
Na dalekim południu Algierii w samym sercu Sahary 4 czerwca 2026 r. spotkali się ministrowie odpowiedzialni za zasoby paliwowe trzech afrykańskich państw. Algierski minister Mohamed Arkab zawiózł do oazy, a zarazem małego miasteczka Aoulef swego nigeryjskiego kolegę Ekperikpe Ekpo oraz ministra ds. ropy naftowej z Nigru Hamadou Tinni, aby mogli w symbolicznym dla nich miejscu, ogłosić start wielkiego projektu.
Jest nim Gazociąg Transsaharyjski (TSGP), którym za kilka lat mają popłynąć dostawy gazu, przekierowane następnie do Europy. I to w wielkości nawet 30 mld metrów sześciennych rocznie. Co zaspokajałoby np. niemal połowę zapotrzebowania Niemiec.
Wygryźć Gazprom z Europy
Na tym ambicje algierskiego prezydenta Abd al-Madżid Tabbuna się nie kończą. Wprawdzie jeszcze niedawno bywał w Moskwie i podkreślał chęć utrzymywania „strategicznego partnerstwa” z Rosją. Jednak teraz, im bardziej Władimir Putin pogrąża swój kraj, tym mocniej Tabbun pragnie zarobić na kłopotach przyjaciela, dbając, by największy w Afryce koncern paliwowy Sonatrach zajął w Europie miejsce Gazpromu.
To właśnie ta należąca do algierskiego państwa firma pokryje większość kosztów budowy długiego na 4128 km gazociągu. Oszacowano je na ok. 13-19 mld dolarów. Dzięki TSGP możliwa stanie się eksploatacja nigeryjskich złóż na masową skalę. A są one przeogromne. Już potwierdzone przez geologów zasoby gazu ziemnego w Nigerii to od 5,7 do 5,9 bilionów metrów sześciennych. Żaden innych kraj na Czarnym Lądzie nie posiada większych.
Tymczasem Algiera, dzięki biegnącemu do Włoch rurociągowi TransMed oraz łączącego ją z Hiszpanią rurociągowi Medgaz, sprzedaje odbiorcom ze Starego Kontynentu ok. 40 mld metrów sześciennych gazu rocznie z własnych złóż. Gazociąg Transsaharyjski z czasem mógłby pozwolić nawet na podwojenie tej wielkości.
Całkowite zapotrzebowanie Unii Europejskiej na gaz ziemny wynosi obecnie około 326 mld metrów sześciennych. Zatem w ciągu najbliższych pięciu lat nawet jedną czwartą tego rynku mógłby przejąć algierski Sonatrach. Wprawdzie w czasach swej świetności Gazprom zaspokajał aż 40 proc. zapotrzebowania krajów Unii na gaz. Jednak od czegoś trzeba zacząć. Zwłaszcza że możliwości są ogromne.
Poza Nigerią bogatymi złożami mogą się pochwalić w głębi kontynentu:
Według danych publikowanych przez OPEC w „Annual Statistical Bulletin” obecna produkcja gazu ziemnego w całej Afryce wynosi rocznie około 230-260 mld metrów sześciennych. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego w ciągu dekady mogłaby ona zostać podwojona. Warunek? Rozbudowa infrastruktury przesyłowej i stabilizacja polityczna.
Łatwo się domyślić, że prezydenta Abd al-Madżid Tabbun też to wie. Zwłaszcza że jego kraj mógłby pełnić rolę bramy do Europy, przez którą przepływałby cały tani gaz z Afryki. I to w takich ilością, że Stary Kontynent nie potrzebowałby żadnych innych zewnętrznych dostawców.
Wizja piękna, lecz nierealistyczna, bo Afryka to kontynent, gdzie stabilność polityczna jest jednym z najrzadziej spotykanych dóbr. Poza tym z Algierią sąsiaduje Maroko, a rządzący nim król Muhammad VI oraz premier Aziz Achannusz to także bardzo ambitni politycy.
Algieria i Maroko toczą zaciętą rywalizację o to, kto dostarczy Europie alternatywę dla rosyjskiego gazu.
14 kwietnia szefowa marokańskiego krajowego biura ds. węglowodorów i kopalń Amina Benkhadra ogłosiła, że w tym roku zostanie podpisana umowa inicjująca budowę gazociągu Nigeria-Maroko. Ma on przebiegać lądem oraz po dnie morskim przez terytoria 13 krajów Afryki Zachodniej i mieć długość ok. 6,9 tys. km. Podobnie jak w przypadku Gazociągu Transsaharyjskiego jego docelowa przepustowość wyniesie ok. 30 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa rocznie.
Maroko z Hiszpanią łączy gazociąg Maghreb-Europa, ale afrykański kraj nie może pochwalić się złożami gazu porównywalnymi z algierskimi. Jednak premier Aziz Achannusz chce ten problem rozwiązać za sprawą infrastruktury umożliwiającej przesył nigeryjskiego paliwa. I nie tylko nigeryjskiego, bo także ze złóż gazu zlokalizowanych w Mauretanii i Senegalu. To uczyniłoby z Maroka gazowy hub Europy. Sporym wyzwaniem jednak pozostaje zgodna współpraca aż 13 państw.
Poza tym sama Nigeria, rządzona przez prezydenta Bolę Tinubu, boryka się z wysoką przestępczością. Zbudowanie oraz chronienie infrastruktury gazociągowej pośród kotłowaniny rebeliantów i ekstremistów religijnych nie będzie łatwym wyzwaniem zarówno dla inwestorów z Maroka, jak i Algierii. Ale nawet fanatycy z Państwa Islamskiego nie wygenerują tylu zagrożeń dla obu konkurencyjnych projektów, co sami Marokańczycy i Algierczycy.
„Rosnące napięcia między Algierią a Marokiem popychają Maghreb w kierunku destabilizującej konfrontacji, która ma bezpośrednie konsekwencje dla bezpieczeństwa Europy, zaopatrzenia w energię i zarządzania migracjami” – alarmuje, datowany na 2 kwietnia 2026 r. raport Centrum Stimsona.
Już na samym początku podkreślono, że UE lub jej kraje muszą zrobić wszystko, aby zapobiec nadciągającej wojnie między Algierią a Marokiem. Skłócone kraje bowiem od kilku lat eskalują napięcie wokół spornych regionów Sahary Zachodniej oraz szukają sojuszników. Jednocześnie zbroją się na potęgę.
„Pod względem militarnym oba państwa w Afryce przodują w imporcie broni, co pogłębia klasyczny dylemat bezpieczeństwa. Algieria w dużym stopniu polega na rosyjskich systemach, w tym zaawansowanych samolotach i okrętach podwodnych, podczas gdy Maroko pozyskuje broń głównie ze Stanów Zjednoczonych, Francji i Izraela, rozwijając potencjał rakietowy i dronowy. Wynikający z tego wyścig zbrojeń pogłębia wzajemną podejrzliwość” – wylicza Centrum Stimsona. A teraz rozpoczął się jeszcze wielki wyścig dwóch megagazociągów.
Dodatkowo od wiosny Algieria próbuje na różne sposoby paraliżować pracę Tanger Med, największego portu kontenerowego Maroka. Jednocześnie prezydent Tabbun ogłosił plan przekształcenia algierskich portów w tzw. drogi ekspresowe dla Afryki. Dał też mały pokaz siły. Oto 5 maja wspierany przez Algierię Front Polisario przeprowadził atak rakietowy na kontrolowane przez Maroko miasto As-Samara na terytorium Sahary Zachodniej.
W odpowiedzi król Muhammad VI zacieśnia relacje z Donaldem Trumpem. Dzięki temu w kwietniu i maju na południu Maroka, blisko terytoriów spornych, odbyły się manewry wojskowe „African Lion” z udziałem armii USA.
Zatem zamiast potencjalnych dostaw 100 mld metrów sześciennych gazu rocznie Unia może wkrótce dostać kolejną wojnę u swych granic. Jak łatwo przepłynąć Morze Śródziemne, migranci po wielokroć udowadniali podczas ostatniej dekady.
Wielka szansa na rozwiązanie problemów energetycznych Starego Kontynentu tworzy jednocześnie ogromne zagrożenie. Jednego i drugiego zdaje się zupełnie nie dostrzegać Bruksela. Instytucje unijne działają tu w trybie ignorowania problemu za wszelką cenę.
Co do reakcji kluczowych krajów UE raport Centrum Stimsona opisuje je następująco:
„Podczas gdy Francja i Hiszpania popierają obecnie plan Maroka autonomii dla Sahary Zachodniej, Włochy i Niemcy zachowują neutralność, wykorzystując swoje powiązania z Algierią, szczególnie w sektorze energetycznym”.
Wszyscy są więc nastawieni na wyciągnięcie krótkoterminowych korzyści. A co będzie w Afryce, to będzie.
Zatem ma ona szansę stać się dla Europy drugą Rosją. Ale czy głównym dostawcą paliw, czy też dostawcą zagrożenia wojennego i milionów migrantów, o tym już rozstrzygną Maroko i Algieria między sobą.

