– Jest dla mnie zaskakujące, że ciągle jesteśmy na etapie wstępnych papierów. Źle to wygląda i nikt mi nie wmówi, że tego rodzaju analizy muszą trwać 3-4 lata. Jest ewidentne, że program CAMM-MR nie idzie rytmem zakładanym tych kilka lat temu, a wręcz się oddala. Z tego, co rozumiem i wiem, to kwestia głównie pieniędzy – mówi Gazeta.pl Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika „Nowa Technika Wojskowa”.
Przymiarki do koncepcji i analiz
Oficjalny stan prac nad nową rakietą poznaliśmy dzięki interpelacji posłanki Marty Stożek z Partii Razem. Złożyła ją w lipcu, odpowiedź MON opublikowano na stronach Sejmu pod koniec września. Odpowiedział sekretarz stanu w resorcie obrony Paweł Bejda, odpowiedzialny za nadzorowanie procesu modernizacji i współpracy z przemysłem zbrojeniowym:
Obecnie trwają prace nad modelem biznesowym i sposobem finansowania fazy koncepcyjno-analitycznej rakiety CAMM-MR/FCM. Za realizację tego etapu odpowiadają Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. oraz MBDA UK, a nadzór prowadzi Agencja Uzbrojenia.
Najbliższym kamieniem milowym jest podpisanie dokumentu Program Arrangement, którego termin zależy od akceptacji zaproponowanych rozwiązań biznesowych, w tym cenowych.
Oznacza to tyle, że firmy zbrojeniowe wspólnie z Agencją Uzbrojenia (odpowiada za prowadzenie zakupów uzbrojenia dla wojska) nie zaczęły jeszcze tak naprawdę konkretnych prac nad samą rakietą. Trwają wstępne ustalenia biznesowe, prawne i finansowe, mające dać fundament do zaczęcia realnego opracowywania pocisku. W tym, kto i ile ma za to zapłacić.
Ponieważ jest to stan po 4 latach od formalnego ogłoszenia zamiaru stworzenia rakiety CAMM-MR, reakcja mediów branżowych i komentatorów w sieci była emocjonalna. Zwłaszcza wobec dużego znaczenia planowanych rakiet choćby dla fregat Miecznik, bez których drastycznie stracą na potencjale bojowym. Pierwszy okręt jest już na wodzie i zaczyna wyposażanie. – Miałem nadzieję, że program ten pozwoli przełamać słabości Polski dotyczące udziału w dużych międzynarodowych projektach B+R, ale chyba zaczynam wątpić, czy cokolwiek z tego będzie – pisał między innymi Tomasz Dmitruk z „Nowej Techniki Wojskowej” i portalu „Dziennik Zbrojny”.
Na falę komentarzy zareagowała wspomniana Agencja Uzbrojenia. Wydała komunikat, w którym stwierdzono, że CAMM-MR „pozostaje w zakresie zainteresowań” wojska, ale też, że jest to „pierwszy projekt międzynarodowy o tak dużej złożoności”. Wyliczono też szereg kroków, które do tej pory zrealizowano, głównie z zakresu wstępnych ustaleń mających dać ogólną odpowiedź na to, co chcemy stworzyć, kto, za co będzie odpowiadał, kto, za co zapłaci i ile, oraz jak będzie to rozwiązane prawnie. Na koniec stwierdzono:
Podsumowując, złożone projekty, zarówno na szczeblu przemysłowym (technologicznym), jak i wojskowym, w obecnej sytuacji geopolitycznej „lubią ciszę” – a brak informacji nie świadczy o braku postępów w projekcie.
Pośpiechu nie widać
– To jest komunikat, który mógłbym równie dobrze przeczytać 3 lata temu. Reagowanie kryzysowe i gaszenie pożaru w mediach. Owszem, ładnie wypunktowane, co zrobiliśmy, ale trudno nie odnieść wrażenia, że jednak pod koniec 2026 r. powinniśmy być zdecydowanie dalej w tym procesie – komentuje Cielma.
Formalnie chęć stworzenia polsko-brytyjskiej rakiety przeciwlotniczej ogłoszono 4 października 2022 roku. Polski minister obrony Mariusz Błaszczak i jego brytyjski odpowiednik Marc Wallace podpisali wówczas memorandum dotyczące między innymi współpracy przemysłowej i rozwoju „Future Common Missile” (ang. wspólna przyszłościowa rakieta). Określono ogólnie, że ma to być rozwinięcie już istniejących rakiet krótkiego zasięgu CAMM, do osiągania średniego (50-100 km) lub dalekiego zasięgu (100 km+) zarówno z wyrzutni lądowych, jak i morskich. Z kolejnymi deklaracjami wyklarowała się nazwa CAMM-MR od „medium range” (ang. średni zasięg).
Temat ochoczo podchwyciła Polska Grupa Zbrojeniowa, która już miała dobre kontakty z brytyjskim koncernem MBDA, głównym twórcą rakiet rodziny CAMM. Razem z nim tworzy lądowy system przeciwlotniczy krótkiego zasięgu Narew. – Pamiętam, co wtedy mówiono na spotkaniach z szefostwem PGZ. Wizje były szerokie, a budżet całego programu stworzenia oraz zakupu rakiet szacowano na około 10 miliardów złotych – opisuje Cielma. Projekt miał wsparcie na najwyższych szczeblach politycznych, co wraz z falą nadzwyczajnych wydatków na zbrojenia po inwazji Rosji na Ukrainę, dawało wiarę w możliwość realizacji projektu CAMM-MR. Jego efektem byłaby prawdopodobnie najważniejsza rakieta przeciwlotnicza polskiego wojska: masowa, częściowo opracowana i produkowana w Polsce.
– W moich oczach to od początku najważniejsze przedsięwzięcie, jeśli chodzi o nasze międzynarodowe projekty badawczo-rozwojowe w sektorze obronności. CAMM-MR byłby naprawdę zaawansowanym produktem, który pozwoliłby nam wejść do zupełnie innej kategorii producentów systemów przeciwlotniczych. Potrzebujemy takich dużych i ambitnych przedsięwzięć, żeby naprawdę się rozwinąć – opisuje Cielma. Dodaje, że partnerstwo z tak dużym i poważnym graczem jak MBDA, jak i deklarowane poparcie polityczne na najwyższych szczeblach, dawało mu nadzieję na sprawną realizację projektu. Teraz owa nadzieja osłabła.
Brytyjczycy tak naprawdę umiarkowanie zainteresowani
Z tego, co mówi Cielma, oraz co usłyszeliśmy anonimowo od pracownika polskiego przemysłu zbrojeniowego, kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to jak zawsze chodzi o pieniądze. Głównie o to, kto i w jakim stopniu ma sfinansować wstępny etap prac badawczo-rozwojowych. – Aktualnie zacięte dyskusje trwają o symboliczne kwoty rzędu wartości kilku amerykańskich rakiet do systemu Patriot. Symboliczne oczywiście jak na potencjalną wartość całego programu. Do tego przejawia się tradycyjna niechęć do finansowania projektów badawczo-rozwojowych – twierdzi nasz anonimowy rozmówca. Nie oznacza to oczywiście, że pieniądze się nie znajdą. Jest jednak faktem, że przedwstępne ustalenia trwają prawie 4 lata i na nadmiar wolnych pieniędzy nikt nie narzeka, i to pomimo formalnej wysokiej rangi programu.
– Z samymi Brytyjczykami jest taki problem, że u nich w ministerstwie obrony od dawna się nie przelewa. Choć w liczbach bezwzględnych wydają dużo na wojsko, to ze względu na wysokie koszty jego utrzymania, zwłaszcza sił jądrowych, pieniędzy ciągle brakuje – opisuje Cielma. Dopiero co w czerwcu brytyjski minister obrony John Healey ostentacyjnie podał się do dymisji po konflikcie z premierem i ministerstwem finansów o wieloletnie plany budżetowe wojska. W jego ocenie siły zbrojne dostały mniej pieniędzy, niż planowano i obiecywano, w stopniu uniemożliwiającym wypełnienie ich zdań. Cielma dodaje, że po stronie brytyjskiego wojska nie ma też jasno zadeklarowanej potrzeby posiadania takiej rakiety jak CAMM-MR. Odniósł się do tego jednoznacznie Brytyjczyk Tony Osborne, dziennikarz branżowego „Aviation Week” odpowiadający za tematykę europejskiej obronności. – Podejrzewam, że częściowo wynika to z faktu, że nie wydaje się, aby po stronie brytyjskiej było aktualnie pragnienie posiadania broni tej klasy i czy są pieniądze, aby ją rozwijać – napisał w komentarzu do dyskusji polskich dziennikarzy branżowych o treści wspomnianej na początku interpelacji.
Jest więc możliwe, że Polska będzie musiała wziąć na siebie większość kosztów programu, a wkładem Brytyjczyków byłaby wiedza i doświadczenie. Wiąże się to z pytaniem, kto w takiej sytuacji miałby potem prawa do pocisku CAMM-ER i mógł na przykład zarobić na jego sprzedaży innym krajom. Takie kwestie jak najbardziej mogą być właśnie ustalane w trakcie prac opisanych w komunikacie Agencji Uzbrojenia. – Niezależnie od tego nie da się zaprzeczyć, że ten program nam na razie nie idzie sprawnie. Nawet jeśli za miesiąc ogłoszą formalny start prac, to i tak jesteśmy już 2-3 lata w plecy. To ma realny negatywny wpływ na plany budowy naszego systemu obrony przeciwlotniczej czy fregat Miecznik – mówi Cielma.








![„Ustawa przedwojenna” i rosyjski „akompaniament” Brauna [NA POCZĄTEK DNIA] „Ustawa przedwojenna” i rosyjski „akompaniament” Brauna [NA POCZĄTEK DNIA]](https://bi.im-g.pl/im/a5/86/1f/z33056421IER,Rozprawa-w-Sadzie-Okregowym-Warszawa-Praga-Poludni.jpg)




