
Jolanta Kamińska-Samolej, Interia: Władimir Putin doskonale rozumie, że w polityce nie liczą się fakty na temat przeszłości, ale tak zwana pamięć zbiorowa. Manipuluje więc historią, żeby uzasadniać swoje działania. Idzie łatwo?
Dr Bartłomiej Gajos, autor książki „Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji”: – Generalnie tak i nie chodzi wyłącznie o realia rosyjskie. Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy bombardowani treściami. Człowiek zaczyna szukać ulgi. I wtedy właśnie przychodzi putinowska propaganda z jedną słuszną wersją rzeczywistości. Putin tworzy opowieść, która z jednej strony odpowiada gustom odbiorców, z drugiej służy jego celom. Dziś ze względu na możliwości techniczne tworzenie tej opowieści jest o wiele łatwiejsze niż 100 czy 200 lat temu. Zwłaszcza, że Kreml całkowicie kontroluje tradycyjne media i wprowadzając kolejne blokady, znacząco utrudnia korzystanie ze znanych na zachodzie mediów społecznościowych czy komunikatorów.
Ilu Rosjan wierzy dziś w putinowską wersję historii, choćby na temat wojny w Ukrainie, przedstawianej jako „wyzwalanie Rosjan z ucisku okropnych nazistów”. Możemy to stwierdzić?
– Dziś największa kohorta wiekowa to osoby w wieku +40. Im ktoś starszy, tym bardziej podatny.
Badania pokazują, że te osoby czerpią informacje głownie z mediów tradycyjnych – kanałów propagandy.
– Tak, czyli są bombardowane polityką historyczną Putina. Natomiast ludzie urodzeni już po rozpadzie Związku Sowieckiego są mniej podatni na propagandę i szukają informacji, które wykraczają poza prawdę systemową. Rosyjskie państwo widzi tę pokoleniową przepaść.
I definiuje to jako problem.
– Dlatego to historia ma być pasem, który połączy te dwa pokolenia. Nieprzypadkowe, że w tym momencie – niezależnie od wybranego kierunku studiów – wprowadzano kurs historii rosyjskiej państwowości. Jednocześnie coraz bardziej ograniczany jest dostęp do globalnego internetu. Państwo zachęca też do rekonstrukcji historycznych, wprowadza zajęcia dla dzieci, które w ramach zabaw czy gier biegają z bronią. Dziś w szkołach historia ma kształtować młodego obywatela tak, by w przyszłości był on w stanie wstąpić do armii i sądził, że dokonując zbrodni – tak jak dzieje się to dziś w Ukrainie – walczy w słusznej sprawie.
Zatem obecnie walka toczy się przede wszytskim o panowanie nad umysłami młodszych pokoleń?
– Tak, badania rosyjskiej opinii publicznej, które oczywiście należy traktować z pewną rezerwą, wskazują, że młode pokolenie stawia na indywidualny rozwój i konsumpcjonizm, co stoi w sprzeczności np. z poborem do armii. Młodzi Rosjanie nie garną się, by walczyć za kraj. To dziś duże wyzwanie dla państwa. Historia jest tu zręcznym narzędziem, by ten problem rozwiązywać.
Jeśli rzeczywiście, tak jak chce Putin, zadamy sobie pytanie, czyj Krym był najpierw, albo czyj był dłużej, to zaraz może się okazać, że trzeba go oddać Turkom albo Grekom. Dochodzimy do absurdu. Rosja tworzy historyczne bajki, aby uzasadnić swój podbój.
Co jest dziś największym kłamstwem w polityce historycznej Władimira Putina?
– Patrząc z perspektywy wyłącznie politycznej, to kłamstwo, że Krym jest „Ziemią obiecaną Rosjan”, bez której rosyjska państwowość nie jest w stanie funkcjonować. Prezydent Putin nieustannie podkreśla wagę Krymu i to odbija się echem na Zachodzie. Przykładem jest Elon Musk, który jesienią 2022 roku w swojej propozycji pokojowej przekonywał, że Krym powinien pozostać przy Rosji. W tym celu używał pewnych historycznych argumentów, pochodzących wprost z rosyjskiej propagandy. Pod kątem politycznym to bardzo niebezpieczne. Uważam, że dyskusja na temat tego, czyje jakieś terytorium było pierwsze, to droga donikąd. W efekcie będzie działać wyłącznie prawo siły.
I tak właśnie działa Władimir Putin, mając za nic prawo międzynarodowe.
– Z kolei drugie wielkie kłamstwo dotyczy II wojny światowej. Rosja stara się deprecjonować, a wręcz całkowicie wymazywać lata 1939-1941 czyli okres współpracy niemiecko-sowieckiej i atak na Polskę. W ostatnim roku jest też coraz więcej prób podważania mordu polskich oficerów w Katyniu przez NKWD. Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne wydało w tym roku książkę, w której zawarto tezę, że nie ma pewności, czy NKWD popełniło tę zbrodnię.
Dlaczego kłamstwa Putina bywają powielane na Zachodzie? To jedynie wyraz ignorancji, czy kryje się za tym coś więcej?
– Ignorancja na pewno. Część obecnej administracji Trumpa niewiele wie na temat tego regionu i nie jest zainteresowana takimi „detalami”. Jest i drugie dno. W przypadku wypowiedzi Muska, była doradczyni Trumpa i znawczyni Rosji Fiona Hill, wskazywała, że zanim Musk zaproponował, by Krym pozostał rosyjski, miał rozmawiać telefonicznie z prezydentem Putinem. To wysoce prawdopodobne, bo w swej argumentacji Musk używa sformułowań wyjętych z języka rosyjskiej propagandy.
– Twierdził, że Nikita Chruszczow „popełnił błąd”, przekazując Krym w granice ówczesnej Ukraińskiej Republiki Sowieckiej. I że Krym najpierw należał do Rosji. Tego rodzaju myślenie należy kontrować.
Skontrujmy więc to „wielkie krymskie kłamstwo”.
– W rosyjskiej narracji nie mówi się o aneksji, lecz o: „zjednoczeniu i przywróceniu historycznej sprawiedliwości”. Język historyczny został użyty do unieważnienia argumentów prawa międzynarodowego i zastąpił je logiką „historycznej przynależności”. Choć do 1783 roku Rosja funkcjonowała bez Krymu, podobnie od 1954 do 2014 r. Dlatego teraz Putin sięga bardzo głęboko w przeszłość, twierdząc, że Krym to taka rosyjska Jerozolima, bo to tam miał miejsce chrzest Rusi. Tylko wówczas, Krym nie był częścią państwa rosyjskiego ale Bizancjum.
A błąd Chruszczowa, o którym mówił Musk?
– W okresie sowieckim Krym nie był szczególnie istotny, a o jego oddaniu nie decydował kaprys Chruszczowa. To była kolektywna decyzja całego kierownictwa sowieckiego. Nagle po 1991 roku Krym pojawia się w narracji jako filar rosyjskiej tożsamości. Jeśli rzeczywiście, tak jak chce Putin, zadamy sobie pytanie, czyj Krym był najpierw, albo czyj był dłużej, to zaraz może się okazać, że trzeba go oddać Turkom albo Grekom. Dochodzimy do absurdu. Rosja tworzy historyczne bajki, aby uzasadnić swój podbój.
Wskazuje pan w swojej książce, że w przypadku Rosji narracje na temat przeszłości ujawniają zamiary na przyszłość. Putin niemal wprost zdradzał swoje plany wobec Ukrainy i to na długo przed atakiem.
– Zachód i my również tego do końca nie odszyfrowaliśmy. A Putin w lipcu 2021 roku w tekście „O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców” wprost uzasadniał inwazję na Ukrainę. Kiedy Putin mówi coś o historii, to zazwyczaj media tłumaczą, gdzie jego twierdzenia nie zgadzają się z nauką historyczną, natomiast powinniśmy zadawać sobie pytanie, jaką funkcję pełnią takie wypowiedzi.
– Jeśli nie daj Boże, Rosja będzie chciała zaatakować Polskę czy inne państwa bałtyckie, to uważam, że Rosjanie sięgną po język historyczny. Będą chcieli udowadniać, że np. mój rodzinny Wolbrom znajdował się w guberni kieleckiej, która była częścią Imperium Rosyjskiego, więc warto wrócić do tych granic. Mówię to z przymrużeniem oka, ale na tego typu narracje powinniśmy zwracać uwagę.
A co pana zdaniem aktualna narracja na temat Polski mówi o rzeczywistych zamiarach Rosji wobec nas?
– Już jesteśmy w momencie, w który toczy się konflikt poniżej progu wojny. Mieliśmy incydent z dronami czy akty sabotażu. Wyraźnie obserwuję, że Rosjanie wiedząc, jak ważna dla Polaków jest historia i pamięć, niszczą pomniki ofiar terroru sowieckiego. Chcą wzbudzać w ten sposób niepokoje i dać nam do zrozumienia, że to efekt wspierania Ukrainy. Ponadto publikowane są książki jak „Krótka historia polskiej rusofobii” wydana przez Rosyjskie Towarzystwo Historyczno-Wojskowe, któremu szefuje Władimir Miediński, doradca Władimira Putina. W tej książce przedstawiono polską historię jako tysiąc lat zmagania się z Rosją, a Polaków jako tych, którzy wyssali nienawiść do Rosjan z mlekiem matki. To ma taką funkcję przygotowania Rosjan na ewentualny konflikt z Polakami. A wiadomo łatwiej popełniać zbrodnie wobec kogoś, kto nas nienawidzi.
Czyli według pana szykowanie Rosjan na ewentualny konflikt z Polską jest faktem?
– Tak, ten proces trwa i będzie trwał. Rosjanie są mentalnie gotowi na konflikt z Polską. I jest to wizja przerażająca. Choć oczywiście podkreślam, że to wcale nie oznacza, że wybuchnie wojna.
Pisze pan w swojej książce, że „na Kreml wróciły demony przeszłości”. Czego Putin obawia się najbardziej w kontekście Polski?
– Tego, że Polska stanie się jednym z krajów, którego rola będzie tak ogromna na obszarze Białorusi i Ukrainy, że oba te kraje przejdą przemiany demokratyczne i w dłuższej perspektywie będą w stanie dołączyć do Unii Europejskiej i NATO. Wtedy udowodnią Rosji, że na obszarze postsowieckiego jądra, mogą zaistnieć dobrze funkcjonujące kraje. Tego obawia się Władimir Putin, bo to by automatycznie podważało jego system rządów.
Rozmawiała Jolanta Kamińska-Samolej
-
Niemcy na „nie”. Polska być może również. Kolizyjny kurs z KE ws. Ukrainy?
-
Ważna dla Putina data, dał FSB wolną rękę. „Narracja o oblężonej twierdzy”

