczenie zawodowe.
Pamiętajmy też, że w Warszawie zatrudniają absolwenci Uniwersytetu Warszawskiego, którzy zawsze cieplej spojrzą na kolegę czy koleżankę z tej samej uczelni. Podobnie zresztą, jak np. w Krakowie absolwenci szacownego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Patrząc z perspektywy lat 90., kiedy wybór uczelni często sprowadzał się do zdobycia dyplomu „gdziekolwiek”, widać prawdziwą rewolucję oczekiwań kandydatów. Tamte czasy odeszły do lamusa. Mam wrażenie, że obecne oczekiwania rodzimych kandydatów wobec uczelni zbliżają się do wzorców brytyjskich czy amerykańskich. Jakie oczekiwania w 2026 roku przeważają wśród polskich maturzystów? Prestiż, praktyczność, elastyczność, a może szanse na szybkie wejście na rynek pracy?
Każdy ze wskazanych czynników jest bardzo ważny. Jak już powiedziałem, dyplom musi mieć znaczenie, tak dla absolwenta, jak i dla pracodawcy. Uczelni, które można nazwać prestiżowymi, w skali kraju jest zaledwie kilka. Kwestia nauki praktycznej też jest niesamowicie ważna, dziś nikogo nie zainteresują studia czysto teoretyczne. Każdy nowoczesny program kształcenia na kierunku prawo musi uwzględniać zajęcia warsztatowe, symulacje rozpraw, zajęcia typu moot court itp. Ważne jest też, żeby nauczanie prawa nie odbywało się w przepełnionych grupach i ciasnych salkach. Dlatego tak istotna jest kadra i infrastruktura, którą dysponują tylko największe uczelnie.
Tymczasem często słyszy się argument, że na uczelniach państwowych studiuje się w tłoku, podczas gdy prywatne oferują komfortowe warunki nauki.
Też słyszę takie argumenty – że uczelnie publiczne kształcą masowo, co stawia się w kontrze z kształceniem na uczelniach prywatnych, na które rekrutuje się rocznie po kilkadziesiąt osób. Pomija się jednak, że na wielu uczelniach prywatnych pracuje zaledwie kilka osób, nierzadko bez tytułów naukowych. Tymczasem na Wydziale Prawa i Administracji UW pracuje ponad 240 wykładowców ze stopniami i tytułami naukowymi (przeszło 120 profesorów i doktorów habilitowanych oraz 120 doktorów), co oznacza, że na jednego wykładowcę Wydziału Prawa i Administracji UW przypada niespełna 15 studentów prawa.
W efekcie jesteśmy w stanie zapewnić zajęcia w 15-osobowych grupach warsztatowych i 30-osobowych grupach ćwiczeniowych, co dla studentów większości uczelni pozostaje w sferze marzeń.
Elastyczność też jest kluczowa. Nie można dziś kształcić prawników bez umożliwienia im swobodnego ułożenia zajęć w tygodniu. Jeżeli z danego przedmiotu jest 30 grup zajęciowych, rozsianych od poniedziałku do piątku, i da się studentowi prawo wyboru zajęć, to okazuje się, że można swobodnie łączyć naukę z pracą, bo to uczelnia dostosowuje się przez swoją ofertę do oczekiwań i potrzeb osób studiujących.
Jak rolę odgrywa dziś charakter uczelni w decyzji kandydatów? Czy widać wyraźne różnice w modelach funkcjonowania uczelni publicznych i niepublicznych?
Uczelnie prywatne prowadzą kształcenie odpłatne i z założenia są nastawione na zysk. Uczelnie publiczne kształcą nieodpłatnie i odpłatnie, ale są nastawione na doskonałość badawczą oraz dydaktyczną i z założenia nie mogą uzyskiwać zysku z kształcenia. Przy obecnym modelu polskiego prawa w zakresie akademii, gdzie nie funkcjonuje kapitał żelazny, gdzie nie ma przepisów podatkowych zachęcających do wspierania uczelni, nie widzę możliwości racjonalnego porównywania tych dwóch rodzajów podmiotów. Ich cele są różne, inaczej działają i nie ma perspektyw, żeby w najbliższym czasie uległo to zmianie.
Jako dziekan największego wydziału prawa w Polsce nie uważam uczelni prywatnych za konkurencję w zakresie publikacyjnym czy szerzej – badawczym.
Jeżeli występuje rywalizacja, to w zakresie odpłatnej dydaktyki. Tu zresztą ma miejsce ciekawe zjawisko – uniwersytety publiczne oferują lepsze studia, ale ponieważ nie mogą na nich zarabiać, to są one tańsze od ich odpowiedników na uczelniach prywatnych.
W efekcie część osób decyduje się na wybór droższych studiów, zakładając, że produkt droższy jest lepszy. To duży błąd, często wiążący się z marketingiem studiów wskazujących na ich „elitarność” czy „wyjątkowość”.
W rzeczywistości płaci się często kwoty rzędu 20 tys. rocznie za studia (każdego roku więcej), podczas gdy na uczelni publicznej stawka jest stała i o połowę niższa, za obiektywnie lepszą usługę dydaktyczną.
Nie sposób pominąć kwestii form kształcenia. Czy studenci stacjonarni i ci, którzy płacą za studia na uczelni państwowej, mogą liczyć na takie same warunki kształcenia?
Oczywiście, że ważne jest, by nie dyskryminować studentów płacących za studia. Takim osobom należy zapewnić swobodę w wyborze zajęć przez cały tydzień, a nie ograniczać jej do zajęć w sobotę czy niedzielę. To powoli staje się standardem, który jest narzucany przez największe uczelnie, choć nie ukrywam, że liderem od zawsze jest tu Uniwersytet Warszawski.
Odnośnie do perspektyw zawodowych, to nie można mieć żadnych wątpliwości, że dyplom prestiżowej uczelni otwiera wiele drzwi, które nigdy nie będą dostępne dla osób z innych uczelni.
Można to różnie oceniać, ale bycie absolwentem czy absolwentką dobrej uczelni przypomina przynależność do elitarnego klubu – możemy się nie znać, możemy nic o sobie nie wiedzieć, ale łączy nas alma mater, co często znaczy więcej niż wszelkie inne więzi. Jest to świetnie widoczne w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych, ale zaczyna mieć znaczenie i u nas.
W debacie o szkolnictwie wyższym często wraca pytanie o relację między teorią a praktyką. Jak z Pana perspektywy powinna wyglądać dobra równowaga między oboma elementami?
Sam odbywałem studia, gdzie dominowały elementy teoretyczne. W efekcie elementy praktyczne poznawałem na aplikacji prawniczej. Dziś model się zmienił i choć większość osób ciągle decyduje się na odbywanie aplikacji, to około 30 proc. absolwentów wybiera inną drogę – zazwyczaj wiążącą się z pracą w biznesie. Wychodzimy temu naprzeciw: absolwenci naszych studiów muszą mieć należyte przygotowanie praktyczne, w szczególności w zakresie procedur.
Dziś nie da się ukończyć studiów prawniczych na naszym wydziale, jeżeli nie zaliczy się praktycznych warsztatów z procedury karnej, cywilnej albo administracyjnej. Obowiązkowe stały się także zajęcia na symulowanych rozprawach w sądach.
Akademicy pokazują, jak faktycznie funkcjonują określone instytucje prawne, a sądy mają możliwość zaprezentowania się i zachęcenia studentek i studentów tak do wyboru określonej ścieżki aplikacyjnej, jak również do zatrudnienia się w sądzie w czasie studiów. To ważne, ponieważ sądy i instytucje publicznie czynnie włączyły się w walkę o pracowników rekrutowanych spośród osób studiujących i często oferują lepsze warunki niż kancelarie prawne. Jest to pewnego rodzaju znak czasu, że instytucje publiczne z sukcesem konkurują w zatrudnianiu z podmiotami prywatnymi. Pokazuje to także, jak duże jest zapotrzebowanie warszawskiego rynku.
Na ile istotne w wyborze uczelni są elementy, których nie widać w samej ofercie rekrutacyjnej: otoczenie intelektualne, życie akademickie, dostęp do badań naukowych i debat? Czy te wyznaczniki rzeczywiście przekładają się na przyszłą karierę i rozwój zawodowy?
Wszystkie te elementy są niesamowicie istotne. Wszak to na uczelniach wykuwa się światopogląd, kształtuje się osobowość, nawiązuje się relacje na całe życie, równolegle zdobywając wiedzę i umiejętności zawodowe. Proszę zobaczyć, że coraz więcej instytucji publicznych i prywatnych dąży do nawiązania współpracy z uczelniami.
Tylko w ubiegłym roku mój wydział podpisał blisko dwadzieścia umów o współpracy z gigantami polskiego rynku kolejowego, energetycznego czy consultingowego.
Razem prowadzimy przedsięwzięcia badawcze i dydaktyczne. W efekcie, jako wydział, przygotowujemy ekspertyzy, które mają realny wpływ na strategiczne decyzje gospodarcze i polityczne.
Czy studenci mają szansę, by uczestniczyć w przygotowaniu takich ekspertyz?
Robimy to jako społeczność, w grupach badawczych, bardzo często z nieocenionym udziałem studentów. Zawsze też dążymy do tego, żeby w każdej umowie Wydział miał gwarancję, że eksperci rekrutujący się z przedsiębiorców i urzędów będą uczestniczyć w procesie dydaktycznym na WPiA UW. Dzięki temu studentki i studenci uczęszczają na zajęcia prowadzone m.in. przez prezesów spółek typu PKP S.A. czy PSE S.A., czy prezesów urzędów publicznych, jak np. URE. Studenckie koła naukowe zapraszają na spotkania w roli prelegentów kluczowych przedsiębiorców czy polityków. W ostatnim czasie na naszym wydziale gościli, na zaproszenie kół naukowych, były premier oraz obecny minister sprawiedliwości, z którymi studenci swobodnie dyskutowali. Pokazujemy im, że różne modele karier i sukcesów są w zasięgu ich możliwości.
Gdyby miał Pan wskazać maturzystom najważniejsze kryteria przy porównywaniu ofert studiów prawniczych, na co powinni zwrócić uwagę w pierwszej kolejności? Jakie trzy elementy są dziś kluczowe dla świadomego wyboru ścieżki edukacyjnej, a w perspektywie zawodowej?
Powiem krótko: kryteria kadry, infrastruktury oraz relacji wydziału z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Pierwsze i drugie stanowią gwarancję otrzymania należytego wykształcenia, trzecie – kariery w zawodzie.
Dziękuję za rozmowę.
BIO: prof. UW dr hab. Sławomir Żółtek, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie prawa karnego gospodarczego, teorii prawa oraz prawa związanego z technologią blockchain.
W 2005 roku został pracownikiem Sądu Najwyższego. W 2009 roku został członkiem Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego[5]. W 2008 roku rozpoczął pracę nauczyciela akademickiego w Instytucie Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji UW. Został prodziekanem ds. studenckich i jakości kształcenia tego wydziału w kadencji 2016–2020[2]. W 2019 roku został kierownikiem Centrum Badań nad Prawnymi Aspektami Technologii Blockchain działającego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W 2020 roku został prorektorem Uniwersytetu Warszawskiego ds. studentów i jakości kształcenia w kadencji 2020–2024. W 2024 roku został dziekanem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego na kadencję 2024–2028.

