
-
Analiza zdjęć satelitarnych wykazała, że Antarktyka straciła ponad 12 tys. kilometrów kwadratowych lodu w ciągu ostatnich 30 lat.
-
W badanym okresie cofanie się linii uziemienia lodu było szczególnie widoczne na północno-wschodnim i południowo-zachodnim Półwyspie Antarktycznym, Ziemiach Wilkesa i Jerzego V we wschodniej Antarktydzie oraz w sektorach Morza Bellingshausena, Morza Amundsena i Lodowca Szelfowego Getza w zachodniej Antarktydzie.
-
Trzy czwarte Antarktydy pozostaje nienaruszone przez wpływ ciepłych wód oceanicznych, ale sytuacja może ulec pogorszeniu w przyszłości.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Opublikowane badania są bardzo niepokojące, gdyż pokazują straty w lodzie Antarktyki na większą skalę niż nam się zdawało i niż szacowano. Jak czytamy: „Trzy dekady satelitarnych badań pokazują, że około 77 proc. lodowego uziemienia Antarktydy pozostało stabilne. Cofanie się linii owego uziemienia koncentruje się na północno-wschodnim i południowo-zachodnim Półwyspie Antarktycznym, Ziemiach Wilkesa i Jerzego V we wschodniej Antarktydzie oraz w sektorach Morza Bellingshausena, Morza Amundsena i Lodowca Szelfowego Getza w zachodniej Antarktydzie i tam waha się od 10 do ponad 40 km w badanym okresie”. Jak donoszą badacze, linia lądolodu cofa się na największą skalę tam, gdzie głębokie rowy umożliwiają dostęp do ciepłych wód okołobiegunowych. Nie jest jednak jasne, czy tylko one są odpowiedzialne za ten stan rzeczy.
Od 30 lat Antarktyka jest w głębokiej defensywie
Owo uziemienie to nic innego jak granica, na której lód zakotwiczony w podłożu skalnym zaczyna unosić się na oceanie. Ona bardzo wyraźnie przesunęła się od 1992 r. Ponieważ granica ta wyznacza punkt, w którym lód lądowy zaczyna bezpośrednio przyczyniać się do wzrostu poziomu morza, jej cofanie się sygnalizuje niestabilność pokrywy lodowej i przyszłą utratę masy lodu na jeszcze większą skalę.
Mamy więc do czynienia z efektem samonapędzania się procesów topnienia lodu od strony owej granicy. Dopiero teraz jednak jesteśmy tego w pełni świadomi. Jak donosi Eric Rignot z Uniwersytetu Kalifornijskiego, który prowadził te 30-letnie analizy: „od 30 lat wiemy, że ma to ogromne znaczenie, ale po raz pierwszy udało się to kompleksowo zmapować na całej Antarktydzie w tak długim okresie.”
Do badań nad stanem lodu Antarktyki wykorzystano kanadyjskie, japońskie, włoskie, niemieckie i argentyńskie agencje kosmiczne. One dostarczyły urządzeń do śledzenia ruchów szelfów lodowych spowodowane pływami oceanicznymi. Pozwoliły dokładnie sprawdzić, jak przesuwał się lód uziemiony na brzegu Antarktyki na podłożu skalnym. Stąd wiadomo, że najtrudniejsza sytuacja jest na północno-wschodnim wybrzeżu Półwyspu Antarktycznego. Tu co najmniej kilka szelfów lodowych zapadło się, a wiele lodowców znacznie się cofnęło.
Co będzie dalej z wodami słodkimi Antarktydy?
Badania za pomocą analizy satelitarnej są niezwykle istotne, bowiem pozwalają prognozować przyszły poziom oceanów i jego podnoszenie się w związku z topnieniem Antarktyki. Z jednej strony – niepokoją, bo w wielu miejscach kontynentu doszło do stopienia się uziemionego lodu, z drugiej jednak strony – wciąż mamy trzy czwarte Antarktydy nienaruszone przez wpływ ciepłych wód oceanicznych. To jakaś mała ulga, ale w przyszłości ta równowaga może zostać naruszona i Antarktyka zacznie topnieć szybciej.
Pamiętajmy, że nie zawsze było tak, że Antarktyda była jedynie skuta lodem. W wielu okresach swej historii jej pokrywa lodowa puszczała, pojawiała się roślinność i znacznie bogatsze życie niż obecnie. Zarazem Antarktyka to dzisiaj ważny rezerwuar wody. Tutejszy lód zatrzymuje przeszło połowę całej słodkiej wody na świecie.

