– Z perspektywy FIMI najważniejsze jest to, że zewnętrzny aktor nie musi dziś samodzielnie tworzyć konfliktu ani rozpowszechniać fałszywych informacji – mówi w rozmowie z Interią Wojciech Pokora, starszy analityk w Fundacji INFO OPS Polska.
Pod akronimem FIMI kryje się zagraniczna manipulacja informacjami i ingerencja, z ang. Foreign Information Manipulation and Interference. Takie operacje wobec Polski prowadzi Rosja.
Oczy na Trybunał Konstytucyjny
Wydarzenia ostatnich dni z alei Szucha w Warszawie są dla zewnętrznych aktorów – czyli państw, zagranicznych służb specjalnych czy organizacji, które stosują FIMI – doskonałą okazją. Na co i dlaczego?
– Pozwalają wykorzystywać rzeczywiste wydarzenia oraz realny konflikt mający miejsce w Polsce do tego, żeby selektywnie przedstawiać fakty, wzmacniać najbardziej kontrowersyjne wypowiedzi i rozpowszechniać w ten sposób skoordynowany przekaz na temat sytuacji, która się zaognia – wskazuje Pokora.
I podaje dwa przykłady, w jaki sposób wykorzystywane w rosyjskiej narracji są wydarzenia w Polsce.
Dwa mechanizmy, po które sięga Kreml
Pierwszy z nich to nadawanie im znaczenia geopolitycznego. Jak zauważa Pokora, bardzo szybko zaczął to robić były rosyjski prezydent i premier, a dzisiaj wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew.
– Miedwiediew w swoich wypowiedziach i w aktywności w mediach społecznościowych od razu posłużył się narracją o przewrocie konstytucyjnym. Zaczął przedstawiać polskie władze jako zależne od Brukseli i nawiązywać do sytuacji na Ukrainie w związku z bałaganem, jaki z jego perspektywy mamy w kraju – opisuje analityk.
Jak wskazuje, w ten sposób wewnętrzny konflikt instytucjonalny stał się elementem szerszego rosyjskiego przekazu o słabości zachodnich demokracji, rzekomej niesuwerenności państw UE oraz kryzysie instytucji państwowych spowodowanym właśnie ich zależnością od Brukseli.
W podobny sposób sytuację wokół TK komentował Kiriłł Dmitrijew, specjalny przedstawiciel prezydenta Rosji ds. współpracy inwestycyjno-gospodarczej z zagranicą. „Europa nie ma się dobrze, z migrantami, podżeganiem do wojny, zamieszkami i zamachami stanu. Odpokutujcie” – napisał w serwisie X.
Drugim mechanizmem, wskazanym przez rozmówcę Interii, jest ten zastosowany przez rosyjskiego filozofa i ideologa Aleksandra Dugina.
– Dugin również szybko uaktywnił się w mediach społecznościowych, komentując sytuację w Polsce. Próbował wpisać ten konflikt w istniejącą linię podziału ideologicznego w polskim społeczeństwie. Jak? Przeciwstawiając środowiska konserwatywne i prawicowe środowiskom liberalnym oraz prounijnym, które określa mianem globalistycznych. W jego wpisach przedstawiane jest to jako walka z globalizmem – mówi Pokora.
W jednej z sobotnich publikacji w serwisie X Dugin „życzy szczęścia i sukcesu polskim prawicowcom”. „Wiem, że nas nienawidzą, ale my ich w ogóle nie nienawidzimy. To nie jest wzajemne. Globaliści są najgorsi” – pisze.
Na fakt, że ideolog sam przyznaje we wpisach, że polska prawica pozostaje antyrosyjska, a mimo to wyraża wobec niej sympatię, zwraca uwagę Wojciech Pokora.
– To bardzo ważny element przekazu. Dugin nie chce przekonywać polskiej prawicy do popierania Rosji jako państwa, lecz odwołuje się do emocji, tożsamości i wartości konserwatywnych prawicowego elektoratu. Przedstawiając konflikt w Polsce jako część szerszej walki ideologicznej z globalizmem, próbuje oswajać odbiorców ze swoją wizją świata – komentuje analityk.
I zaznacza, że podsycanie podziałów to mechanizm znany od dłuższego czasu i obserwowany w rosyjskich operacjach wpływu w innych państwach.
Stara, sprawdzona metoda Rosjan
– W Mołdawii wykorzystywano podziały dotyczące integracji europejskiej, tożsamości czy obaw przed wojną. W Gruzji eksploatowano napięcia związane z orientacją geopolityczną i relacjami z Zachodem. Na Bałkanach Zachodnich rosyjskie przekazy wciąż wykorzystują konflikty historyczne, etniczne i tożsamościowe – wylicza.
Jak ocenia, w każdym z tych przypadków – tak jak w Polsce – lokalne uwarunkowania są inne, ale logika działania pozostaje podobna: nie trzeba tworzyć nowych podziałów, trzeba tylko umiejętnie wykorzystywać te już istniejące.
Czarną robotę odwalą… sami Polacy
Rozmówca Interii wskazuje przy tym na pewne pułapki, w które wpadamy.
– Największym sojusznikiem w tego rodzaju działaniach rosyjskich jest tak zwana wtórna amplifikacja przekazu przez krajowych uczestników debaty – mówi.
O co chodzi? Jak wyjaśnia Pokora, w chwili, gdy pojawiają się wpisy i komunikaty ze strony aktorów tak rozpoznawalnych jak Dugin czy Miedwiediew – zwłaszcza Dugin, który pisze o sympatii wobec jednej ze spolaryzowanych grup w Polsce – pojawia się chęć podchwycenia tej narracji i wykorzystania jej przez przeciwników jako dowodu na prorosyjskość środowiska wskazanego przez zewnętrznego aktora.
– Wtedy rosyjski przekaz zaczyna żyć własnym życiem w krajowym konflikcie politycznym. Zyskuje dodatkowy zasięg, znaczenie i budzi dodatkowe emocje – wylicza.
Jak zauważa, pojawia się paradoks: Dugin sam stwierdza, że prawica jest antyrosyjska, ale jego deklaracja sympatii może być wykorzystana jako argument świadczący o czymś przeciwnym – że jest prorosyjska.
– Co to oznacza w praktyce? Przyznanie rosyjskiemu ideologowi możliwości wpływania na polskie środowiska polityczne i definiowanie ich relacji z Rosją. Przestajemy wtedy jako społeczeństwo słuchać ich własnego przekazu na ten temat, a zaczynamy kojarzyć: skoro ktoś ich wskazał i zadeklarował poparcie, to musi oznaczać, że i oni popierają jego – wskazuje.
I konkluduje: To jest właśnie jedna z większych pułapek związanych z FIMI – zewnętrzny aktor sam nie nadaje znaczenia temu przekazowi ani go szeroko nie rozpowszechnia, lecz liczy na to, że krajowi uczestnicy debaty zrobią to za niego.
Dlatego, jak podkreśla rozmówca Interii, krajowi uczestnicy debaty politycznej powinni zachowywać szczególną ostrożność wobec komunikatów rosyjskich aktorów. Zwłaszcza gdy wydają się one potwierdzać ich własne przekonania i dostarczać argumentów przeciwko przeciwnikom politycznym.
– Nie chodzi o przemilczanie takich wypowiedzi, ale o to, aby nie rozpowszechniać ich w kontekstach pasujących do własnych przekonań – mówi Wojciech Pokora.
Zwraca uwagę, że takie przekazy należy obiektywizować i starać się zrozumieć, dlaczego pojawiają się w danym momencie i co mogą oznaczać.
– Bardzo łatwo je wykorzystać i po to są tworzone – aby wpływać na jakość debaty, oczywiście ją osłabiając. Fakt, że Dugin przyznaje rację jednej ze stron, nie jest żadnym argumentem, tym bardziej powinien zapalić czerwoną lampkę, dlaczego on to robi. W debacie, w której zaczynamy działać emocjami, a nie rozmawiać na argumenty, jest to łakomy kąsek – podsumowuje.
Justyna Kaczmarczyk


