
– Jak się jest niezależnym, to każdy sobie poradzi. Ale, żeby żyć na wsi, trzeba mieć zdrowie i pieniądze. Szczególnie w pewnym wieku, kiedy do różnych pomocy trzeba wołać ludzi. W mieście siedzi się w bloku, nie trzeba dbać o budynek, ogród, bo to jest wspólne. Na wsi trzeba wszystko robić samemu. Człowiek musi to lubić, bo inaczej może być trudno – mówi Agata, która dziesięć lat temu zdecydowała się na wyprowadzkę na wieś. Plany poczyniła jednak dużo wcześniej.
– Założyłam, że starość spędzę z dala od miasta. W spokoju, który znałam z wakacji u babci – opowiada. Po przejściu na emeryturę stopniowo przenosiła swoje życie na wieś. – Nie ukrywam, że włożyłam sporo wysiłku w budowę domu, przeprowadzka tak naprawdę trwała latami. Najpierw przyjeżdżałam w każdej wolnej chwili, a potem stopniowo przenosiłam swoje życie. To było chyba największe wyzwanie – mówi.
Nie obyło się też bez towarzyszących obaw. – Miałam w głowie stereotypowe myśli przed przeprowadzką. Wielu ludziom wieś kojarzyła się z życiem bez dostatku, z kogutami, śmierdzącym gnojem. Ale to już nie te czasy – zaznacza.
Na wsi, jak mówi, żyje w luksusie i w wolności. – Tu jest jednak spokojniej, jest cisza i natura. I tutaj wypoczywam – zapewnia. W mieście najbardziej przeszkadzały jej odgórne nakazy.
– Dla kogoś może się to wydawać prozaiczne, ale ja swoje auto parkuję przed samymi drzwiami, w mieście tak nie mogłam. Tu nie muszę wyprowadzać psa na smyczy, mogę rozpalić grilla i nikomu to nie przeszkadza. Mam wolność i bardzo pomocnych sąsiadów – dodaje.
Jak wynika z badania CBOS z końca 2024 roku, 43 proc. Polaków chciałoby zamieszkać na wsi, a co piąty mieszkaniec wsi to osoba, która wcześniej żyła w mieście. Jak wyjaśnia dr Magdalena Piłat-Borcuch, socjolożka z Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach, jest to zjawisko złożone.
– Z jednej strony życie nas przytłacza. Mamy dużo bodźców, oczekiwań i ról do pełnienia. Do tego dochodzi szybkie tempo życia. To wszystko sprawia, że potrzebujemy odpoczynku od miasta – zauważa.
Męczy nas także brak wspólnotowości i anonimowość związana z życiem w mieście, szczególnie dużym. – Kiedyś sąsiedzi byli sobie bliżsi. Dziś często nie wiemy nawet, kto mieszka obok. Czujemy się oderwani od wspólnoty, a przecież jedną z naszych podstawowych potrzeb jest jej tworzenie – tłumaczy.
Pandemia sprawiła, że wiele osób zaczęło pracować zdalnie, co otworzyło możliwość relokacji. Na rosnącą popularność życia na wsi wpływa także kryzys mieszkaniowy. – Kawalerka w centrum Warszawy kosztuje dziś tyle, co dom pod miastem. Wiele osób staje więc przed wyborem: małe mieszkanie w świetnej lokalizacji czy bardziej komfortowy dom dalej od centrum – zaznacza socjolożka.
Wiejska sielanka? „Trzeba mieć pokorę”
Katarzyna na wsi spędziła całe swoje dzieciństwo. Potem chciała się „wyrwać” i jak tylko mogła, przeprowadziła się do miasta. Dziesięć lat spędzonych w Gliwicach i Krakowie utwierdziło ją jednak w przekonaniu, że to właśnie wieś jest jej miejscem na świecie.
– Studiowałam, pracowałam, potem założyłam rodzinę i kiedy mieliśmy już dwoje dzieci, postanowiliśmy wrócić na wieś – opowiada. Potrzebowali spokoju, życia tu i teraz, z dala od zgiełku miasta. – Zależało mi na tym, żeby dzieci zobaczyły, na czym polega proste, prawdziwe życie. Żeby nie umykały im drobne rzeczy i żeby miały kontakt z przyrodą – mówi.
Trzy lata temu wspólnie z mężem sprzedali mieszkanie i kupili dom na wsi. – Chcieliśmy żyć tak jak kiedyś, bardziej samodzielnie. Mieć własne warzywa i podstawowe rzeczy w ogródku, trochę się usamodzielnić i nie być uzależnionym od tego, że kiedy sklep jest zamknięty, człowiek nie potrafi przetrwać nawet doby bez zakupów. Chcieliśmy żyć prosto, ale jednocześnie dać dzieciom jak najwięcej siebie i własnego czasu – tłumaczy.
Oboje pracują zdalnie i prowadzą własną działalność, ale, jak przyznaje Katarzyna, życie na wsi to nieustanna praca. – Czas wolny nie oznacza leżenia na hamaku. Zawsze jest coś do zrobienia przy domu czy w ogródku, ale to naprawdę daje szczęście i poczucie wolności – mówi.
Życie na wsi wiąże się z różnymi wyzwaniami. – Na wsi wszyscy patrzą i oceniają. Nie jest łatwo wkupić się w społeczność rodowitych mieszkańców. Żeby dobrze się tutaj czuć, trzeba mieć pokorę i na początku słuchać tego, co mają do powiedzenia – opowiada, choć przyznaje, że nie ze wszystkim się zgadza.
Jest rozczarowana podejściem części mieszkańców do wychowywania dzieci. – Czujemy się trochę osamotnieni w takim myśleniu, że warto wychowywać dzieci blisko natury. Nie bawią się już wspólnie na podwórku, częściej siedzą w telefonach. Staram się zapraszać dzieci sąsiadów, żeby razem z naszymi spędzały aktywnie czas – zauważa. Mimo to, Katarzyna nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. -To tutaj czuję się naprawdę szczęśliwa i wolna – podsumowuje.
Nieidealna rzeczywistość
Wieś kojarzy się z sielskim spokojem. W ostatnich latach bywa szczególnie silnie idealizowana w mediach społecznościowych. Jednak zderzenie z rzeczywistością często okazuje się trudniejsze, niż mogło się wydawać.
– Przychodzi pierwsza zima i nagle okazuje się, że lista wyzwań jest bardzo długa. Osoby przyzwyczajone do miejskiego stylu życia tracą łatwy dostęp do usług, kultury czy zajęć dodatkowych. Pojawiają się też koszty, których wcześniej nie przewidziano, bo okazuje się, że jeden samochód nie wystarcza – komentuje dr Magdalena Piłat-Borcuch.
Jak dodaje, rodzice często stają się „szoferami” swoich dzieci, a codzienność zaczynają wyznaczać korki i długie dojazdy. – Im tańsza działka, tym trudniejszy dojazd i większe ryzyko wykluczenia komunikacyjnego. To poważny problem społeczny. Około 14 proc. dzieci i młodzieży mieszka na terenach zagrożonych wykluczeniem komunikacyjnym. To często determinuje wybór szkoły czy możliwość uczestniczenia w zajęciach dodatkowych – podkreśla ekspertka.
Na wsi trudniej również o spontaniczne życie towarzyskie, większość aktywności wymaga wcześniejszego zaplanowania.- Na poziomie wyobrażeń wieś daje nam poczucie, że można tam budować więzi społeczne i silniejszą tożsamość. Problemem bywa jednak mniejsza anonimowość. Pojawia się poczucie społecznej kontroli, że inni wiedzą, co robimy i interesują się naszym życiem. Dla jednych to źródło bezpieczeństwa, dla innych utrata prywatności – zaznacza socjolożka.
Ekspertka przyznaje, że choć trudno przewidywać przyszłość, zainteresowanie życiem poza miastem może się utrzymywać. – Coraz bardziej szukamy balansu i dobrostanu. Chcemy umieć się zatrzymać i wsłuchać w swoje potrzeby. Z drugiej strony miasta nadal pozostają silnym magnesem. Wybór między miastem a wsią wcale nie jest prosty i oczywisty – podsumowuje.

