
Pisząc o Puszczy w kontekście „barwnego miejsca”, nie ma w tym określeniu przesady, ironii, czy drwiny. W Niepołomicach od kilku sezonów regularnie pracują na to, żeby liczyć się z klubem – i to w kontekście gry na wysokim poziomie.
Puszcza w poniedziałkowe (tj. 18 maja) popołudnie ograła ŁKS Łódź, zbliżając się do strefy barażowej w Betclic 1. Lidze. Klub z Niepołomic jeszcze w poprzednim sezonie występował na boiskach PKO BP Ekstraklasy. Teraz przetrwał kryzys na zapleczu najlepszej ligi w kraju i ponownie sieje postrach wśród bogatszych przeciwników.
Tomasz Tułacz o realiach polskiej piłki nożnej. Mówi wprost o wariactwie
Jednak nie wynik sportowy był najciekawszym wątkiem, jaki podczas konferencji prasowej po wygranej nad ŁKS (1:0) poruszył trener Puszczy. Tomasz Tułacz podjął wątek związany z zarobkami piłkarzy, na pierwszoligowym poziomie.
– Powiem państwu, że świat piłki nożnej w Polsce zwariował. Powiem coś niepopularnego i pewnie będę czarną owcą, ale piłkarze na poziomie I ligi są przepłacani. Płacenie zawodnikom na tym poziomie takich pieniędzy to jest wariactwo […] Dziś idzie młody człowiek z poziomu I ligi czy Ekstraklasy na maturę i zarabia cztery czy pięć razy lepiej niż nauczyciel, który go egzaminuje. To jest chore i należałoby się nad tym zastanowić. Ale ja nie będę zawracał kijem Wisły, nie jestem Don Kichotem. Mówię tylko, jak jest. Ja nawet się zastanawiam, czy menedżerom nie jest wstyd proponować takie warunki za zawodników, którzy nawet nie są podstawowymi graczami w swoich klubach. Czasami spadam ze stołka, gdy słyszę, jakie są oczekiwania piłkarzy – przyznał Tułacz.
Z jednej strony zawód piłkarza to tak właściwie kilkanaście lat gry, z którego powinno się wycisnąć jak najwięcej, również pod względem finansowym. Z drugiej jednak realia rzeczywiście mogą być zadziwiające, patrząc na poziom płac – w porównaniu do poziomu sportowego, prezentowanego w Polsce.
Przepłacani krajowi piłkarze nie są dla klubów pokroju Puszczy dobrym „interesem” do inwestycji, co akurat jest niekorzystne dla rozwoju polskich zawodników. Sprowadzanie zagranicznych graczy staje się wówczas koniecznością, a miejsc dla przyszłych, umownych… Lewandowskich czy Zielińskich, po prostu nie ma. Często bowiem okazuje się, że chcą zarabiać zupełnie nieadekwatnie do prezentowanego poziomu sportowego. A wybór pada wówczas na „wariant oszczędnościowy”, czyli np. gracza zagranicznego.

