Jak czytamy, marsz braunistów zorganizować miały kobiety zatroskane o życie swoich mężów i synów. „Nie po to jako Polki wychowywałyśmy synów na patriotów, żeby ktoś teraz zmarnował ich życie, wysyłając ich na wojnę za interesy korporacji, które zainwestowały na Ukrainie” – alarmuje tajemnicza „Barbara z Częstochowy” na plakacie zapowiadającym wydarzenie. Równie tajemnicza „Lidia z Opola” martwi się, że „nasi synowie mają iść na wojnę, podczas gdy tamci będą wypoczywać u nas na zasiłkach”. 

Zobacz wideo
CPK – Czas Pomarzyć, Kochani [Co to będzie odc.4]

Konfederacja lamentuje, jakby polscy żołnierze już prawie byli na ukraińskiej ziemi i tam prosto do nieba czwórkami szli. Tak oczywiście nie jest. Parę faktów: Emmanuel Macron powiedział niedawno, że nie można wykluczyć, że pojawi się potrzeba zaangażowania żołnierzy w Ukrainie. Radosław Sikorski skomentował potem, że docenia tę inicjatywę, „bo chodzi o to, by to Putin się obawiał, a nie my Putina”. Ale – jak donosi Politico – nawet Francuzi, a konkretnie minister spraw zagranicznych Stéphane Séjourné, mówią w tym kontekście tylko o pomocy Ukraińcom w takich obszarach jak rozminowywanie. A co do „wypoczynku na zasiłkach”: w marcowym raporcie Deloitte czytamy, że tylko 5 proc. zasobów uchodźców pochodzi z pomocy finansowej, a 80 proc. z pracy; Ukraińcy wypracowują już ok. 1 proc. polskiego PKB.

Gdyby jednak kogoś nie przekonały wyimaginowane tragedie z żółtego plakatu, program marszu braunistów obejmował też inne atrakcje. Były modły ze sceny, chóralne śpiewy „Boże, coś Polskę” i – chyba najgorsze – apele od dzieci. Ekipa Brauna bez cienia moralnych wątpliwości, czy w ten sposób wykorzystywać dzieci, postawiła na scenie dziewczynki i chłopców (tak na oko wczesna podstawówka). Maluchy wykrzykiwały hasła o wojnie i pokoju, dorośli klaskali i krzyczeli, a potem wypuszczono gołębie. 

Ale może zostawmy te biedne dzieci. Największym gołąbkiem pokoju na marszu okazał się sam Braun. Rozbrójmy sobie po kolei pięć reprezentatywnych cytatów z pana posła.

1. „Podżegacze” kontra „realiści”

Dlaczego Polska nie może być liderem rozwiązań pokojowych? Dlaczego Polska ma być prymusem wśród podżegaczy wojennych? Wolałbym, byśmy byli prymusem wśród realistów geopolitycznych i wśród tych, którzy chcą oszczędzić światu, Polsce, Ukrainie potworności wojny.

Można by po prostu odpowiedzieć Braunowi tak, jak Radosław Sikorski odpowiedział na dziwne nawoływania papieża Franciszka, który chciał, by Ukraina poszukała w sobie gotowości do kapitulacji. „A może, dla równowagi, zachęcić Putina, aby miał odwagę wycofać swoją armię z Ukrainy? Pokój nastąpiłby od razu, bez potrzeby negocjacji”. Ale podłubmy w tym jeszcze trochę. Po pierwsze: osobą, która ma do Polski największe pretensje o wspieranie Ukrainy i przekonywanie do tego zachodnich państw („podżeganie”), jest oczywiście Władimir Putin. Po drugie: opowieść o „realizmie geopolitycznym” to też stara kremlowska śpiewka o tym, że wielka Rosja i tak pokona kogo zechce, więc trzeba się z tym pogodzić. Po trzecie: świetne jest to biadanie nad potwornościami wojny i jednocześnie milczenie o tym, kto te potworności na Polskę, Ukrainę i świat sprowadził.

2. Polacy jako winowajcy nieszczęścia

Bardzo bym nie chciał, żeby Polacy zostali nominowani na winowajców ukraińskiego nieszczęścia, na tych, którzy w ariergardzie jakiejś wielkiej armii imperiów […] torpedowali inicjatywy pokojowe

– perorował kwieciście poseł Konfederacji. Winowajcą ukraińskiego nieszczęścia nie jest – jak świetnie wiemy – żadna mgławicowa armia imperiów, tylko konkretna armia jednego państwa o imperialistycznych zapędach. Ale w opowieści Brauna Rosja nie występuje. Pasuje to jak ulał do retoryki Kremla, w której to nie Rosja jest agresorem – no gdzieżby! – tylko inne państwa same sprowadzają na siebie jakąś widmową karzącą rękę sprawiedliwości. Kara ma się należeć za pragnienie, żeby dołączyć do NATO (tę narrację rozbrajał ostatnio Dmytro Kułeba), i za wspieranie niepodległego państwa w wojnie obronnej, ale zasadniczo zawsze za robienie tego, co jest dobre dla własnej racji stanu, a nie dla Rosji.

3. Dziwny list polonusów jako głos rozsądku

Ja myślę, że jest naprawdę bardzo szerokie oczekiwanie inicjatywy pokojowej. Usłyszeliśmy to z drugiej strony globusa – głos polonii amerykańskiej to jest przecież […] apel do władz RP, by wystąpiły z inicjatywą pokojową

– tak Braun powoływał się na list, który pewna część amerykańskiej Polonii wystosowała do prezydenta Dudy i premiera Tuska w kontekście ich wizyty w USA. Autorzy sprzeciwili się w nim „głębszemu angażowaniu Polski w wojnę, której nie da się wygrać i która może ostatecznie doprowadzić do zniszczenia Polski”. Ktoś mógłby powiedzieć, że pobrzmiewa w tym groźba płynąca jakby mniej z Chicago, a bardziej z Moskwy. Zresztą nie trzeba tego kogoś długo szukać – ambasador Polski w USA, Marek Magierowski, stwierdził, że niepokoi go „treść i ton niektórych ostatnich wypowiedzi, odzwierciedlających retorykę Kremla”.

4. „Urojony egzamin”. Faktycznie – urojony

Bynajmniej nie wszyscy Polacy chcą nieustannie zdawać urojony egzamin przed jakimś urojonym gremium starszych i mądrzejszych, którzy nas wiecznie egzaminują. Z czego? No z naszych skłonności samobójczych.

To z kolei piękna próba wbicia klina między Polskę a naszych zachodnich sojuszników. „Wstań z kolan, dumny narodzie, i na złość złej Unii odmroź sobie uszy”. A co do „skłonności samobójczych” – jest oczywiste, że prawdziwym autodestrukcyjnym aktem ze strony Polski byłoby powiedzieć Ukrainie „radźcie sobie bez nas, a my poczekamy, czy Putin po zwycięstwie nie zechce zapukać do nas”.

5. Straszenie, że zejdziemy ze sceny dziejowej

Nie wszyscy Polacy chcą popełnić po raz kolejny w historii zbiorowe harakiri i na dodatek jeszcze zejść ze sceny dziejowej w odium podżegaczy wojennych. Nie. My jesteśmy za wolnością, za pokojem, za bezpieczeństwem.

Tu naprawdę mamy ciężkie działa i serio, to już tak proste, że aż wstyd analizować. Nawet dziecko rozumie, kto w wojnie Rosji z Ukrainą jest agresorem, a kto się broni. Nawet dziecko rozumie, że nikomu tak jak Rosji nie zależy na tym, by Ukraina traciła sojuszników. I nawet dziecko rozumie, że polska racja stanu to bynajmniej nie jest silna Rosja. Jeśli więc Grzegorz Braun snuje wizje, że mocne wsparcie dla Ukrainy i mobilizowanie do niego innych oznacza dla nas „zbiorowe harakiri”, a wycofanie się – bezpieczeństwo, to świadczy to tylko o tym, gdzie mogą leżeć lojalności Grzegorza Brauna.

W jednym Konfederacja Korony Polskiej ma rację. Polki i Polacy od jakiegoś czasu faktycznie boją się wojny. Ale nie jakiegoś abstrakcyjnego konfliktu, tylko tego, że Rosja na nas napadnie – tak jak napadła na Ukrainę i tak jak napadała w przeszłości na nas. Lęk dotyczy bombardowań, głodu, wywózek, gwałtów – konkretnych skojarzeń bardzo mocno utrwalonych w zbiorowej pamięci. Konfederacja Korony Polskiej postanowiła ten lęk zagospodarować w przewrotny sposób: spróbować przekonać ludzi, że ta wojna, której tak się boją, to nie wizja czołgów w Białymstoku, a wsparcie dla Ukrainy. „Niech to słoneczko nas nie łudzi. Latem 1939 r. też była piękna pogoda” – huczał z marszowej sceny poseł Konfederacji Włodzimierz Skalik. Dogodnie zapominając, że wrzesień 1939 r. był dla Polski straszny dlatego, że na nasze terytorium wjechały dwie obce armie. A nie dlatego, że wspieraliśmy sojuszników, którzy odpierali je za naszą granicą.

Udział
© 2024 Wiadomości. Wszelkie prawa zastrzeżone.