Poniedziałek, kilkanaście godzin po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów. Do sztabów Moniki Piątkowskiej i Łukasza Gibały zgłaszają się kolejni przedstawiciele mediów i krakowskich środowisk z propozycją przeprowadzenia debaty przed drugą turą. Wpływa blisko 20 propozycji.
Tego samego dnia Piątkowska wychodzi na konferencję prasową i zapowiada, że będzie teraz stawiać przede wszystkim na bezpośrednie rozmowy z Gibałą.
– Jeszcze nie jestem w stanie przekazać, ile tych debat będzie, kiedy się one odbędą i w jakich mediach, ale w ciągu najbliższych dni ustalimy to z mediami i ze sztabem kontrkandydata – mówiła.
– Powinniśmy pokazać mieszkańcom miasta, jakie mamy propozycje. W czym się zgadzamy, w czym się nie zgadzamy – dodawała.
Jeden ze sztabowców Piątkowskiej w rozmowie z Interią mówi wprost: – To przecież oczywiste, że nam na tym zależy. Przecież to nasza kandydatka w tej parze jest tym goniącym.
Wybory w Krakowie. Gibała przejmuje inicjatywę
Z ustaleń Interii wynika, że to jednak Łukasz Gibała i jego ludzie w pewnym momencie przejęli inicjatywę w sprawie debaty. W poniedziałek kontaktowali się ze sztabem Piątkowskiej i proponowali przeprowadzenie trzech debat.
Pierwszą miałyby poprowadzić telewizje, drugą lokalny portal LoveKraków.pl i Kanał Zero, a trzecia miałaby odbyć się w „Super Expressie” i być transmitowana w internecie.
Ludzie Gibały przekonują, że nie są w stanie skorzystać ze wszystkich zaproszeń, a ich propozycja ma być pewnym kompromisem.
Ludzie Piątkowskiej uważają natomiast, że w debacie powinna wziąć udział jak najszersza grupa mediów i nie można promować bądź wykluczać tylko niektórych.
Odpowiedź ze sztabu Piątkowskiej przychodzi szybko. Kością niezgody są dwa podmioty: Kanał Zero i „Super Express”.
Sztab Gibały miał usłyszeć, że stronnicy kandydatki popieranej przez Koalicję Obywatelską i PSL uznają Kanał Zero za medium nieobiektywne i otwarcie sprzyjające Karolowi Nawrockiemu.
O czerwonym świetle dla „Super Expressu” – jak słyszymy w sztabie Gibały – miał przesądzić osobisty uraz Piątkowskiej.
Podczas debaty organizowanej przez tę redakcję przed pierwszą turą doszło do emocjonalnej wymiany zdań.
Aleksandra Owca (kandydatka partii Razem) pytała Piątkowską, czy po ewentualnym zwycięstwie nadal zamierza obsadzać spółki miejskie partyjnymi kolegami. Polityczka KO uznała całą sytuację za „dętą aferę”, a w odpowiedzi Owca postawiła obok niej mały stołek, symbol „epidemii kolesiostwa”.
Piątkowska uznała, że postawienie rekwizytu było złamaniem zasad debaty i do dziś ma żal do prowadzącego starcie Marka Balawajdra za brak odpowiedniej reakcji.
Debata w telewizji, spór o stacje
Sztabowcy Piątkowskiej ostatecznie zgodzili się na jedną debatę telewizyjną, którą miałby zorganizować Polsat, TVN24 i TVP.
W odpowiedzi ludzie Gibały uznali, że nie można dyskryminować „prawicowych wyborców” i chcieli, aby do przeprowadzenia debaty dołączyły „wszystkie posiadające koncesję telewizje informacyjne”. W praktyce chodziło o dołączenie m.in. telewizji Republika.
Szczegóły wyborczego starcia miały uzgodnić między sobą same telewizje, a negocjacje trwały cały wtorek. Nie przyniosły jednak żadnego rozstrzygnięcia.
We wtorek po południu poinformowaliśmy w Interii, że nie będzie debaty, otwiera się w nowym oknie przed drugą turą wyborów. Taką informację nieoficjalnie otrzymaliśmy od sztabowców Gibały.
Debata o debacie w mediach społecznościowych
W środę o poranku nasze ustalenie potwierdził sam Gibała, który zamieścił wpis w mediach społecznościowych.
„Naszym sztabom nie udało się niestety uzgodnić kwestii uczestnictwa w debatach przed drugą turą wyborów” – napisał.
„Na dziś, oprócz wystąpień medialnych, podczas których Łukasz Gibała będzie przedstawiał swój program i ofertę dla mieszkańców, nasz kandydat będzie podczas codziennych aktywności, systematycznie spotykał się z mieszkańcami Krakowa” – dodał.
Cztery godziny po pierwszej publikacji w mediach społecznościowych pojawił się kolejny komunikat.
Gibała całkowicie zmienił narrację, stwierdził, że ma problem z nawiązaniem kontaktu ze sztabem Piątkowskiej i wzywa ją do debaty, która miałaby się odbyć w czwartek (8.10) na kilka dni przed głosowaniem.
Za przygotowanie politycznego starcia miała odpowiadać TVP, a pytania mieli zadawać sobie nawzajem sami kandydaci. Rola mediów byłaby ograniczona wyłącznie do pilnowania czasu.
Sztabowiec Piątkowskiej: – Było blisko porozumienia, ale w pewnym momencie sztab Gibały opublikował oświadczenie w mediach społecznościowych. Nie tak to miało wyglądać. Dla nas ten wyskok jest niezrozumiały. Zachowanie Gibały wokół debaty oznacza, że tak naprawdę nie chce on debatować, bo boi się wpadki, która mogłaby kosztować przegraną w wyborach.
Sama Piątkowska odniosła się publicznie do wpisu Gibały i zaproponowała swoją formułę debaty.
Data pozostała ta sama, ale zamiast wzajemnego przepytywania się przez kandydatów, pytania mieliby zadawać przedstawiciele mediów, które wyraziły chęć wzięcia udziału w takiej debacie.
Gibała kontra Piątkowska. Bez porozumienia
Sztabowiec Piątkowskiej: – Gibała słabo wypada w debatach, naprawdę jest czym go trafić. Jeśli o czymś nie ma pojęcia, to się gubi.
Podobne podejście mają ludzie Gibały, którzy liczą, że Piątkowska mogłaby powiedzieć w debacie coś, „co by ją pogrążyło”.
W dodatku uważają, że może sprawiać wrażenie aroganckiej, co mogłoby pomóc kontrkandydatowi. Sztabowcom Gibały bardzo zależy na bezpośrednim zadawaniu pytań. Liczą, że być może Piątkowska w emocjach popełni błąd, powie nieprawdę i będzie można ją podać w trybie wyborczym do sądu.
Mówiąc krótko: obie strony deklarują, że chcą debaty, ale sprawa rozbija się o niuanse, a w szczególności o to, czy media będą mogły zadawać pytania kandydatom.
Do momentu publikacji tego tekstu sztaby nie osiągnęły porozumienia.
Chcesz porozmawiać z autorami? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl ; lukasz.szpyrka@firma.interia.pl


