
W skrócie
-
Kreml zaprzecza prowadzeniu konkretnych negocjacji w sprawie amerykańskiego, 28-punktowego planu pokojowego dotyczącego wojny na Ukrainie.
-
Doradca Putina określa europejskie propozycje związane z amerykańskim projektem jako całkowicie niekonstruktywne i nieakceptowalne dla Rosji.
-
Nowe europejskie propozycje zakładają m.in. większą liczebność ukraińskiej armii oraz negocjacje dotyczące spornych terytoriów.
Amerykańska propozycja dotycząca porozumienia pokojowego między Ukrainą a Rosją, została ujawniona w piątek. Zawierała 28 punktów, wśród nich m.in. ograniczenie liczebności ukraińskiej armii do 600 tys. żołnierzy, zapis w ukraińskiej konstytucji o niepodejmowaniu działań w kierunku dołączenia do NATO, czy możliwość ubiegania się Ukrainy o członkostwo w UE.
Kreml komentuje nowe ustalenia. „Zupełnie niekonstruktywne”
– Widzieliśmy te plany, ale nikt nie prowadził żadnych konkretnych negocjacji z przedstawicielami Rosji w tej sprawie – stwierdził doradca Putina Jurij Uszakow. Dodał, że były one „zgodne z ustaleniami osiągniętymi na Alasce” podczas szczytu Trump-Putin.
Władimir Putin mówił o amerykańskiej propozycji jako o „podstawie do ostatecznego porozumienia” i zapewnił o gotowości do rozmów pokojowych z Ukrainą.
Według najnowszych doniesień, swoje kontrpropozycje do wersji amerykańskiego planu przygotowały Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Są one w wielu punktach mniej korzystne dla Rosji, niż pierwotne amerykańskie założenia.
– Plan europejski na pierwszy rzut oka jest zupełnie niekonstruktywny i nie odpowiada nam – stwierdził Uszakow.
Europejski plan dla pokoju. Nowe propozycje w Genewie
Projekt, przygotowany na potrzeby rozmów w Genewie, zakłada ograniczenie liczebności armii Ukrainy do 800 tys. żołnierzy „w czasie pokoju”, a nie do 600 tys., jak podano w planie USA.
Europejski projekt przewiduje zobowiązanie Ukrainy do powstrzymania się od prób militarnego odzyskania okupowanych obszarów swojego państwa i przeprowadzenie negocjacji w sprawie terytoriów.
W dokumencie czytamy, że „negocjacje w sprawie wymiany terytoriów rozpoczną się od linii kontaktowej„, a nie że pewne obszary należy uznać za „de facto rosyjskie”, jak sugerował plan USA.
W europejskiej kontrpropozycji miał się też znaleźć zapis dotyczący Polski – zakładał on stacjonowanie myśliwców NATO w naszym kraju. Donald Tusk zapewnił w poniedziałek, że „tego punktu już nie ma”.
– Wszystko na to wskazuje, że ten punkt jest raczej punktem widzenia rosyjskim. Jest manipulacją czy pewną pułapką. Nikt się nie da w nią wciągnąć. Możemy spokojnie uznać, że tego punktu już nie ma – stwierdził szef polskiego rządu.













