
-
Lucy Harrison, 23-letnia Brytyjka, zginęła od strzału z pistoletu należącego do jej ojca po kłótni na temat Donalda Trumpa.
-
W USA ojciec nie usłyszał zarzutów, ponieważ ława przysięgłych odmówiła ich postawienia mimo podejrzeń o morderstwo.
-
Po roku od tragedii brytyjski koroner uznał, że mężczyzna ponosi odpowiedzialność za śmierć córki i nie miał doświadczenia z bronią.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Po zakończeniu dwudniowej rozprawy w sądzie w Cheshire Devonish koroner stwierdził, że 23-letnia Brytyjka Lucy Harrison została zamordowana przez ojca poprzez strzał w klatkę piersiową z półautomatycznego pistoletu – podał „The Guardian”.
Do zbrodni doszło 10 stycznia 2025 roku w Prosper, niedaleko Dallas, kilka dni przed zaprzysiężeniem Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Wielka ława przysięgłych w hrabstwie Collin (USA) odmówiła postawienia zarzutów mężczyźnie. Choć brytyjski wymiar sprawiedliwości wini go za morderstwo, przebywający na terenie USA Brytyjczyk nie został pociągnięty do odpowiedzialności.
USA. Kłótnia o Donalda Trumpa zakończona tragedią
W toku śledztwa ustalono, że 10 stycznia 2025 roku 23-latka spotkała się ze swoim ojcem w jego domu w Teksasie i rozmawiała na temat powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu.
Ówczesny partner kobiety zeznał, że Lucy zapytała ojca: – Jak byś się czuł, gdybym była tą dziewczyną w takiej sytuacji i została ofiarą napaści seksualnej?
W odpowiedzi mężczyzna stwierdził, że nie byłby zdenerwowany, ponieważ w domu ma jeszcze dwie córki – młodsze siostry Lucy Harrison.
Nie ustalono, na jaki temat dokładnie rozmawiali. Z kontekstu wynika jednak, że chodziło o bagatelizowanie przez Donalda Trumpa przypadków wykorzystywania seksualnego kobiet.
Ojciec i córka sprzeczali się, poszło o Trumpa. Kobieta zginęła od strzału
Według partnera 23-latki podejrzany mężczyzna wieczorem tego samego dnia zaprowadził córkę do jednego z pokoi i zamknął drzwi. Pół godziny później rozległ się huk. Jak się później okazało, to właśnie w tym pomieszczeniu ojciec Lucy trzymał swoją broń.
Mężczyzna został początkowo zatrzymany z podejrzeniem zabójstwa córki, jednak wytłumaczył się legalnością posiadania pistoletu do obrony. Zeznał, że broń wystrzeliła przypadkowo w momencie, w którym pokazywał ją 23-latce.
„Gdy podniosłem broń, by jej pokazać, nagle usłyszałem głośny huk. Nie rozumiałem, co się stało. Lucy natychmiast upadła” – podkreślił w oświadczeniu przekazanym brytyjskiemu koronerowi. Ojciec ofiary nie stawił się na rozprawę w Cheshire.
Pokłóciła się z ojcem o Trumpa. Później rozległ się huk broni
Koroner Jacqueline Devonish w wydanym orzeczeniu stwierdziła, że wszelkie dowody wskazują na winę mężczyzny, choć jednocześnie uznała jego tłumaczenie, iż nie wiedział o naładowaniu pistoletu.
Jak dodała, ojciec zmarłej 23-latki był alkoholikiem. Przyznał się, że w dniu, w którym zginęła jego córka, po raz pierwszy od dłuższego czasu sięgnął po butelkę z winem.
„Jego działania doprowadziły do śmierci własnej córki i można mieć nadzieję, że dziś, patrząc na to trzeźwo, dostrzega już, jak ogromne zagrożenie stanowił dla jej życia w sytuacji, gdy nie miał żadnego doświadczenia z bronią, nie przeszedł żadnego szkolenia i nigdy wcześniej z niej nie strzelał” – cytuje oświadczenie pani koroner „The Guardian”.
Źródła: „The Guardian”, BBC

