
Badacze poznania zwierząt mówią wprost: ten trend nie mierzy inteligencji psa ani kota. Nie sprawdza pamięci, rozwiązywania problemów, orientacji w przestrzeni ani umiejętności czytania sygnałów człowieka. Pokazuje raczej odruch neurologiczny, który lekarze weterynarii znają od dawna.
Dr Murat Sırrı Akosman, profesor medycyny weterynaryjnej z Afyon Kocatepe University w Turcji, zwrócił uwagę, że tak zwany „test ściany” wprowadza właścicieli w błąd. „Jako specjaliści weterynarii mamy obowiązek wyjaśnić, że ten manewr nie jest miarą poznania u psów, lecz podstawową oceną neurologiczną znaną jako test układania wzrokowego i dotykowego” – napisał w „The Journal of Small Animal Practice”.
Inaczej mówiąc: kiedy pies wyciąga łapę przed ścianą, nie rozwiązuje zagadki logicznej. Jego układ nerwowy wykonuje automatyczną reakcję. To trochę tak, jak wtedy, gdy lekarz uderza młoteczkiem w kolano, a noga sama podskakuje.
Odruch to nie test IQ
Weterynarze wykorzystują podobne reakcje po to, by sprawdzić, czy układ nerwowy zwierzęcia działa prawidłowo. Jeśli pies albo kot nie reaguje na przeszkodę, może to być sygnał, że coś wymaga konsultacji. Nie znaczy to jednak od razu, że dzieje się coś groźnego. Zwierzę mogło być rozproszone, przestraszone albo niesione zbyt szybko, przez co straciło orientację i równowagę.
Problem z internetowym trendem polega na tym, że miesza dwie sprawy: neurologiczny odruch i inteligencję. Pierwszy może być przydatną informacją dla lekarza. Druga jest o wiele trudniejsza do uchwycenia. Jednym filmikiem nagranym w salonie nie da się ocenić, jak zwierzę myśli.
Dr Gitanjali Gnanadesikan, badaczka z Social Cognition and Primate Behavior Lab na Emory University, w rozmowie z „Popular Science” mówi jasno: „Test ściany nie jest wiarygodną miarą inteligencji kota ani psa”. Dodaje też, że wiele zwierząt wcale nie lubi być trzymanych w taki sposób.
Jeszcze ostrzej ocenia trend dr Juliane Kaminski, dyrektorka Dog Cognition Centre na University of Portsmouth. Jej zdaniem to „bardzo nierozsądny i potencjalnie szkodliwy sposób traktowania zwierzęcia”. Badaczka podkreśla, że nie zachęcałaby właścicieli psów ani innych zwierząt domowych do takich prób.
Inteligencja zwierząt nie mieści się w jednej liczbie
Samo pytanie o to, „jak inteligentny jest pies”, jest trudniejsze, niż sugerują internetowe quizy. Dr Shany Dror, badaczka z Clever Dog Lab na Uniwersytecie Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu, przypomina, że inteligencja jest pojęciem bardzo szerokim. Dlatego naukowcy wolą mówić o konkretnych zdolnościach poznawczych.
Jedno zwierzę może świetnie radzić sobie z problemami fizycznymi. Otwiera drzwi, przesuwa przedmioty, znajduje sposób, by dostać się do jedzenia. Inne ma dobrą orientację przestrzenną i bez trudu odnajduje drogę. Jeszcze inne dobrze czyta zachowanie ludzi, reaguje na gesty, spojrzenie albo zmianę tonu głosu.
To oznacza, że pies może być świetny w jednej dziedzinie i przeciętny w innej. Gnanadesikan zwraca uwagę, że psy z dobrą pamięcią nie muszą być tymi samymi psami, które najlepiej rozwiązują problemy. „Zamiast psów geniuszy, które dobrze wypadają we wszystkim, widzimy, że jedne psy radzą sobie lepiej z pewnymi zadaniami, a inne z innymi. To oznacza również, że nie da się sprowadzić inteligencji do jednej liczby” – mówi badaczka.
Podobnie jest z ludźmi, choć w przypadku zwierząt łatwiej o pochopne wnioski. Pies, który nie wykona polecenia, nie musi go nie rozumieć. Może nie być zmotywowany, może być zmęczony, może nie widzieć sensu zadania albo po prostu w danej chwili bardziej interesować się zapachem za oknem.
Co naprawdę można sprawdzić w domu
Jeśli właściciel chce dowiedzieć się czegoś o sposobie myślenia psa, są bezpieczniejsze i ciekawsze metody niż niesienie go na ścianę. Kaminski proponuje prostą zabawę z kubkami, która może pokazać, jak pies odczytuje sygnały społeczne.
Wystarczą dwa identyczne, nieprzezroczyste kubki i smakołyk. Pies nie powinien widzieć, pod którym kubkiem ukrywamy jedzenie. Potem człowiek wskazuje właściwy kubek palcem albo kieruje na niego wzrok. Pies musi wybrać. Jeśli trafia, korzysta nie tylko z węchu, ale także z informacji przekazanej przez człowieka.
Taki test mówi coś o społecznej stronie poznania. Psy, jako gatunek żyjący blisko człowieka od tysięcy lat, często dobrze reagują na nasze gesty. Właśnie dlatego potrafią podążać za wskazaniem dłoni albo interpretować kierunek spojrzenia. Nie każdy pies będzie jednak równie uważny i nie każdy będzie miał taką samą motywację.
Inny prosty eksperyment dotyczy liczebności. Można położyć na dwóch identycznych talerzach różną liczbę smakołyków i sprawdzić, czy pies wybiera większą porcję. Według Kaminski psy zwykle radzą sobie całkiem dobrze, dopóki liczba kawałków na jednej tacy nie przekracza około 15. Później zadanie staje się trudniejsze.
Można też sprawdzać pamięć krótkotrwałą, na przykład pokazując psu smakołyk, ukrywając go pod jednym z kilku kubków, a po krótkiej przerwie pozwalając mu wybrać. Takie próby bywają zabawne, ale wynik zależy od wielu rzeczy: wieku zwierzęcia, treningu, emocji, zdrowia, pory dnia i rodzaju nagrody.
Koty trudniej je namówić do współpracy
W przypadku kotów sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Nie dlatego, że koty są „głupsze” albo „mądrzejsze” od psów. Po prostu trudniej je badać w kontrolowanych warunkach. Mogą ignorować polecenia, odchodzić, przerywać zadanie albo nie interesować się nagrodą. To nie musi oznaczać braku zdolności poznawczych. Może oznaczać, że test jest źle dobrany do gatunku i do konkretnego zwierzęcia.
U kotów również można mówić o różnych typach inteligencji. Jeden kot może świetnie radzić sobie z otwieraniem szafek, drzwi i pojemników. Inny lepiej odczytuje rytuały domowników i wie, kiedy ktoś zaraz nasypie karmy. Jeszcze inny może być bardzo ostrożny, unikać nowych przedmiotów i wolniej wchodzić w eksperyment.
Dlatego porównywanie psa z kotem za pomocą jednego zadania rzadko ma sens. Zwierzęta różnią się historią udomowienia, stylem życia, motywacją i relacją z człowiekiem. Test, który dla psa jest ekscytującą grą, dla kota może być nudnym naruszeniem prywatności.
Najuczciwsze pytanie nie brzmi więc: „czy mój zwierzak jest inteligentny?”. Lepiej zapytać: „w czym jest dobry, co go motywuje i jak rozwiązuje problemy?”. Taka odpowiedź może być mniej efektowna niż viralowy wyrok po pięciu sekundach, ale znacznie bliższa temu, co naprawdę wiemy o poznaniu zwierząt.
Domowe zabawy poznawcze mają sens, jeśli są dobrowolne, bezpieczne i przyjemne dla zwierzęcia. Mogą być formą wzbogacenia środowiska, sposobem na wspólne spędzanie czasu i okazją do lepszego zrozumienia pupila. Nie powinny być jednak egzaminem, po którym właściciel przykleja psu albo kotu etykietkę „mądry” lub „głupi”.
A „test ściany”? Lepiej go nie robić. Nie powie nam, czy pies albo kot jest inteligentny. Może natomiast niepotrzebnie przestraszyć zwierzę albo skłonić właściciela do złych wniosków. Dużo więcej dowiemy się, obserwując pupila w spokojnej zabawie, w której ma wybór, czas i powód, żeby naprawdę pomyśleć.

