Szczegóły historii, która wydarzyła się w maju, opisuje serwis TVN24 Warszawa. Dziennikarze powołują się na świadków, zdobyte zdjęcia oraz dane z teleinformatycznego systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.
Według ustaleń serwisu, potwierdzonych przez śródmiejską policję, 13 maja przed godz. 16 w siedzibie pogotowia przy ul. Poznańskiej pojawili się mundurowi. Służby otrzymały od anonimowego rozmówcy zgłoszenie, że dwaj pracownicy wskazanej placówki mogą być nietrzeźwi.
Zgłoszenie o nietrzeźwych pracownikach pogotowia. Interwencja policji
Patrol – jak podaje serwis – chciał zbadać trzeźwość dyżurującego kierownika Zespołu Ratownictwa Medycznego i dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans w Warszawie.
– Funkcjonariusze na miejscu nie zastali osób wskazanych w zgłoszeniu. Z poczynionych ustaleń wynikało, że osoby te opuściły budynek przed przyjazdem policjantów – przekazał w rozmowie z TVN24 Warszawa Jakub Pacyniak ze śródmiejskiej policji.
Według świadków, na których powołuje się serwis, szef ratowników był na dyżurze, gdy patrol policji wjechał na dziedziniec pogotowia. Nie ma informacji z kolei, czy dyrektor Meditransu również był wówczas w budynku.
Do policjantów miała wyjść jedna z ratowniczek, która przekazała funkcjonariuszom, że wskazane w zgłoszeniu osoby skończyły pracę i wyszły z budynku.
Policjanci sporządzili więc notatkę i odjechali.
Zamieniony strój?
Pół godziny później zespół otrzymał wezwanie do pacjenta, a zgłoszenie – według danych teleinformatycznych, do których dotarł serwis – zostało zatwierdzone z profilu kierownika, który rzekomo miał już zakończyć dyżur.
Jeden ze świadków przekazał, że w związku z obawą, że kierownik zostanie zatrzymany przez policję, kiedy wyjdzie z budynku, jego strój (z naszywką z imieniem i nazwiskiem oraz funkcją) założył inny pracownik.
Z danych teleinformatycznych, do których dotarł TVN24 wynika, że ratownik ten wyjechał do pacjenta zalogowany na profilu swojego kierownika.
Dopiero po dotarciu do pacjenta w systemie pojawiło się właściwe nazwisko. Nie wiadomo, kto dokonał zmiany.
Serwis dotarł również do zdjęcia, do którego pozuje ratownik przebrany w ubranie szefa. Zespół tego dnia wyjeżdżał jeszcze do dwóch zgłoszeń, w żadnym z nich nie brał udziału kierownik.
Kierownik zaprzecza. „Nie było mnie na dyżurze”
Zapytany o sprawę kierownik w rozmowie z TVN24 wyjaśnia, że medycy z tego zespołu zmieniają się o godz. 15: „Pracuję do 14.35 jako kierownik działu do spraw ratownictwa medycznego. (…) 13 maja nie było mnie na dyżurze. Za mnie dyżurował ktoś inny i na pewno na liście obecności jest ta osoba podpisana”.
Medyk zaznaczył, że tzw. oddawanie dyżurów jest praktyką powszechną i że nie pamięta, kto tego dnia był na zmianie.
Dodał również, że o interwencji policji dowiedział się następnego dnia, ale według jego wiedzy, mundurowi szukali tylko dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans.
Mężczyzna przekazał również, że strój, w którym dyżuruje, trzyma w budynku pogotowia i zasugerował, że „ktoś mógł założyć jego bluzę”.
Powołał się również na wewnętrzną listę obecności Meditransu, według której rzeczywiście wspomnianego dnia nie było go w pracy.
Nie potrafił jednak wyjaśnić, dlaczego 13 maja po południu był zalogowany w Systemie Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego i z jego profilu potwierdzono przyjęcie dyspozycji do wyjazdu do pacjenta. – Nie jestem administratorem SWD PRM, trudno jest mi powiedzieć, dlaczego tak się zadziało, z całą pewnością mnie w pracy nie było – zapewnił.
Podziel się opinią na temat odsłuchu artykułów w portalu Interia. Kliknij, aby przejść do ankiety, otwiera się w nowym oknie


