
W skrócie
-
Leszek Miller początkowo krytykował wybór Karola Nawrockiego na prezydenta i żądał ponownego przeliczenia głosów.
-
Z czasem były premier docenił rozwój i pracę Nawrockiego, nie wykluczając poparcia dla niego w kolejnych wyborach.
-
Miller zwrócił niedawno uwagę na sceptycyzm prezydenta wobec Unii Europejskiej oraz próby rozszerzania kompetencji poza konstytucję.
Jeszcze w sierpniu, gdy Karol Nawrocki został zaprzysiężony na urząd prezydenta, Leszek Miller domagał się ponownego przeliczenia głosów. Były premier nie zjawił się zresztą na tym wydarzeniu. Po niemal trzech miesiącach od tamtego momentu Miller zmienił zdanie i pochwalił nowego prezydenta.
Zapytany w programie „Alfabet Millera” o to, czy zagłosowałby za pięć lat za kolejną kadencją Karola Nawrockiego, odpowiedział twierdząco bez chwili zawahania. – Jeżeli nie zmieni postępowania, jeżeli będzie podkreślał wagę Polski przy każdej okazji, jeżeli nie będzie powtarzał, że jesteśmy sługą Ukrainy, to tak, mogę na niego zagłosować – zapewniał Miller. Były premier dodał, że w postępowaniu Karola Nawrockiego najbardziej przeszkadza mu sceptyczny stosunek prezydenta do Unii Europejskiej.
Miller odniósł się do pierwszych tygodni prezydenckiej kampanii wyborczej. – Kiedy zaczęła się kampania i pan Nawrocki został zgłoszony jako kandydat, to miałem wrażenie, że PiS się kompletnie pomylił. Pierwsze tygodnie publicznych wystąpień Nawrockiego to był dramat – mówił.
– Jego talent rozwijał się systematycznie na naszych oczach. Czym innym jest różnica światopoglądowa, a czym innym uznanie dla człowieka, który ciężką pracą wyraźnie poprawia swoją formę – zauważył Miller.
„Nie ma wątpliwości, czym będzie prezydentura Nawrockiego”. Miller zmienia zdanie
Jeszcze niedawno, bo w połowie listopada, były premier w negatywny sposób wypowiadał się na antenie Polsat News o działaniach prezydenta i braku nominacji dla 46 sędziów.
– Dziś już nikt nie ma wątpliwości, czym będzie prezydentura pana Nawrockiego. To będzie trwały wysiłek, aby rozszerzać swoje kompetencje daleko poza konstytucję i jednoczesny wysiłek, by szkodzić rządowi – z nadzieją, że pomoże to PiS-owi wygrać wybory za dwa lata – stwierdził.
Leszek Miller ocenił wówczas, że taka postawa zmienia rolę głowy państwa. – Na naszych oczach ktoś, kto powinien pełnić funkcję arbitra, przemienia się w stronę konfrontacji – mówił. Były premier przypomniał wtedy, że jeszcze niedawno dyskutowano o tym, czy kohabitacja w ogóle będzie możliwa.













