
-
Walerij Załużny, były Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, został przeniesiony na stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii przez Zełenskiego. Jego popularność budzi niepokój otoczenia prezydenta.
-
Dr Jakub Olchowski zaznacza w rozmowie z Interią, że Załużny pozostaje kluczową postacią w ukraińskim życiu publicznym, jest postrzegany jako potencjalny lider polityczny, mimo braku oficjalnych deklaracji politycznych.
-
Generał spotyka się zarówno z poparciem społecznym, jak i krytyką ze strony części wojskowych – o czym mówią Interii ukraińscy żołnierze.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Od początku inwazji Walerij Załużny był Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy i kierował obroną kraju przed rosyjską inwazją. W lutym 2024 roku Wołodymyr Zełenski odebrał mu stanowisko głównodowodzącego armią. Miesiąc później prezydent wysłał generała do Wielkiej Brytanii jako ambasadora.
Mimo to Załużny od miesięcy utrzymuje się w czołówce ukraińskich rankingów zaufania społecznego. Kim generał jest dzisiaj? Wyłącznie dyplomatą, politycznym zesłańcem czy wytrawnym graczem, który czeka na swój czas na szczytach władzy?
– Po części można zastosować wszystkie te określenia do opisania generała Załużnego – mówi Interii dr Jakub Olchowski z Instytutu Europy Środkowej i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. – Natomiast gdybym miał go opisać jednym zdaniem, to myślę, że teraz to jedna z najważniejszych postaci Ukrainy i być może przyszłość Ukrainy – dodaje nasz rozmówca.
Afera korupcyjna i konsekwencja Walerija Załużnego
O generale było głośno w ostatnich dniach, kiedy ukraiński serwis Babel – powołując się na swoje źródła – napisał o planowanym w Londynie spotkaniu Załużnego z Andrijem Jermakiem, czyli szefem gabinetu prezydenta Ukrainy. Ostatecznie Jermak zrezygnował ze spotkania i udał się z Zełenskim na negocjacje do Turcji.
Według dziennikarzy portalu Babel, to Załużny odmówił rozmowy. I to drugi raz, bo według serwisu do spotkania nie doszło też jesienią 2024 roku. Wtedy generał miał oświadczyć, że dopóki trwa wojna, nie myśli o polityce.
Nie jest jasne, o czym obaj panowie mieliby rozmawiać w Londynie. Jednak Babel wiąże chęć rozmowy z próbą pokonania kryzysu politycznego, z którym Ukraina zmaga się od czasu ujawnienia przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy afery łapówkarskiej wokół Enerhoatomu.
– Wcale mnie nie dziwi, że panowie się nie spotykają. Mówiąc delikatnie, nie ma między nimi chemii. To nie są ani sprzymierzeńcy, ani przyjaciele – wskazuje dr Olchowski.
– Załużnemu spotkanie z Jermakiem nie byłoby na rękę z bardzo prostej przyczyny. Załużny to postać, która cieszy się ogromnym zaufaniem Ukraińców. Jermak dokładnie odwrotnie. Spotykanie się z kimś, kto generalnie jest bardzo źle postrzegany przez społeczeństwo, zupełnie nie leży w interesie Załużnego – tłumaczy nasz rozmówca.
Nie oznacza to, że Załużny porzucił swoje polityczne ambicje. Wręcz przeciwnie.
Generał w ogniu nieformalnej kampanii wyborczej
Publicznie ambasador Załużny konsekwentnie podkreśla, że dopóki trwa wojna, polityką zajmować się nie chce. – Nie może oficjalnie żadnych ambicji formułować, bo jest dyplomatą. To nie znaczy, że nie ma przyszłości politycznej. Jest dużo pogłosek o tym, że na rozmowy do Załużnego wybierał się nie tylko Jermak. Różni politycy, nie tylko ukraińscy, wszyscy chcą go urobić i mieć po swojej stronie. Jego popularność jest solą w oku Bankowej – wskazuje dr Olchowski.
Przy ulicy Bankowej w Kijowie mieści się siedziba prezydenta Ukrainy. – Biuro prezydenta nie przepada za Załużnym – mówi dalej Olchowski i zaznacza, że właśnie dlatego generał trafił do Londynu.
Dopytujemy, czy ze względu na swoją popularność generał jest traktowany przez otoczenie prezydenta jako polityczne zagrożenie dla samego Zełenskiego?
– Tak, choć oficjalnie nie ma żadnej wypowiedzi, w której ktokolwiek z otoczenia prezydenta Zełenskiego mówi o Załużnym jako o konkurencie politycznym i związanych z tym obawami. Absolutnie nikt się do tego nie przyzna – podkreśla rozmówca Interii.
Mimo to w ostatnich tygodniach informacje dotyczące Załużnego przypominają kampanię wyborczą. Na kilka dni przed wybuchem afery korupcyjnej biuro ambasadora poinformowało, że do jego zespołu dołącza generał Mychajło Zabrodski. Wtedy ukraiński bloger i aktywista Wołodymyr Zołkin opublikował swoją analizę, z której wynika, że Zabrodski miałby pokierować polityczną kampanią Załużnego. Biuro Załużnego zaprzeczyło, podkreślając po raz kolejny, że nie ma mowy o polityce w czasie wojny. Jednocześnie na kilku popularnych ukraińskich kontach w Telegramie pojawiły się niepotwierdzone informacje, jakoby Zabrodski miał posiadać rosyjski paszport.
Różni politycy, nie tylko ukraińscy, wszyscy chcą go urobić i mieć po swojej stronie. Jego popularność jest solą w oku Bankowej
– To kampania wyborcza, choć to pewnie nie jest precyzyjne określenie. Nie ma terminu wyborów i nie może być oficjalnej kampanii. Natomiast jest ogromna walka polityczna i moim zdaniem to idzie niestety w złym kierunku. Wszystkie te konta na Telegramie związane z biurem prezydenta nie tylko konsekwentnie atakują Załużnego i jego otoczenie. Robią wszystko, by biuro prezydenta zachowało swoje wpływy. Kiedy wybuchła afera Enerhoatomu, właśnie te kanały rzuciły się nie na skorumpowanych polityków, tylko na instytucje antykorupcyjne. Zaczęły je krytykować, używając tego samego co zwykle argumentu, że to działanie na rzecz Rosji i zdrada – wskazuje dr Olchowski.
Nowi liderzy ukraińskiej polityki
Problem dla przeciwników generała jest tym większy, że pojawia się on jako poważny gracz polityczny nie tylko w świadomości Ukraińców, ale również w oczach zachodniej opinii publicznej. W tym tygodniu ukraiński historyk Jarosław Hrycak udzielił wywiadu włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”, gdzie wskazał trzy osoby, które „w przyszłości mogłyby poprowadzić kraj”.
Wymienił szefa wywiadu wojskowego Kyryło Budanowa, lidera skrajnie prawicowego ruchu Korpus Narodowy oraz byłego dowódcę pułku „Azow” Andrija Biłeckiego oraz właśnie ambasadora Załużnego.
Ze wszystkich wymienionych osób, Załużny ma najwyższe notowania społeczne. Jednak jego powrót do Ukrainy i wejście na polityczną scenę wcale nie musi być takie proste. Oporu może się spodziewać między innymi wśród wojskowych.
Ukraiński żołnierz: W okopach o politykach mówi się źle
O zarzutach wobec generała rozmawiamy z Vladem, żołnierzem Sił Operacji Specjalnych ZSU. Nasz rozmówca poprosił, by nie podawać jego dokładnego przydziału.
– Oczywiście, jak w każdej dużej grupie społecznej, tak i w wojsku są pewne podziały, ale z moich doświadczeń wynika, że większość wspomina go negatywnie. Oczywiście, jest szanowany za pierwsze miesiące wojny, kiedy udało się uratować kraj przed upadkiem. Tego nikt mu nie zapomina, ale żołnierze pamiętają też, że w trakcie działań wojennych Załużny pisał swój doktorat. To daje podejrzenia, że nie był w pełni zaangażowany w to, co robi. Czas, który poświęcał na pisanie pracy naukowej mógł przeznaczać na wojsko – tłumaczy Vlad.
Załużny ma wysokie poparcie wśród cywilów. (…) Potężny, wykształcony, obyty w świecie, niezaangażowany w polityczne machlojki, bez układów z oligarchami – tak go się przedstawia i to działa na społeczeństwo
– To jeden z elementów, który się wybija, gdy rozmawiam ze współbraćmi na froncie. Inna kwestia to jego podejście do auto PR-u. Każdy, kto obserwował przekaz medialny w pierwszych latach wojny, widział, że Załużny lubi funkcjonować w tym „świecie” i dobrze się w nim czuje. W normalnych warunkach to nie jest zarzut, ale w przypadku wojny, toczącej się ludzkiej tragedii, ten obraz uśmiechniętego, rozgadanego dowódcy, mógł kłuć w oczy część żołnierzy – mówi dalej wojskowy.
Vlad zaznacza też, że mimo roli ambasadora, Załużny już jest utożsamiany z polityką.
– Oczywiście, nie mamy 100 proc. pewności, czy Załużny faktycznie chce pełnić ważne funkcje państwowe, ale jego wyjazd z kraju na placówkę dyplomatyczną w Wielkiej Brytanii, późniejsze plotki o odmawianiu powrotu, wywiady, których udziela mediom i wystąpienia na konferencjach, wszystko to wskazuje, że może mieć wysokie ambicje polityczne, a nie muszę chyba nikogo przekonywać, że w okopach o politykach mówi się raczej źle, niż dobrze – podkreśla żołnierz.
Vlad krytycznie patrzy również na sondaże, w których Załużny dostaje wysokie poparcie.
– Sprawa jest prosta. Te rankingi zaufania, które publikuje się w mediach, są pozbawione głosu większości żołnierzy. Nie ma możliwości zrobienia dobrej jakości badań w kraju, w którym toczy się pełnoskalowa wojna – zaznacza.
– Załużny ma wysokie poparcie wśród cywilów, bo ci opierają się na jego medialnym opisie. Na obrazie, który stworzyły wokół niego kanały telewizyjne czy portale internetowe, a tam Załużny jest narodowym bohaterem, należy do intelektualnej elity, która w najtrudniejszych chwilach podejmowała skuteczne działania. Potężny, wykształcony, obyty w świecie, niezaangażowany w polityczne machlojki, bez układów z oligarchami – tak go się przedstawia i to działa na społeczeństwo – mówi rozmówca Interii.
Zmiana władzy? Polityczne konsekwencje afery korupcyjnej
Dr Olchowski wskazuje, że problem ze zbadaniem i ustaleniem rzeczywistych preferencji wojskowych jest jeszcze szerszy. – Weterani to nie jest jakaś zwarta siła polityczna, która ma spójne poglądy na wszystko, w tym na politykę i przyszłość Ukrainy – zaznacza.
W takim razie pytamy wprost: czy Walerij Załużny będzie miał szansę zastąpić Wołodymyra Zełenskiego?
– Powiem tak, są badania i to oczywiście nie rankingi dla polityków, bo nie można ich robić w czasie stanu wojennego, ale ukraińskie ośrodki badawcze obchodzą je tak, że badają poziom zaufania dla konkretnych osób publicznych. I przy okazji pytają, na kogo byś głosował, gdyby były wybory. Takie badania sprzed kilku miesięcy pokazują, że nikt nie wygrałby w pierwszej turze. Do drugiej weszliby Załużny i Zełenski i tam już Załużny wygrywa w cuglach – mówi nam dr Olchowski.
We wrześniu w rozmowie z serwisem Axios Zełenski zasugerował, że nie zamierza ubiegać się o prezydenturę po zakończeniu wojny. Nie jest jednak jasne, w jakich warunkach i kiedy miałyby się odbyć wybory prezydenckie. Tymczasem Zełenski traci też poparcie w związku z sprawą Enerhoatomu, w którą zamieszani są jego bliscy współpracownicy.
To największą od wybuchu wojny afera korupcyjna. Dr Olchowski przyznaje, że sprawa dała pole do manewru rosyjskiej propagandzie. Choć Kreml nie komentuje szeroko politycznej awantury w Ukrainie, to – jak podkreśla nasz rozmówca – „rosyjska machina dezinformacyjno-propagandowa w sieci działa na pełnych obrotach”.
Ukraina jest silna swoim społeczeństwem, nie elitami. Ukraińskie elity to zawsze było dno, nadal jest i tutaj akurat nic nie zmieniło
Tym samym w internecie dominuje narracja o skorumpowanej Ukrainie, co służy narracji Moskwy. – Problem w tym, że to nie jest takie czarno-białe. Skorumpowane są elity, dokładnie te same od 30 lat. To oczywiście nie są ciągle ci sami ludzie, ale mają taką samą mentalność. To zderza się z postawą i oczekiwaniami ogromnej części ukraińskiego społeczeństwa. Ukraina jest silna swoim społeczeństwem, nie elitami. Ukraińskie elity to zawsze było dno, nadal jest i tutaj akurat nic nie zmieniło – mówi nasz rozmówca.
– Przypomnijmy sobie Majdan. Zaczęło się od tego, że elity – wówczas związane z Janukowyczem – robiły, co chciały. Ludzie wyszli na ulice. Wszystko, co ma sens na Ukrainie, jest oddolne. Dlatego największym zaufaniem społecznym od lat cieszą się po pierwsze siły zbrojne, po drugie organizacje społeczne i wolontariusze oraz cały sektor pozarządowy. Politykom Ukraińcy nigdy nie ufali, nie ufają i wcale im się nie dziwię – podkreśla w rozmowie z Interią dr Jakub Olchowski.i sa
Jakub Krzywiecki, Marcin Jan Orłowski
-
„Polityczne gierki” w Ukrainie. Wrócił temat generała Załużnego
-
Sensacyjne doniesienia z Ukrainy. Czołowy generał na podsłuchu

