
Katastrofa kolejowa w Andaluzji
Do tragedii doszło w niedzielę wieczorem 18 stycznia w miejscowości Adamuz w Andaluzji, około 200 kilometrów na północ od Malagi. W wyniku wykolejenia się jednego pociągu dużych prędkości i zderzenia z nadjeżdżającym z przeciwka składem zginęło co najmniej 39 osób. Rannych zostało ponad 120 pasażerów, z czego kilkanaście jest w stanie ciężkim. Był to najtragiczniejszy wypadek kolejowy w Hiszpanii od 2013 roku. Na pokładzie obu pociągów podróżowało łącznie około 400 osób. Ruch kolejowy na jednej z kluczowych linii łączących Madryt z Andaluzją został wstrzymany, co wpłynęło na kursowanie ponad 200 pociągów.
Opublikowane zdjęcia torów. Uwagę zwraca jeden szczegół
Hiszpańska Guardia Civil opublikowała zdjęcia z miejsca katastrofy. To właśnie one przykuły uwagę opinii publicznej i ekspertów. Na fotografiach widać wyraźny fragment torowiska, na którym brakuje odcinka szyn, a betonowe podkłady są skruszone i poważnie uszkodzone. Zdjęcia natychmiast wywołały falę komentarzy. Internauci rozważają możliwą przyczynę wykolejenia pociągu. Hiszpańskie służby podkreślają jednak, że na tym etapie jest zbyt wcześnie na jednoznaczne wnioski.
Pojawiają się spekulacje o sabotażu
Choć politycy i śledczy apelują o powściągliwość, w przestrzeni publicznej pojawiły się spekulacje dotyczące możliwego sabotażu. Zwracają na to uwagę niektórzy analitycy, wskazując na podobieństwo uszkodzeń torów do wcześniejszych aktów dywersji znanych z innych krajów, w tym Polski. „Szyna kolejowa po katastrofie w Hiszpanii. 39 ofiar. Ciekawy jestem oficjalnych ustaleń, ponieważ jej wygląd przypomina tą w Polsce po użyciu ładunków wybuchowych przez rosyjskich dywersantów, którzy potem uciekli na Białoruś” – napisał Jarosław Wolski, analityk. Na razie jednak hiszpańskie władze nie potwierdzają żadnej z tych hipotez. Śledztwo trwa, a jego celem jest dokładne ustalenie, dlaczego doszło do wykolejenia i zderzenia pociągów na nowoczesnej, niedawno zmodernizowanej linii.
Tory po remoncie za 700 mln euro
Minister transportu Hiszpanii Oscar Puente poinformował, że odcinek, na którym doszło do wypadku, był remontowany w maju 2025 roku. W modernizację zainwestowano około 700 mln euro. Trasa była prosta, a obowiązujące na niej ograniczenie prędkości wynosiło 250 km/h. Według przewoźników pociągi poruszały się znacznie wolniej – jeden z nich jechał z prędkością około 110 km/h, drugi około 200 km/h. Wstępnie wykluczono zarówno nadmierną prędkość, jak i błąd ludzki. Jeden z pociągów był poddany przeglądowi technicznemu zaledwie trzy dni przed katastrofą. Musiała to być awaria infrastruktury albo taboru – przekazał prezes Renfe. Zaznaczył, że ostateczne ustalenia należą do niezależnej komisji badającej wypadki kolejowe.
Trwa identyfikacja ofiar
Na miejscu katastrofy pracowały dziesiątki ratowników, strażaków i służb medycznych. Ze względu na trudny, górzysty teren akcja ratunkowa była wyjątkowo skomplikowana. Policja uruchomiła punkt w Kordobie, gdzie rodziny ofiar mogą przekazywać próbki DNA w celu identyfikacji zmarłych. Jak poinformowało polskie MSZ, obecnie nie ma informacji, by wśród ofiar lub rannych byli obywatele Polski. Konsulat pozostaje w stałym kontakcie z lokalnymi służbami. Dokładne przyczyny jednej z największych katastrof kolejowych w Europie ostatnich dekad mają być znane po zakończeniu pracy komisji śledczej.
Czytaj także: Dramatyczna akcja w Krakowie. Winda nagle się zerwała. W środku kobieta
Źródła:Gazeta.pl 1, Gazeta.pl 2, Reuters, Jarosław Wolski (X), Guardia Civil

