
– Wyjaśnienia chciałem zacząć od tego, czemu składam je dopiero teraz. Po przesłuchaniu wszystkich świadków i przedstawieniu przeze mnie i przez mojego obrońcę wszystkich wątpliwości dotyczących materiału dowodowego w sprawie – wyjaśnił Sebastian M.
Oskarżony stwierdził, że „od ostatniego 2,5-roku nienawidzi go cała Polska„.
– Zresztą nie tylko mnie, ale także członków mojej rodziny. Politycy obu rządzących w tym czasie frakcji politycznych urządzali konferencje na mój temat. Deklarowali, że za wszelką cenę, osobistymi staraniami ściągną mnie do kraju oraz ogłaszali mnie publicznie winnym zarzucanego mi czynu w niewybrednych słowach – powiedział M.
Sebastian M. ocenił, że „tak jest do dziś”. – Politycy, dziennikarze, internauci nazywają mnie mordercą, domagając się dla mnie kary nawet znacznie surowszej niż ta przewidziana w kodeksie karnym za zarzucany mi czyn zabroniony – dodał.
– Nie wierzę w bezstronność i rzetelność prokuratury w wyjaśnieniu tej sprawy – zaznaczył oskarżony.
Wypadek na A1. Sebastian M.: Nie jechałem z prędkością zbliżoną do 300
Następnie Sebastian M. przeszedł do opisu samego zdarzenia. – Nie jechałem z prędkością zbliżoną do 300 kilometrów na godzinę, tego jestem pewien. Jestem pewny że do zdarzenia doszło na lewym pasie, a nie środkowym – powiedział, podkreślając, że „był jedyną trzeźwą osobą w samochodzie” dlatego, gdy tylko minął pierwszy szok, zaczął udzielać pomocy pasażerom.
– Gdy wysiadłem z auta zobaczyłem słup ognia, wziąłem gaśnicę i podałem Patrykowi (pasażer samochodu Sebastiana M.), żeby pobiegł do drugiego auta, sam zostałem przy Arku (drugi pasażer), który powoli odzyskiwał świadomość. (…) Przy drugim samochodzie widziałem dwa pojazdy, ludzie szybko się zatrzymywali i próbowali ugasić pożar, ale ogień był zbyt silny – opisywał.
M. opisywał, że obecny na miejscu zdarzenia strażak kazał jemu i pasażerom przejść za bariery autostrady, usiąść i oprzeć się o ekrany energochłonne. – Stałem, nie mogłem usiąść. Po jakimś czasie przyjechały karetki pogotowia. Sam odmówiłem pomocy – przekonywał.
Oskarżony opisywał, że po przyjeździe policji udał się na badanie trzeźwości. – Wynik był oczywiście negatywny – dodał.
Wkrótce więcej informacji.

