The War Zone: nad Zatoką Perską operuje amerykański dron, który oficjalnie nie istnieje

Według The War Zone bezzałogowiec ma brać udział w amerykańsko-izraelskiej operacji morsko-powietrznej w rejonie Zatoki Perskiej. Maszyna ma prowadzić rozpoznanie obrazowe i elektroniczne, a jej największą przewagą mają być zdolność działania na bardzo dużych wysokościach, długi zasięg oraz możliwość operowania w tzw. bańkach antydostępowych, czyli w strefach A2/AD, gdzie inne statki powietrzne mają bardzo ograniczone możliwości działania.

Awaryjne lądowanie w Grecji

Jak podał branżowy portal, tropem prowadzącym do RQ-180 były zdjęcia wykonane podczas awaryjnego lądowania w greckiej bazie lotniczej w pobliżu Larisy pod koniec ubiegłego tygodnia. Lokalny portal onlarissa.gr błędnie rozpoznał obiekt jako bombowiec B-2, ale analiza nagrań przeprowadzona przez ekspertów The War Zone miała wskazać, że maszyna odpowiada cechom przypisywanym projektowi RQ-180.

Zobacz wideo Szef FBI przed inwazją na Iran zwolnił analityków znających ten kraj

To o tyle istotne, że Pentagon nigdy oficjalnie nie poinformował ani o stworzeniu tej konstrukcji, ani o jej wejściu do służby. Mimo to od lat pojawiały się publikacje sugerujące, że program istnieje. Już w 2013 roku Aviation Week informował, że Northrop Grumman miał zdobyć tajny kontrakt na budowę dużego drona stealth klasy HALE, czyli maszyny zdolnej do lotów na dużej wysokości i na bardzo długim dystansie. Późniejsze publikacje wskazywały, że program miał być testowany w Strefie 51, a od 2019 roku urządzenie mogło operować z bazy Beale w Kalifornii.

Ekspert: Amerykanie budują broń na wojny przyszłości

Do tych doniesień odniósł się w rozmowie z PAP kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert Defence24. Jego zdaniem maszyna widoczna na materiałach może być nowszą wersją RQ-170. Jak zaznaczył, wielkość, kształt, konstrukcja i zastosowana technologia stealth są bardzo podobne, a Amerykanie od lat nie pokazują publicznie tego typu systemów, choć od czasu do czasu pojawiają się ich zdjęcia.

Dura ocenił jednak, że problemem nie jest samo zaawansowanie technologiczne, lecz sens używania tak drogich i skomplikowanych konstrukcji w obecnych realiach. Ekspert przyznał, że Stany Zjednoczone budują drony nie na wojny, które trwają teraz, lecz na te w dalekiej przyszłości. – A ten jest przykładem, jak wydają pieniądze na swoje zbrojenia – tworzą najwyższe technologie, które później okazują się całkowicie nieprzydatne do walki z takimi przeciwnikami jak Federacja Rosyjska czy Iran – zwrócił uwagę.

Nowoczesny system nie rozwiązuje problemu?

Zdaniem rozmówcy PAP takie maszyny są zbyt drogie, zbyt wyrafinowane i zbyt trudne w eksploatacji, by stosować je na skalę, która mogłaby realnie zmieniać sytuację operacyjną, na przykład w kontekście działań przeciw Iranowi. Dura nazwał ten kierunek „ślepą uliczką”. – Oczywiście to najnowocześniejszy system uzbrojenia, który kosztuje ogromne pieniądze, nie ma niczego lepszego na świecie. Tylko czy to załatwia sprawę? Cieśnina Ormuz wciąż pozostaje zablokowana – przekonywał rozmówca PAP.

Czytaj także: Choć administracja Trumpa przekonuje, że program nuklearny Iranu został „całkowicie” zniszczony, to w rękach napadniętego reżimu pozostały tony wzbogaconego uranu, stanowiące poważne zagrożenie – pisze na Wyborcza.pl Robert Stefanicki.

Ekspert zwrócił też uwagę na inne ryzyko: możliwość przejęcia technologii przez przeciwnika. Przypomniał, że podobna sytuacja miała miejsce w 2011 roku, gdy należący do CIA dron RQ-170 Sentinel został przejęty przez siły irańskie w pobliżu miasta Kaszmar. Teheran twierdził wtedy, że dzięki działaniom walki elektronicznej zmusił maszynę do lądowania i przejął niemal nienaruszony egzemplarz. Początkowo Stany Zjednoczone zaprzeczały, ale później potwierdziły, że dron znalazł się na ziemi w irańskiej przestrzeni powietrznej.

Nowa technologia i duże ryzyko

Właśnie dlatego, zdaniem Dury, wysyłanie nad Iran jeszcze bardziej zaawansowanego RQ-180 oznacza poważne ryzyko powtórzenia tamtego scenariusza. Jeśli taka maszyna rzeczywiście operuje dziś nad regionem, to poza wartością wywiadowczą staje się także potencjalnym źródłem technologii dla przeciwnika. Oficjalnie Stany Zjednoczone nadal nie potwierdziły jednak istnienia RQ-180.

Rutke Grzegorz (PAP)

Redagowała Kamila Cieślik

Czytaj także: Trump ma problem w Cieśninie Ormuz. Były kapitan podał trzy sposoby, jak go rozwiązać

Udział
Exit mobile version