
Na pierwszy rzut oka Budapeszt wydaje się trwać w swoim codziennym rytmie – ludzie spacerują jego ulicami z wózkami czy psami, zasiadają w kawiarniach i podróżują regularnie kursującymi tramwajami. Poza najbardziej reprezentatywnymi punktami miasta rozgrywa się jednak kluczowe w historii kraju głosowanie. Główni rywale w niedzielnych wyborach parlamentarnych określili je decydującymi o przyszłości kraju, a burmistrz stolicy Gergely Karacsony porównał ich wagę do decyzji o przystąpieniu Węgier do UE.
Kolejki przed lokalami w Budapeszcie
Miasto nadal wypełniają plakaty wyborcze – zarówno kandydatów, jak i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który zajął centralną rolę w przedwyborczej kampanii obozu premiera Viktora Orbana. Wolontariusze ustawiają się w skwerach i parkach, by namawiać do głosowania na swoje ugrupowania. Na Węgrzech nie obowiązuje cisza wyborcza, jednak zabronione jest agitowanie w odległości mniejszej niż 150 metrów od lokalu wyborczego.
Lokale, często zlokalizowane w szkołach i budynkach użyteczności publicznej w bocznych uliczkach, przyjmują tłumy, formujące w niektórych miejscach kilkudziesięciometrowe kolejki.
Wyborcy TISZY: nie chcemy już żyć w kraju rządzonym przez Orbana
– Chcemy zmiany, dlatego bardziej niż głosować „za” Tiszą, zagłosowaliśmy „przeciw” Orbanowi – przyznała zgodnie grupa 30-latków podczas wychodzenia z lokalu. Rozmówcy PAP dodali, że ich zdaniem tym właśnie kieruje się dziś większość Węgrów. – TISZA i Peter Magyar nie zrobili niczego, co zniechęciłoby nas do oddania na nich głosu. Nie jest też tak, że jesteśmy ich wielkimi zwolennikami. Po prostu nie chcemy już żyć w kraju rządzonym przez Orbana – podkreślili.
Zapytani, czy planują udać się na organizowany przez Tiszę wieczór wyborczy, powiedzieli, że wyników będą oczekiwać w gronie przyjaciół. – Jeśli wygra opozycja, w co szczerze wierzymy, pójdziemy na imprezę przed parlamentem, gdzie przyjdą tysiące świętujących osób – zapowiedzieli.
Zwolennik Fideszu: zwycięskiego składu się nie zmienia
40-letni Csongor stwierdził z kolei, że „zwycięskiego składu się nie zmienia”, zapowiadając oddanie głosu na kandydata Fideszu premiera Orbana. – Węgry przez ostatnich kilkanaście lat bardzo się zmieniły; zmieniły na lepsze. Dlaczego miałbym głosować przeciwko komuś, kto za to odpowiada – tłumaczył. Zapytany przez PAP, czy przemawiają do niego ostrzeżenia przed ryzykiem wciągnięcia Węgier w wojnę po przegranej Orbana, odpowiedział, że „specjalnie w to nie wierzy”. – Wierzę jednak, że wojna w Ukrainie nie jest naszą wojną i popieram rządowe stanowisko w tej sprawie. Rosja jest największą siłą w naszym regionie i mądrzy politycy nie antagonizują takich mocarstw – dodał.
Rozmówca PAP przyznał, że najbardziej przemawia do niego program prawicowej Mi Hazank, dlatego planuje oddać jeden głos na to ugrupowanie, a drugi – na Fidesz.
Jak wygląda głosowanie na Węgrzech
Głosujący w kraju wyborcy oddają jeden głos na kandydata w okręgu jednomandatowym, a drugi na listę partyjną lub narodowościową w przypadku osób należących do jednej z zarejestrowanych na Węgrzech mniejszości.
Zgromadzenie Narodowe (Orszaggyules), czyli jednoizbowy parlament Węgier, liczy 199 deputowanych, z których 106 jest wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych, a pozostałych 93 – z krajowych list partyjnych. W każdym okręgu wygrywa kandydat, który zdobędzie najwięcej głosów, nawet jeśli nie uzyska większości.
Wyniki po godz. 20, wieczory wyborcze w Budapeszcie
Liczenie głosów rozpocznie się natychmiast po zamknięciu lokali o godz. 19, dlatego wstępne wyniki – wraz ze wskazaniem odsetka przeliczonych głosów – powinny zostać opublikowane ok. godz. 20. Obaj główni rywale będą oczekiwać wyników w Budapeszcie. Orban i jego Fidesz zorganizują wieczór wyborczy w kompleksie Balna nad Dunajem, a Magyar i członkowie Tiszy – na Placu Batthyanyego, położonym naprzeciwko siedziby węgierskiego parlamentu.
Z Budapesztu Jakub Bawołek (PAP)
Węgierski politolog: Opozycja wygra wybory, sztab Orbána stracił kontakt z rzeczywistością. Michał Kokot (Wyborcza.pl) rozmawia z Andrasem Biro-Nagym, dyrektorem instytutu Policy Solutions, think tanku z siedzibą w Budapeszcie.
Redagowała Kamila Cieślik

