
Marta Kurzyńska, Interia: Spędził pan w Budapeszcie ostatnie godziny przed ogłoszeniem wyników wyborów. Jakie nastroje panowały?
Dariusz Joński, europoseł Koalicji Obywatelskiej: – Ci ludzie po 16 latach smuty, inwigilacji, zastraszenia, ogromnej korupcji, wpływów rosyjskich zastanawiali się, jak z nimi rozmawialiśmy, czy w jakikolwiek sposób w tym kraju jeszcze uda się wybrać rząd, który spowoduje, że Węgry będą w pełni wolne i demokratyczne.
– Wiele osób w to nie wierzyło, bo wie, jak wygląda system, on został zabetonowany, ordynacja tak skonstruowana, żeby wygrywał Orban. Sama kampania była nierówna. W mediach był pokazywany tylko Orban, nigdy nie był zaproszony lider opozycji. Na billboardach mógł być tylko Orban, a jeśli pojawiał się lider opozycji to tylko w złym kontekście. Dodatkowo doszło ogromne zaangażowanie rosyjskich służb specjalnych i Waszyngtonu.
Dużo mówiło się o tym, że te wybory mogą być sfałszowane. A jednak opozycja wygrała. Może, jak mówi PiS, demonizujecie Viktora Orbana?
– Ja byłem tam na zaproszenie mniejszości polskiej na Węgrzech i nawet te osoby, które się z nami spotkały, prosiły, żeby nie publikować zdjęć, gdyż boją się o siebie i swoje rodziny. To pokazuje, jaka tam panuje atmosfera. Wiele osób opowiadało nam, jak skręcane są wyniki wyborcze poza dużymi miastami.
– Na terenach wiejskich osoby, które oddają głos, muszą zrobić zdjęcie karty, by udowodnić, że zagłosowały na Viktora Orbana. A jak nie pokażą zdjęcia, to są szantażowane, że ktoś z rodziny, bądź oni sami, bezpowrotnie stracą pracę. Niezależnie czy ktoś jest lekarzem, czy urzędnikiem, czy pracuje w gminie, czy w bibliotece, w szkole. Bywa, że są przekupywani workiem ziemniaków albo wprost pieniędzmi. Są nawet przywożeni na głosowania autokarami oklejonymi nazwą partii Fidesz.
Orban uszył ordynację wyborczą pod siebie. To co z jego punktu widzenia poszło nie tak?
– Ordynacja została tak zmieniona, że oczywiście mandaty z dużych miast, takich jak Budapeszt, który ma prawie 2 miliony wyborców, w dużej mierze zostały przerzucone na te miejsca, gdzie Orban miał największe poparcie, żeby mu jeszcze zwiększyć szansę na sukces. I żeby tego było mało, istnieje system, że osoba, która wchodzi do lokalu wyborczego i odbiera kartę, może powiedzieć, że się pomyliła i dostaje drugą kartę. Wszystko po to, żeby z tą pierwszą kartą mogła wyjść przed lokal i pokazać funkcjonariuszowi partii Fidesz, jak zagłosowała. To się w głowie nie mieści, jak to wszystko wyglądało.
A jednak Orban przegrał. Co spowodowało tę zmianę i skłoniło ludzi do, jak rozumiem, ryzyka?
– Wszyscy ci ludzie głosujący na opozycję ryzykowali. Skłoniła ich do tego – po pierwsze – wszechogarniająca korupcja. Rodzina Orbana jest ogromnie bogata. Parę dni przed wyborami pokazano zdjęcia jego posiadłości, która jest zapisana na ojca, bo on sam w oświadczeniu majątkowym nie wskazuje żadnego majątku, za wyjątkiem małego mieszkania. Ale internauci węgierscy pokazali ogromny pałac za kilkadziesiąt milionów euro wraz z miejscami parkingowymi, wielkim parkiem, nawet mini ZOO, które jest na tym terenie.
I Węgrzy poczuli dysonans?
– Kiedy Węgrzy wchodzili do Unii Europejskiej, byli bogatsi od Polski. A dzisiaj Węgrzy są biedniejsi niż Rumunii. Najniższe wynagrodzenie w Rumunii jest o 100 dolarów wyższe niż na Węgrzech. To pokazuje, do czego doprowadził rząd Orbana po tych 16 latach.
A jaką rolę odegrał kurs Orbana na Wschód? Węgierska ulica miała tego dość?
– Ludzie zobaczyli całkowite uzależnienie od Rosji i chodzenie na pasku Putina. Nagrania, które zostały opublikowane.
To, że wyciekły, też dużo mówi.
– To pokazuje, jak dziurawe są służby specjalne na Węgrzech. Już nawet w służbach specjalnych mieli dość Orbana i dlatego one się pojawiły. Pokazały wprost, że minister spraw zagranicznych wychodził ze szczytu Rady Europejskiej, brał za telefon, dzwonił na Kreml i mówił, co się działo. Opublikowano też rozmowy Orbana z Putinem.
Ale też Orban teraz to zupełnie inny Orban niż ten sprzed 16 lat.
– Kiedy Orban pierwszy raz wygrywał wybory miał takie hasło – „Ruscy do domu”. Chodziło o to, żeby się wynieśli z Węgier, żeby pozamykać rosyjskie bazy i on tym wygrał wybory. A teraz to opozycja krzyczała do niego – „Ruscy do domu” i najlepiej Orban też. Hasło Petera Magyara – „Teraz albo nigdy”, nawiązywało do wiosny ludów z 1848 roku. Przy czym to hasło miało jedną zmianę. „Nigdy” zostało skreślone. Wszyscy wiedzieli, że teraz jest ostatni moment. Stąd ta przeogromna frekwencja.
Przebudzony elektorat buntu wygrał te wybory?
– Wszystko było przeciwko Magyarowi. Ordynacja, ogromna kasa, służby specjalne, Trump, Putin, Nawrocki, ale on wygrał ludźmi. Węgrzy wyszli i powiedzieli „dość”. My chcemy, żeby Węgry zostały w Europie, żeby to nie było państwo korupcji, złodziejstwa i chcemy dać tak silny mandat, żeby Peter Magyar wraz ze swoim nowym rządem mógł zmieniać konstytucję tak, jak to robił kiedyś Orban. Dlatego dali mu większość konstytucyjną, czego na pewno nie spodziewał nikt od Orbana.
Ten wynik chyba zaskoczył nie tylko Orbana?
– To ogromne, pozytywne zaskoczenie. Od mieszkańców, którzy bali się nawet rozmawiać, po tym, jak widzieliśmy wyłącznie billboardy Orbana szkalujące oczywiście Petera Magyara, wiedzieliśmy, że służby rosyjskie tam pracują, jak J.D. Vance przyjechał na dwa dni przed wyborami i mówił, jak dobry jest Orban, wszyscy mówili, że zwycięstwo nawet jednym głosem będzie wielkim zwycięstwem. Nikt nie spodziewał się, że to będzie większość konstytucyjna, bo przy tak stworzonej ordynacji to było prawie niemożliwe. Orban stworzył pod siebie tę ordynację, a on wpadł w sidła, które sam zastawił na Petera Magyara.
To zwycięstwo byłoby możliwe, gdyby nie wojna w Ukrainie i proputinowskie zapędy Orbana?
– Ludzie powiedzieli, że mają dość tego, że w ich sprawy miesza się Ameryka, Rosja, że przyjeżdżają różni politycy i próbują decydować za Węgry. Węgrzy powiedzieli my już raz wyrzucaliśmy Ruskich i to wszystko spowodowało jeszcze większą motywację, żeby pójść na wybory.
Można wskazać moment, w którym nastąpiło przełamanie?
– Ludzie, z którymi rozmawiałem, mówią, że to był czerwiec zeszłego roku. Pierwszy protest, na który przyszło kilkaset tysięcy ludzi. Oni wtedy nagle zobaczyli, że są jednak osoby, które chcą walczyć o ten kraj, że Orban nie będzie rządził wiecznie.
Jak się zmienią Węgry za Magyara?
– To będzie w pełni europejski kraj. Magyar będzie chciał wykorzystać poblokowane dotąd środki europejskie. Rozpoczną się inwestycje i skończy kradzież pieniędzy przez Orbana.
– Game over, koniec wielkiej ucieczki. Politycy PiS-u twierdzą, że Peter Magyar nie będzie miał teraz do tego głowy, będzie miał inne sprawy. Otóż nie. On powiedział, że pierwszą decyzją będzie odesłanie ich do Polski, więc to już jest koniec. Zapowiedział, że dokładnie to samo spotka tych wszystkich, którzy na Węgrzech kradli pieniądze.
Ale przejęcie władzy trochę potrwa, a Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski podobno mają już plan „B”.
– Te plany już się kończą, nie da się uciec od wymiaru sprawiedliwości. Nie ma już dziupli w Europie, gdzie mogą się schować i nikt nie chce chować uciekinierów. Nie ma drugiego takiego kraju.
Pojawiają się nieoficjalne informacje, że może znajdą azyl w USA.
– Ja myślę, że po tym, co się wydarzyło, najpierw w Kanadzie, a teraz na Węgrzech, zarówno Donald Trump jak i J.D. Vance, muszą przemyśleć swoją politykę i strategię, bo ona zadziałała dokładnie odwrotnie do zamierzonego celu. Wsparcie wiceprezydenta i prezydenta Stanów Zjednoczonych w żaden sposób nie pomogło Orbanowi wygrać wyborów. Nikt nie akceptuje tego, żeby ludzi, którym grożą wysokie wyroki, przytrzymywać w swoim kraju. Po ogłoszeniu już tych oficjalnych wyników, słyszałem na węgierskiej ulicy, że teraz mają się pakować ludzie Orbana, służby rosyjskie i Romanowski, i Ziobro.
Sprawa Ziobry i Romanowskiego ekscytuje Węgrów?
– Absolutnie. Jest tu o nich bardzo głośno, tym bardziej, że pan Ziobro z panem Romanowskim zaangażowali się w kampanię Viktora Orbana. I to zostało zauważone. Dla pana Marcina Romanowskiego stworzono specjalnie Instytut Wolności, który był finansowany, bo już za chwilę nie będzie z pieniędzy rządowych. Pan Marcin Romanowski został nawet dopuszczony do możliwości głosowania na Węgrzech. Tylko musiał się pojawić w ambasadzie. Nie zrobił tego, bo gdyby się pojawił, to najprawdopodobniej zostałby zatrzymany. Czyli Węgrzy żyją tym tematem podobnie jak my. To kolejna kropla, która przelała czarę goryczy.
Prezydent Nawrocki zrobił błąd, że spotkał się z Orbanem. Teraz trudniej mu będzie ułożyć relacje z nową władzą?
– Karol Nawrocki przegrał dokładnie tak samo jak Putin i Orban. Są dokładnie w tym samym rzędzie.
To nie zbyt mocne porównanie?
– Ale już teraz widać, że urzędnicy prezydenta próbują się wybielać, łagodzą ton i za chwilę pewnie będziemy słuchali także polityków PiS-u, którzy będą mówić, że już nie znają Orbana, ale wśród przegranych mamy całą trójkę. Putina, Orbana i Nawrockiego.
Rozmawiała Marta Kurzyńska
-
Lider Tiszy ogłosił zwycięstwo i wspomniał o Polsce. „W imię przyjaźni”
-
Orban przyznał się do porażki w wyborach. „Wyniki są dla nas bolesne”

