
-
Eksperci rozważają, czy wojna w Iranie może doprowadzić do kryzysu humanitarnego i napływu uchodźców do Europy, w tym do Polski.
-
Według Michała Bruszewskiego Rosja może próbować wykorzystać sytuację w Iranie do kolejnych hybrydowych działań przeciwko Polsce, głównie z udziałem afgańskich uchodźców.
-
Marcin Krzyżanowski uważa, że masowa migracja z Iranu jest mało prawdopodobna, dopóki irańskie struktury państwowe pozostają stabilne.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
28 lutego Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły inwazję powietrzną na Iran. Choć władze obydwu krajów w oficjalnych przekazach zapewniały, że wojna zakończy się błyskawicznym sukcesem, to jej końca obecnie nie widać.
Iran pomimo ciągłych ataków jest w stanie odpowiadać m.in. uszkadzając infrastrukturę krytyczną sąsiednich krajów, które współpracują z Amerykanami.
Nie ma jednak wątpliwości, że przedłużająca się wojna oznaczać będzie dla Teheranu głęboki kryzys gospodarczy, a co za tym idzie także potencjalne miliony obywateli, którzy nie będą w stanie zapewnić sobie minimum do przeżycia. Konflikty zbrojne niemal zawsze oznaczały tysiące, a czasem wręcz miliony uchodźców, którzy wyruszają w świat w poszukiwaniu nowego, bezpiecznego miejsca.
Rosyjskie zainteresowanie wojną w Iranie. „Pomocna dłoń” dla Teheranu
Jesień 2021 roku. Na granicy polsko-białoruskiej od strony naszego wschodniego sąsiada zaczynają pojawiać się tysiące osób z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. Wśród nich są m.in. Syryjczycy, Afgańczycy i Irakijczycy. Napór na granicę jest na tyle silny, że na pomoc straży granicznej ruszają kolejne służby.
Nagrania i zdjęcia z zamieszek trafiają do światowych mediów, a Moskwa i Mińsk budują narrację o łamaniu przez Polskę praw człowieka. Za wszelką cenę starano się przekonać opinię publiczną, że to uchodźcy wojenni. Po czasie wiemy, że rosyjsko-białoruska operacja hybrydowa nosiła pseudonim „Śluza”.
Czy zatem w związku z wojną w Iranie możemy spodziewać się „Śluzy 2.0”? Zdaniem Michała Bruszewskiego, reportera wojennego Defence24, na Kremlu rozważane są różne scenariusze wykorzystania sytuacji, podanie „pomocnej dłoni” Teheranowi i wzmożeniu hybrydowych ataków na Polskę. Jednak to nie Irańczycy będą odgrywać w tym przypadku główną rolę.
– W Iranie jest obecnie 700 tysięcy uchodźców z Afganistanu i bardzo łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której Iran będzie wypychał ich ze swojego kraju. Pytanie: w jakim kierunku? Wiemy, że Iran jest sojusznikiem Rosji, ten sojusz jest cały czas utrzymywany – stwierdza.
– Irańczycy ich nie chcą, dlatego, że służby izraelskie za drobne pieniądze werbowały tych afgańskich uchodźców, którzy żyją na marginesie społecznym. Łatwo sobie wyobrazić, że Iran, zwłaszcza po wojnie, czyli w fazie szpiegomanii, gdzie wszędzie będzie widział agentów Mosadu, będzie chciał tego rodzaju ludzi wypchnąć, żeby ich użyć do tego rodzaju działań. Uważam, że to ryzyko trzeba brać na poważnie – dodaje.
„Eurokalifat”. Rosyjscy muzułmanie w służbie Kremla
Michał Bruszewski zwraca uwagę na rosyjskich muzułmanów. Ich ostatnie działania mogą zostać wykorzystane w propagandowym przekazie skierowanym na kraje Bliskiego Wschodu, który będzie zachęcał do migracji.
– Poruszam to w swojej książce „Eurokalifat. Dżihad, gangi i islamizacja Europy”. Najbardziej zislamizowanym krajem Europy jest Rosja. Dopiero co mieliśmy manifestację muzułmanów w Moskwie związaną z ramadanem. I prawa jest taka, że te obrazki mogą być przedstawiane muzułmanom w Azji Centralnej czy z Bliskiego Wschodu, że mogą i powinni przyjeżdżać do Rosji. A tak naprawdę zostaną wykorzystani, bardzo cyniczne, przez Kreml – przekonuje, wskazując nie tylko na granicę polsko-białoruską, ale także ukraiński front.
Nowy kryzys migracyjny? Były dyplomata tonuje nastroje
Inny punkt widzenia na potencjalny poważny kryzys humanitarny i konsekwencji ogromną falę migracji ma Marcin Krzyżanowski. Wykładowca akademicki, były dyplomata m.in. konsul RP w Kabulu twierdzi, że taki scenariusz jest możliwy, ale wyłącznie, jeśli konflikt będzie trwał bardzo długo i przybierał na sile.
– Póki co kryzys humanitarny jest tylko groźbą na przyszłość. We wszystkich zaangażowanych krajach, z Iranem włącznie, sytuacja humanitarna jest pod kontrolą. W Iranie, który jest siłą rzeczy szczególnie mocno dotknięty działaniami wojennymi, nie ma póki co żadnych objawów załamania się struktur państwowych, czy jakiegoś większego kryzysu polityczno-gospodarczego. Jak na warunki wojenne Iran trzyma się całkiem dobrze – zauważa ekspert.
– Masowa migracja, masowe pojawienie się dużej liczby uchodźców wojennych zmierzających w stronę Europy jest mało prawdopodobne, dopóki irańskie struktury państwowe funkcjonują. A mogą funkcjonować również w czasie dużo poważniejszego kryzysu. Więc przynajmniej w tej kwestii, czyli uchodźców, jestem ostrożnym optymistą – dodaje.
Jednocześnie zaznacza, że i tak powinniśmy być gotowi na czarny scenariusz.
Irańskie społeczeństwo odporniejsze na propagandę „cudownego Zachodu”
Ekspert zwraca również uwagę na inny profil potencjalnego uchodźcy, który mógłby miałby pojawić się w Europie. W trakcie kryzysu z 2015 roku w drogę wyruszyły osoby, które wierzyły w narrację o „cudownym Zachodzie” dającym zarobić ogromne pieniądze dla każdego, a często nawet dostatnie życie bez wykonywania żadnej pracy.
W przypadku Iranu, jak przekonuje Marcin Krzyżanowski, społeczeństwo jest „bardziej ustabilizowane”. W tej sytuacji trudno byłoby rosyjskiej propagandzie przekonać dużą część społeczeństwa do wyjazdu do Europy.
– Oczywiście zdarzają się zawoalowane reklamy, czy też ogłoszenia przemytników w social mediach. Ale z z takiego państwowego, centralistycznego punktu widzenia nie ma, póki co, o tym mowy. Tutaj duży wpływ na sytuację ma postawa rządu Republiki Islamskiej, który cały czas podkreśla, że sytuacja jest pod kontrolą, a wojna ostatecznie zakończy się zwycięstwem Iranu. Stąd też wszelkie nawoływanie do emigracji jest przez irańskie władze postrzegane jako wezwanie do dezercji i, łagodnie mówiąc, niemile widziane – twierdzi.
Według eksperta, w przypadku Irańczyków, Kreml nie ma obecnie możliwości ich wykorzystania w taki sposób, jak zrobił to przy operacji „Śluza”.
– To nie ta skala i jednak nie ten poziom życia. Póki co kryzys irański, nawet jeśli uwzględnić kryzys gospodarczy sprzed wojny, to wciąż ta sytuacja nie jest aż tak zła, żeby dojść do tego poziomu desperacji, do którego doszli swego czasu Syryjczycy czy Irakijczycy – podsumowuje Krzyżanowski.

