
-
Wojna USA i Izraela z Iranem. Gdzie prowadzą negocjacje pokojowe?
-
Ekspert krytycznie o działaniach Donalda Trumpa. „Nie ma żadnej strategii”
-
Izrael strzela sobie w stopę? „W tej chwili wszystko się zmienia”
Donald Trump we wtorek ogłosił w rozmowie z AP, że istnieje szansa na podpisanie porozumienia z Iranem w ciągu „dwóch, trzech dni”. Podkreślał, że USA są „bardzo blisko zawarcia bardzo dobrej umowy”.
Szkopuł w tym, że to nie jest pierwszy taki komunikat. Ze strony USA było ich już wiele. Wspomnieć można tu choćby wypowiedź Marco Rubio. – Myślę, że w ciągu najbliższych kilku godzin świat może otrzymać dobre wieści – mówił 24 maja szef amerykańskiej dyplomacji. Przełomu nie było.
Tymczasem pomiędzy USA a Iranem dochodzi do kolejnych starć w cieśninie Ormuz i Zatoce Perskiej. Do czynienia mamy z eskalacją.
W ostatni weekend do wymiany ognia dołączył też Izrael, który posłał na wroga nowe salwy rakiet. Teheran nie pozostał dłużny. Z kolei w nocy z wtorku na środę (czasu polskiego) Amerykanie i Irańczycy zadawali sobie kolejne ciosy – USA przeprowadziły serię uderzeń wymierzonych w irańskie systemy obrony przeciwlotniczej, a przeciwnik wystrzelił pociski balistyczne i drony w kierunku baz wojskowych USA.
Wojna USA i Izraela z Iranem. Gdzie prowadzą negocjacje pokojowe?
Co czeka nas zatem na Bliskim Wschodzie? Ile potrwają negocjacje, czy w ogóle gdzieś prowadzą i jaki będzie ich efekt?
Zdaniem dr. hab. Macieja Milczanowskiego, prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego, byłego żołnierza, a obecnie eksperta wojskowego, sytuacja jest skomplikowana, bo „to jest gra, w której jedna strona nie rozumie zasad„.
– Donald Trump, moim zdaniem, zupełnie nie rozumie kontekstów bliskowschodnich. Co więcej, one go nie interesują. Próbuje rozgrywać Iran tak samo jak państwa zachodnie, europejskie, wykorzystując media społecznościowe, strasząc użyciem siły, żądając uległości i podporządkowania się jego potędze – ocenia nasz rozmówca.
– Trump używa mediów jako amunicji. Uważa, że to są odpowiednie dźwignie, które przynoszą mu zwycięstwa negocjacyjne. Teraz robi to samo, ale Iran działa w inny sposób – wskazuje błędy prezydenta USA prof. Milczanowski, podkreślając, że Teheran to „zupełnie inna kultura, inny rodzaj władzy, inne społeczeństwo”. – Zresztą z Europą, Kanadą i tak dalej… też to już nie działa – zauważa.
Prof. Milczanowski opisuje, że Trump działa jak zwykle, ale efektów nie ma, co przekłada się na frustrację przywódcy USA. Zwraca też uwagę na zręczność Izraela w całej sytuacji, który widzi, jaki jest prezydent Stanów Zjednoczonych, i w jakie tony uderzać, by zyskać jego przychylność i wsparcie w określonych działaniach. Także tych najcięższego kalibru.
– Trump mówi rzeczy, które uważa, że przyniosą mu natychmiastowe efekty, a gdy to się nie dzieje, wylewa swoją frustrację w mediach. Nie rozumie, dlaczego tak jest. Potem wraca znów do straszenia, bo tylko taki język rozumie – analizuje komunikaty amerykańskiego przywódcy prof. Milczanowski.
– Albo po prostu mówi, że swoje cele osiągnął, tyle że jest to wbrew faktom, co za chwilę potwierdza, wracając do żądań i pogróżek. Z kolei Izrael pod rządami Binjamina Netanjahu doskonale rozumie te konteksty. To jest zupełnie inna historia. I właśnie tego nieświadomego Trumpa w takiej rozmowie jeden na jeden premier Izraela świetnie rozgrywa. Mógł manipulować prezydenta USA wizją rozwiązania konfliktów na Bliskim Wschodzie (wskazując na Iran jako jedyny problem dla ładu regionalnego), co dla Trumpa byłoby ogromnym osiągnięciem – opisuje działania Tel Awiwu nasz rozmówca.
Ekspert krytycznie o działaniach Donalda Trumpa. „Nie ma żadnej strategii”
Były żołnierz ocenia, że Trump działa w taki sposób, by budować poparcie w swoim elektoracie, ale „większość świata widzi w tej administracji chaos„. – Tam nie ma żadnej strategii – dosadnie ocenia ekspert, ale wskazuje, że prezydent USA widzi w swoich ruchach głęboki sens.
– Tymczasem Trump myśli, że jedną metodą załatwia wszystko, że tą swoją „pałką militarną” – hard power, zyskuje i poparcie Amerykanów, i uznanie na arenie międzynarodowej, a jednocześnie Iran się go boi. Zdaniem niemal wszystkich analityków grubo się jednak myli – podsumowuje dla Interii prof. Maciej Milczanowski.
Nieskuteczność USA i wielokrotnie wydawane sprzeczne komunikaty, jak i sama nieprzewidywalność Trumpa sprawiają, że przyszłość na Bliskim Wschodzie pozostaje niepewna, a w opinii prof. Milczanowskiego taka sytuacja nie wróży nic dobrego.
– Prowadzi to do bardzo złych scenariuszy. Chaos na Bliskim Wschodzie rośnie, jest chwila uspokojenia, ale może to pójść w różne strony. Tracą jednak głównie USA. Amerykanie już dawno nie mają twarzy. Całkowicie upadł ich wizerunek, za USA upada wizerunek całego Zachodu – wylicza straty ekspert.
Izrael strzela sobie w stopę? „W tej chwili wszystko się zmienia”
Prócz tego wojna na Bliskim Wschodzie, według prof. Milczanowskiego, sprawia, że w coraz gorszej pozycji znajduje się też Tel Awiw. – Docelowo traci też Izrael, bo jego relacje z sąsiadami były już naprawdę przyzwoite. W tej chwili wszystko się zmienia. Ta wojownicza postawa Tel Awiwu, próba podporzadkowania sobie wszystkich na Bliskim Wschodzie, musi budować sprzeciw też rosnących przecież w siłę państw regionu – zauważa prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego.
– Izrael de facto zmniejsza swoje bezpieczeństwo, zwiększa ryzyka, a nie buduje stabilizację – stwierdza wprost Maciej Milczanowski.
Finalnie do jakiegoś porozumienia na Bliskim Wschodzie dojdzie, ale nie będzie korzystne dla USA – wynika z oceny rozmówcy Interii, który zwraca uwagę na ogromne koszty i straty w bardzo drogim sprzęcie.
Co więcej, z poczynionej analizy wynika, że to Amerykanie będą stroną, która we wszystkich wymiarach straci najwięcej, a do żadnego przełomu i tak nie dojdzie.
– To porozumienie najprawdopodobniej cofnie sytuację do lat sprzed wojny. Iran nie stracił żadnych możliwości, czego chciały USA. Sam Trump przyznawał, że Iran ma potencjał militarny i do blokowania cieśniny Ormuz, i do dalszej walki.
-
„Bądź ostrożny, bo zostaniesz sam”. Trump wściekły na Netanjahu
-
Trump o eskalacji na Bliskim Wschodzie. „Ignorancja lub głupota”

