
-
Ostatnie sondaże na Węgrzech wskazują przewagę Pétera Magyara nad Fideszem, przy równoczesnym braku możliwości uzyskania większości konstytucyjnej przez którąkolwiek ze stron.
-
Fidesz skupia swoją kampanię na haśle „Biztos választás”, akcentując stabilność i bezpieczeństwo oraz przestrzegając przed potencjalnym chaosem po ewentualnej zmianie władzy.
-
Partia TISZA przedstawia nowych, niedoświadczonych kandydatów, a jej lider Magyar prowadzi działania w terenie i wykorzystuje w kampanii cybernetyczny trolling względem Fideszu.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rzecz dotyczy tego, że przez lata wielokrotnie prawicowa koalicja nowelizowała ordynację w taki sposób, by gwarantować sobie zwycięstwo nawet w sytuacji, w której poparcie spada. Tak było w wyborach w 2014 i 2018 r. Te w 2022 r. odbywały się sześć tygodni po początku rosyjskiej agresji na Ukrainę, a więc w warunkach szczególnych. Fidesz wówczas absolutnie zdeklasował przeciwników.
Sondaże jasno pokazują, że żadna ze stron nie uzyska większości konstytucyjnej, tj. 133 mandatów na 199 możliwych do uzyskania. Rzecz w tym, że do nowelizacji tysięcy ustaw dotyczących różnych sfer funkcjonowania państwa wymagana jest właśnie większość konstytucyjna. Węgrom grozi prawniczy impas o skali, która nie śniła się także twórcom tego systemu – a więc parlamentarzystom Fideszu.
Trudno wierzyć, że porozumienie między partią Fidesz i TISZA jest możliwe, stąd spodziewać się można burzliwych zwrotów akcji z graniem przez Fidesz na przedterminowe wybory włącznie.
Fidesz ostrzega: Zobaczcie, co dzieje się w Polsce
W ostatnich dniach odbyła się wielka konwencja Fideszu. W wypełnionej po brzegi sali ogłoszono hasło partii – „Biztos választás”, co z języka węgierskiego można tłumaczyć w dwojaki sposób – jako „pewny” lub „bezpieczny” wybór.
W kontekście polityki Fidesz obydwa terminy wydają się zasadne. Z jednej strony głos na Fidesz ma być głosem „pewnym”, gdzie wyraz ten jest traktowany jako synonim stabilności i przewidywalności. Odnosi się on do snutej przez Fidesz opowieści o tym, że jeśli władzę przejmie opozycja, to państwo pogrąży się w chaosie. Wzorcem tego „chaosu” ma być sytuacja w Polsce.
Od jesieni 2023 r. wielokrotnie, przy okazji wszelkich sporów obecnej parlamentarnej większości w Polsce (określanej mianem „tęczowej koalicji”), pisano o tym, że zmiana władzy prowadzi państwo ku moralnej i legislacyjnej degrengoladzie. Jej oczywistym przedstawicielem na Węgrzech jest Péter Magyar.
Fidesz pisze historię na nowo
Ale jest też drugie znaczenie hasła Fideszu – „bezpieczny”. Tu przekaz jest podobnie klarowny, a retoryką powraca bezpośrednio do 2022 r.:
„Chcesz pokoju – głosuj na Fidesz”
Każda konwencja Orbána odbywa się pod hasłem „Powiedz 'nie’ wojnie”. Widownia trzyma tablice z tym hasłem (okraszone węgierskimi barwami narodowymi). Premier na spotkaniach z wyborcami rozprawia na temat konieczności „trzymania się od wojny z daleka”. W domyśle, rzecz jasna, zwycięstwo TISZA w wyborach będzie jednoznaczne z wysłaniem do Ukrainy węgierskich wojsk i ściągnięcia wojny na Węgry. Chociaż stanowisko TISZY i Fideszu w sprawie Ukrainy co do zasady nie różni się, środowisko rządzącej koalicji oparło cały przekaz na czynieniu z TISZY partii prowojennej.
W czasie wiecu w Miszkolcu w ostatnią niedzielę Orbán wrócił do opowieści, którą od dłuższego czasu karmi Węgrów. Zgodnie z nią Węgry zostały przymuszone do wzięcia w dwóch wojnach światowych, a także poniosły ogromne straty. W tej opowieści nie ma miejsca za odpowiedzialność Węgier za krzywdy, które wyrządziły uczestnicząc w tych wojnach dwukrotnie po stronie sprawców. Premier stwierdził, że w pierwszej wojnie światowej zginęło 650 tys. Węgrów, w drugiej (wliczając społeczność żydowską), zginąć miało 800-900 tys. osób. Tu także nie było miejsca na refleksję dotyczącą odpowiedzialności Węgier.
Te duże liczby, Orbán do strat dodawał kolejne historyczne wydarzenia, mające przekonać Węgrów, by głosować na jedyną partię gwarantującą im pokój. Dobre kontakty z prezydentami USA i Rosji – wedle retoryki rządzących – mają być tu asem w rękawie.
Pierwsze nazwiska w „gabinecie cieni”
Péter Magyar również nie zwalnia tempa. Acz zawiesił na kilkanaście dni kampanię, a wszystko w związku z trudną sytuacją meteorologiczną. Zamiast za partyjne afisze, kandydaci TISZY w wyborach:
-
ruszyli w teren z łopatami,
-
pomagali także osobom starszym napalić w piecach,
-
czy dostarczali drewno na opał.
Chociaż formalnie kampania była zawieszona, to nikt nie miał wątpliwości, że trwa w najlepsze.
Magyar jeździ po kraju i na filmach zamieszczanych w mediach społecznościowych przedstawia kolejnych kandydatów TISZA na posłów. W przypadku tej partii praktycznie nie ma osób posiadających doświadczenie w polityce. Oznacza to, bez względu na rezultat wyborów, kilkadziesiąt procent parlamentarzystów stanowić będą całkowicie nowe twarze.
W międzyczasie Magyar przedstawił także kandydata na ministra gospodarki, jest nim István Kapitány. To menedżer, który blisko cztery dekady pracował dla koncernu Shell. Przez 10 lat był jego wiceprezesem globalnym (do kwietnia 2024). Przez pięć lat pełnił funkcję prezesa Krajowego Stowarzyszenia Menedżerów na Węgrzech. Potencjalny nowy minister deklaruje przede wszystkim walkę z korupcją.
A to nie koniec politycznych rewelacji – w najbliższych dniach lider TISZA ma zaprezentować także kandydata na ministra spraw zagranicznych.
Opozycja ma swoich agentów?
Wielokrotnie w mediach pojawiały się domysły, że TISZA ma w Fideszu „swoich ludzi”. Magyar udowodnił to, uruchamiając stronę internetową, w nazwie której użył hasła Fideszu. Co ciekawe, nie została ona zakupiona przez rządzących. Na stronie biztosvalasztas.hu obserwator znajdzie bardzo prostą stronę wymierzoną w Fidesz, która wytyka patologię władzy. TISZA musiała wcześniej dostać cynk i wykupić domenę.
Od strony politycznej strategii niedopatrzenie Fideszu jest absolutnie spektakularne, tym bardziej, ze za kampanię odpowiada jeden z najbliższych współpracowników Viktora Orbána, Balázs Orbán, szef jego gabinetu politycznego. Oficjalnie rządzący całkowicie zignorowali temat. Co jeszcze zabawniejsze, Magyar zaproponował Fideszowi odkup domeny za równowartość 5 mld forintów, to jest 54,5 mln zł.
Wybory na Węgrzech 2026. Tort podzieli dwóch
Dlaczego nie piszę o innych partiach? Gdyż według sondaży najprawdopodobniej do parlamentu dostaną się dwie partie. Na progu balansują liberalna Koalicja Demokratyczna i skrajnie prawicowa Nasza Ojczyzna (Mi Hazánk).
Z politycznej rywalizacji wycofują się natomiast partie marginalne, które jednak zazwyczaj w nich startowały (LMP czy Ruch Rozwiązanie), a także start zapowiadały – jak były lider Jobbiku Gábor Vona stojący dzisiaj na czele partii Drugiej Ery Reform.
Jak poinformował po sobotnim kongresie partii, ufa demokratycznej większości i kandydatom TISZA, również ekspertom, jednak nie ufa Péterowi Magyarowi. Jednakże wpływ Vony na polityczną rzeczywistość pozostaje marginalny od 2018 r., kiedy to poniósł spektakularną porażkę wyborczą.

