Wojna na Bliskim Wschodzie. Czy Polacy mają się czego bać? Gen. Roman Polko zabrał głos – Wprost


Wybuch konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie stawia pytania o możliwości obronne Polski. A od nich niedaleko myślami do programu Security Action for Europe – inicjatywy Rady Unii Europejskiej, która w 2025 roku zdecydowała o udzielaniu pożyczek państwom członkowskim na m.in. sprzęt wojskowy (pojazdy, samoloty, amunicję, pociski czy drony), a także modernizację systemu obrony powietrznej czy przeciwrakietowej, jak również rozwój sztucznej inteligencji.


Czy Polska powinna zaciągnąć gigantyczny, opiewający na ponad 40 miliardów PLN kredyt od UE? Generał dywizji Wojska Polskiego w rozmowie z tygodnikiem „Wprost” odpowiada stanowczo: „Tak”. I nie przekonuje go argumentacja opozycji – głównie polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy przeciwni są przyjęciu ustawy (która przeszła już przez Parlament), bo obawiają się, iż na końcu pieniądze „trafią do Niemiec”.

Światowe konflikty zbrojne, UE, Polska i SAFE


– SAFE to jest konkretna rzecz do zrobienia. Myślmy sprawczo – musimy dokonać rewolucji technologicznej, musimy odbudować polski przemysł zbrojeniowy. Jest mnóstwo programów do realizacji, a budżet oczywiście musi realizować wydatki bieżące i utrzymać pozostałe obszary, które także wiążą się z bezpieczeństwem, ale i zdrowiem, edukacją itd. Już tu i teraz do budowy tego przemysłu potrzebny jest nam dodatkowy zastrzyk, czy wieloletnia pożyczka lub gwarancja finansowania – podkreślił były szef jednostki wojskowej GROM (Grupa Reagowania Operacyjno-Manewrowego).


A co, jeśli Nawrocki zawetuje ustawę? – Pozostaje pytanie: „Co w zamian?”. Widzę czy słyszę tylko jakieś takie głosy, że „na SAFE wzbogacą się Niemcy”, co oczywiście jest wyssane z palca. Za nieprzyjęciem SAFE nie ma jakiejś logicznej argumentacji. Krótko mówiąc – powinniśmy przyjąć pieniądze od UE bez zbędnej zwłoki. Nie ma pomysłu, nie ma koncepcji – jest konieczność, która wiąże się z naszym bezpieczeństwem. (…) Trzeba podpisać dokument i zrealizować zakupy. Prosi o to wojsko, proszą finansiści, proszą szefowie polskich zakładów zbrojeniowych. Poza tym przełoży się to chociażby na miejsca pracy czy na możliwości rozwoju regionalnego w Polsce – zaznaczył ekspert.


Gen. Polko wskazał, że odrzucenie ustawy przez prezydenta w perspektywie długoterminowej uniemożliwiłoby przeprowadzenie technologicznej odbudowy wojska. – Ogłoszono szereg programów, ale one nie zostały jeszcze zrealizowane, a inne dopiero się rozpoczynają. Jest przedsięwzięcie ambitne, takie jak program SAN [chodzi o zintegrowany system antydronowy – przyp. red.]. Jeżeli tego programu nie będzie, no to drony będą bezkarne latały nad polskim niebem – podkreślił.


Rozmówca „Wprost” wskazał, że Polska potrzebuje pilnie SAFE m.in. z tego powodu, że jako kraj możemy liczyć głównie na siebie. USA zaangażowały się w konflikt na Bliskim Wschodzie, co – z naszego punktu widzenia Polski, a także z punktu widzenia Ukrainy – jest groźne.

Wojna na Bliskim Wschodzie a inwazja Rosji w Ukrainie


A skoro pojawił się wątek naszego sąsiada – niektórzy sądzą, że w obecnej sytuacji islamska republika przestanie produkować Shahedy – bezzałogowce uderzeniowe, których używa Moskwa. Ekspert zwrócił uwagę, że Iran dysponuje dziś rosyjską technologią produkcji słynnych dronów. – Teheran produkuje je w pięciu dużych ośrodkach, a nawet już ich inne [ulepszone – red.] wersje – zaznaczył gen. Polko.


Przy okazji zauważył, że Rosjanie mają dzisiaj dobre stosunki dyplomatyczne nie tylko z Iranem, ale także z Izraelem. – To jest majstersztyk, trzeba przyznać. (…) Oni myślą tak: „Czyli jak tam ropa idzie w górę, to dobrze, a jak sytuacja się uspokoi, to będziemy kupować od Iranu Shahedy, bo pewnie teraz masowo je produkują, skoro nastąpiła eskalacja działań wojennych”. Z drugiej strony Rosja straciła jednak wiarygodność na Bliskim Wschodzie, bo po uwikłaniu się w wojnę w Ukrainie Iran widzi, że nic kompletnie z tego strategicznego partnerstwa [Teheranu i Jerozolimy – red.] nie wynika, bo nawet niespecjalnie słychać jakiekolwiek protesty ze strony Rosjan – poza jakimiś tam piśnięciami po ataku, który przecież jest złamaniem konwencji międzynarodowej – zauważył.


Bliskowschodnie napięcia, destabilizacja regionu Zatoki Perskiej, a także sposób działania prezydenta Donalda Trumpa, to – według naszego rozmówcy – „koncert mocarstw”. Były szef GROM-u wytłumaczył, że chodzi o koncepcję, która zakłada, iż stabilną sytuacje na świecie zapewni jedynie siła militarna, gospodarcza, a nie wartości (w tym te demokratyczne). – A świat wartości był jednak fundamentem przez dziesięciolecia.


– I chociaż reżim ajatollahów należało obalić, no to z pewnością trzeba się liczyć z kosztami, trzeba mieć wizję strategiczną, zadawać sobie pytania: „Czy przez kolejną dekapitację kolejnej ekipy da się to zrealizować?”. W moim poczuciu niestety nie jest to skuteczne działanie, a to przekonanie wynika też z pewnych doświadczeń. Czy w ten sposób udawało się zaprowadzić pokój w Iraku, w Afganistanie czy też w Syrii? Otóż te działania – tylko i wyłącznie zbrojne, bez koncepcji budowania pokoju – okazały się w tamtym obszarze nieskuteczne i to też powoduje, że to zaufanie – nawet opozycjonistów irańskich – do Stanów Zjednoczonych jest dość ograniczone – wskazał nasz rozmówca.

Czy Polacy powinni się bać?


W sobotę (28 lutego) część Polaków zareagowała silnym lękiem na wieść o kolejnej wojnie, która – choć toczy się w odległości kilku tysięcy kilometrów od ojczyzny – to jednak ma wpływ na ich codzienne życie. Ceny ropy poszybowały w górę, co widoczne było już na porannym otwarciu giełdy w poniedziałek (2 marca). Niektórzy zaczęli robić zapasy – w tym celu nakupili kanistrów na benzynę i udali się z nimi na pobliskie stacje benzynowe.


– Tylko pytanie, ile tego paliwa będą w stanie ze sobą zabrać i magazynować – to jest jedna rzecz, a druga – no nie chciałbym, żeby w każdym bloku gromadzona była nagle benzyna, bo można tylko sprowadzić na siebie nieszczęście. Pamiętajmy, że jednak Stany Zjednoczone mają strategiczne rezerwy – jednak jest możliwość regulacji tego rynku paliwowego. Nie ma co popadać w panikę, choć cena ropy będzie droższa, to jednak nie wiem, czy większa niż w okresach zwyżkowych sprzed kilku lat. Raczej po takim kursie, który nie usprawiedliwiałby dokonywania gromadzenia jakichś rezerw wojennych na prywatny użytek.


– Każda panika szkodzi. Nawet pamiętam jak na początku tej agresji Rosji na Ukrainę te wszystkie takie wypowiedzi, choćby jednego z ministrów, które powodowały szturm na stacje benzynowe, na bankomaty, a później to się rozchodziło po kościach. Uważam, że największy problem, jaki możemy wygenerować – jeżeli chodzi o kwestie bezpieczeństwa, odnośnie takiego normalnego funkcjonowania – to my sami sobie, poprzez różnego rodzaju paniczne zachowania, które – jak strona rosyjska dostrzeże, a mocna jest w tym obszarze wojny informacyjnej – to będzie tę taką narrację starała się jak najbardziej rozpowszechniać – wyjaśnił gen. Polko.


Po co? – Po to, żeby rzeczywiście ten cel wojny buntowniczej [chodzi o generowanie konfliktu i późniejsze eskalowanie go – red.] zrealizować, bo te działania hybrydowe przeciwko Polsce przecież wciąż są prowadzone – przypomniał.

O co tak naprawdę chodzi Trumpowi i Netanjahu?


W co tak właściwie gra przywódca USA i premier Izraela? – Tak naprawdę to Trump [poprzez atak na Iran – red.] odwrócił uwagę od afery Jeffrey’a Epsteina, a Benjamin Netanjahu od afery korupcyjnej. To, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, służy głównie Izraelowi. To jest takie przycinanie trawy, krótko mówiąc – stwierdził gen. Polko.


Jak zauważył, mało prawdopodobnym jest, aby udało się obalić islamski reżim w Iranie, a ten cel wskazywany był jako najistotniejszy, gdy mowa o całej operacji Waszyngtonu i Jerozolimy. – Nie widać szans na to, żeby tam jakieś mniej lub bardziej demokratyczne rządy zapanowały w Iranie. Jedyną szansę upatruję w tym, że pozbycie się wszystkich tych liderów – ta bardzo precyzyjna, świetna akcja służb specjalnych, które zlikwidowały kilkudziesięciu przywódców irańskich, spowoduje, że następcy być może zaczną się zastanawiać, czy opłaca im się podstawiać głowę pod topór. Ich poprzednicy dzierżyli władzę tylko przez pół roku. Wcześniejsza ekipa też została zlikwidowana. Być może zastanowią się i uznają, że warto znaleźć jakiś kompromis w rozmowach chociażby z Amerykanami. Może zechcą odpuścić nawet te wewnętrzne restrykcje – po to, aby móc normalnie – czy w miarę normalnie – funkcjonować.


– I tak myśli pewnie także prezydent Trump, wykazując gotowość do rozmów. I tutaj rzeczywiście ocena przywódcy USA, że może w ciągu czterech tygodni strony usiądą do stołu negocjacyjnego, jest możliwa do realizacji. Natomiast to nie oznacza to, że tam zapanuje nagle pokój po dziesięcioleciach, bo niestety tam problem jest wybitnie złożony nawet w samym Iranie, gdzie nie ma jednolitej opozycji – podkreślił ekspert.

Udział
Exit mobile version