
W planach dzisiejszego posiedzenia Sejmu znalazło się pierwsze czytanie dwóch poselskich projektów dotyczących nowelizacji ustawy o podatkach i opłatach lokalnych oraz ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Choć brzmi to enigmatycznie, sprawa może bezpośrednio dotknąć milionów Polaków planujących wakacje czy weekendowe wyjazdy w kraju.
Koniec klimatycznego, czas na turystyczne?
O co chodzi? O grube miliony. Dla kogo? Dla samorządów. Projekt zainicjowany przez Lewicę zakłada likwidację dotychczasowej opłaty miejscowej, określanej potocznie jako opłata klimatyczna lub sanatoryjna, i wprowadzenie w jej miejsce nowej daniny – opłaty turystycznej. Co kluczowe, mogłaby ona zostać wprowadzona w każdej polskiej gminie.
Obowiązująca opłata miejscowa funkcjonuje w Polsce od 1991 roku i może być pobierana wyłącznie przez te gminy, które spełniają ściśle określone kryteria ustawowe. Konieczna jest zatem uchwała rady gminy, a samo pobieranie opłaty uzależnione jest od spełnienia warunków klimatycznych i krajobrazowych, umożliwiających pobyt w celach turystycznych, wypoczynkowych lub szkoleniowych. Warunki te muszą być spełnione łącznie. Ustawa określa także maksymalną stawkę, choć jej ostateczną wysokość ustala samorząd.
„Obecnie jedynie nieznaczna część spośród 2479 gmin podjęła uchwały o wprowadzeniu opłaty miejscowej. Stosunkowo niewielka liczba gmin, które wprowadziły opłatę miejscową, wynika z trudności spełnienia warunków ustawowych przez gminy – warunków klimatycznych, krajobrazowych oraz umożliwiających pobyt osób w celach turystycznych, wypoczynkowych lub szkoleniowych” – czytamy w uzasadnieniu do projektu ustawy.
Nowe zasady dla wszystkich gmin
Autorzy nowelizacji chcą zrezygnować z dotychczasowych kryteriów klimatycznych i krajobrazowych, co w praktyce otworzyłoby drogę do wprowadzenia opłaty turystycznej w każdej gminie w Polsce. Samorządy mogłyby jednak zdecydować, że obejmie ona tylko wybrane miejscowości, sołectwa, dzielnice czy osiedla.
Projekt przewiduje również, że w przypadku rezerwacji noclegu przez pośrednika – na przykład za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji – to właśnie pośrednik będzie zobowiązany do pobrania i przekazania opłaty gminie.
Maksymalna stawka opłaty turystycznej miałaby wynosić 25 proc. minimalnej stawki godzinowej za pracę. Co więcej, samorządy mogłyby różnicować stawki w zależności od lokalizacji czy sposobu dokonania płatności.
Europejski standard czy nowy podatek?
Pomysłodawcy przekonują, że Polska nie byłaby w tym zakresie wyjątkiem.
„Opłaty turystyczne funkcjonują w różnej formie w ponad 60 krajach na całym świecie. W przypadku opłat turystycznych obowiązujących w Europie, dominuje model oparty na decentralizacji – decyzję o wprowadzeniu opłaty, jej stawkach oraz wyłączeniach zapadają na poziomie samorządowym. Stosowane są albo ryczałtowe opłaty za nocleg (np. Bratysława, Utrecht), albo stawki proporcjonalne powiązane z ceną noclegu (np. Amsterdam, Wiedeń, Dortmund). W obu przypadkach wysokość stawki może być też różnicowana według kategorii obiektu (np. campingi vs. hotele luksusowe) lub lokalizacji (centrum vs. peryferie)” – zauważają pomysłodawcy nowelizacji.
Miliony dla dużych miast
Z wyliczeń autorów projektu wynika, że wpływy z nowej opłaty mogłyby być znaczące. Szacunkowe roczne dochody z opłaty turystycznej miałyby wynosić m.in.:
-
w Warszawie – 57,5 mln zł, -
w Krakowie – 47 mln zł, -
we Wrocławiu – 16,5 mln zł, -
w Poznaniu – 10,5 mln zł, -
w Łodzi – 8 mln zł, -
w Szczecinie – 7,8 mln zł, -
w Katowicach – 5,5 mln zł, -
w Częstochowie – 2 mln zł.
Dla samorządów to realne wzmocnienie budżetów. Dla turystów – kolejna pozycja na rachunku za nocleg. Czy nowa opłata wywoła debatę o granicach lokalnego fiskalizmu?

