14-latka zamarzła w centrum Andrychowa. Nowe informacje

Policjanci usłyszeli zarzuty

Radio Kraków ustaliło, że prokuratura postawiła zarzuty dwóm policjantom. Dotyczą one niedopełnienia obowiązków i nieumyślnego narażenia małoletniej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Według informacji dziennikarzy śledczy miarą zamiar przedstawić zarzuty także dwóm kolejnym funkcjonariuszom. – Ojciec małoletniej zgłosił się do komisariatu, zgłaszając, że od rana nie ma kontaktu ze swoją córką. W czasie ostatniego z nią kontaktu sygnalizowała, że źle się czuje. Prokuratura zarzuca funkcjonariuszom, że nie podjęli odpowiednich w tej sytuacji czynności – poinformowała prok. Oliwia Bożek-Michalec z Prokuratury Okręgowej w Krakowie w rozmowie z Radiem Kraków. Żaden z mundurowych nie przyznał się do winy. 

14-letnia Natalia zamarzła w centrum Andrychowa

Sprawa sięga końca listopada 2023 roku, kiedy 14-letnia Natalia zmierzała na przystanek autobusowy w Andrychowie (woj. małopolskie, pow. wadowicki), aby dostać się do liceum w Kętach – informowała wówczas „Gazeta Wyborcza”. Nastolatka w pewnym momencie źle się poczuła i stanęła sto metrów przed swoim celem – w pobliżu supermarketu w centrum miasta. Stamtąd o godzinie 8:15 miała zadzwonić do swojego taty, a następnie straciła przytomność. Jak informowali dziennikarze, po ponad pięciu godzinach (około godziny 13:30) do 14-latki podszedł przechodzień, który przeniósł ją do sklepu, a później wraz z ekspedientkami próbował reanimować. Na miejsce zostało wezwane również pogotowie, które zabrało ją w stanie hipotermii do szpitala. Jej zgon nastąpił niemal dobę później z powodu ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej, do której doszło w wyniku wychłodzenia.


Zobacz wideo

Skoordynowana akcja służb. Zatrzymano mężczyzn podejrzanych o obrót znacznymi ilościami środków odurzających

Poszukiwania 14-letniej Natalii

Według ustaleń TVN24 ojciec dziewczyny szukał jej od rana. – Pierwszy kontakt męża do swojego brata był po godzinie 9. Jak już około godziny szukał dziecka – powiedziała pani Anna w TVN24. – To było dokładnie o 9:16. Zadzwonił, czy mógłbym przesłać numer do znajomego policjanta, czy może mógłby namierzyć telefon Natalki. Nie rozmawialiśmy długo. Wysłałem mu ten numer. Po 20 minutach zadzwoniłem, to mówił, że przekazał mu, że musi się udać na policję. O 9:36 powiedział, że musi jechać na posterunek – powiedział mężczyzna. Według doniesień pani Anny policjanci mieli kazali ojcu dziewczyny czekać godzinę, aż zejdzie inny funkcjonariusz. – O 12:36 ojciec dziecka dzwoni, że wychodzi z komisariatu – powiedziała kobieta. 

Więcej informacji na ten temat znajduje się w artykule: „Śmierć 14-latki z Andrychowa. Policja: Zakończono trzy postępowania dyscyplinarne”. 

Źródła: Radio Kraków, Gazeta Wyborcza

Udział