
– Stanowczo oświadczamy, że żaden z ukraińskich dronów nie był kierowany w stronę Finlandii. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zaistniałej sytuacji jest zepchnięcie dronów z kursu przez rosyjskie systemy walki radioelektronicznej. Już przeprosiliśmy stronę fińską za ten incydent – powiedział rzecznik.
Drony mogły zostać zepchnięte
Przypomnijmy, że fińskie siły zbrojne ogłosiły w piątek (27 marca) wzmocnienie nadzoru i ochrony integralności terytorialnej kraju, zwłaszcza w południowo-wschodniej części oraz nad Zatoką Fińską, w związku z nasilonymi w ostatnich dniach atakami Ukrainy na rosyjskie porty naftowe w regionie Petersburga. W niedzielę (28 marca) rano drony wtargnęły w przestrzeń powietrzną Finlandii.
Drony rozbiły się w okolicach fińskiego miasta Kouvola, oddalonego o ok. 140 km na wschód od Helsinek i o ok. 80 km od granicy z Rosją. Był to pierwszy przypadek od początku wojny Rosji z Ukrainą, gdy bezzałogowce naruszyły przestrzeń powietrzną Finlandii i wdarły się w głąb kraju. Jeden z dronów został zidentyfikowany przez fińskie służby jako Antonov An-196, szturmowy bezzałogowiec dalekiego zasięgu ukraińskich sił zbrojnych. Typu i pochodzenia drugiego drona dotąd nie potwierdzono.
Ukraina przeprasza Finlandię
– Zasadniczo wraz z naszymi fińskimi przyjaciółmi podzielamy przekonanie, że przyczyną zarówno tego incydentu, jak i ogólnie wyzwań bezpieczeństwa w naszym regionie jest właśnie rosyjska agresja przeciwko Ukrainie – dodał Tychyj.
Jak informowaliśmy w Gazeta.pl, od tygodnia Ukraina intensywnie uderza dronami w dwa najważniejsze rosyjskie porty w Zatoce Fińskiej: Primorsk – położony niedaleko od granicy z Finlandią – oraz Ust-Ługę w pobliżu Estonii. Ataki dronów uszkodziły część infrastruktury i wywołały pożary, co doprowadziło do wstrzymania prac terminali i zmniejszenia eksportu rosyjskich paliw statkami „floty cieni”.
Czytaj także: „Rosjanie do domu”. Hasło skandowane na Węgrzech wyjaśnia, dlaczego na finiszu przed wyborami Orbán jest tak nerwowy, a jego kampania tak toporna – pisze Anne Applebaum dla Wyborcza.pl
Jarosław Junko (PAP)

