
-
Europejscy przywódcy coraz odważniej dążą do uniezależnienia się od USA, co ilustruje m.in. zapowiedź budowy własnych lotniskowców przez Włochy i Francję.
-
Zmiana relacji transatlantyckich wynika m.in. z nowej strategii bezpieczeństwa USA oraz coraz większej świadomości Europy co do konieczności wzmacniania własnej pozycji i autonomii.
-
Unia Europejska pokazała swoją podmiotowość, decydując o udzieleniu Ukrainie wielomiliardowej pomocy i podejmując działania niezależne od polityki Stanów Zjednoczonych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
„Wyobraź sobie, że nie ma państw. To nie tak trudne. Nie ma kogo zabijać, ani za co umierać. Nie ma religii. Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją w pokoju” – zaśpiewał po raz pierwszy na początku lat 70. John Lennon.
– Pokoju nie buduje się piosenkami Lennona, tylko odstraszaniem – odpowiada włoska premier Giorgia Meloni. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy Włochy i Francja zapowiedziały budowę nowych lotniskowców.
– W erze drapieżników musimy być silni, żeby budzić strach – komentował Emmanuel Macron, podczas spotkania bożonarodzeniowego z żołnierzami.
Zbrojenia to jednak nie wszystko. Europejscy przywódcy coraz odważniej mówią o niezależności od Stanów Zjednoczonych. W połowie grudnia Meloni przemawiała na wiecu swojej partii Bracia Włosi i zaskoczyła publiczność wypowiedzią pod adresem USA. – Konieczne jest wzmocnienie dialogu ze Stanami Zjednoczonymi na równych prawach, a nie na zasadach podległości – podkreśliła.
Dlaczego Meloni – uważana dotychczas za sojuszniczkę Donalda Trumpa w Europie, wspomina o „podległości”? Jeszcze kilka miesięcy temu przyjaźń z amerykańskim prezydentem kwitła. W lipcu „Le Monde” pisał o priorytetowych relacjach między Rzymem i Waszyngtonem. Co się zmieniło?
W rozmowie z Interią dyrektor Centrum Europejskiego UW dr hab. Kamil Zajączkowski wskazuje trzy powody większej śmiałości europejskich liderów wobec Trumpa.
– Po pierwsze wchodzimy w nowy etap stosunków transatlantyckich. W 2025 roku nastąpiły wydarzenia, które definitywnie te dotychczasowe stosunki transatlantyckie przekreśliły – wskazuje Zajączkowski. – Dzisiaj jesteśmy w trakcie tworzenia nowych zasad. Stąd moim zdaniem te wypowiedzi polityków, przecież czasami różniących się od siebie politycznie, jak prezydent Francji i premier Włoch – zaznacza.
– Po drugie będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem, które określam jako Sojusz Północnoatlantycki minus jeden. Stany Zjednoczone nie opuszczą formalnie NATO, ale będą miały ambiwalentny stosunek do Europy.
Wbrew pozorom to nie Donald Trump – zdaniem naszego rozmówcy – zapoczątkował ten proces.
– Może mniej demonstracyjnie, bardziej zakulisowo, ale dzieje się to od drugiej dekady XXI wieku, kiedy Barack Obama postawił na piwot w kierunku Azji – wyjaśnia dr Zajączkowski.
Będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem, które określam jako Sojusz Północnoatlantycki minus jeden. Stany Zjednoczone nie opuszczą formalnie NATO, ale będą miały ambiwalentny stosunek do Europy
Zajączkowski podkreśla też, że ambiwalentny stosunek USA do Starego Kontynentu będzie się pogłębiał.
– Amerykanów coraz mniej będzie interesowało europejskie bezpieczeństwo. To oznacza konieczność wzmocnienia europejskiego filaru NATO – mówi Interii.
– Trzecia kwestia to autonomia strategiczna. Czyli że raczej będziemy mieli autonomię polegającą na współpracy z USA i NATO w ramach właśnie NATO, niż tworzenia osobnego bytu w UE dotyczącego polityki bezpieczeństwa. Z jednej strony chcemy współpracować i głównym orędownikiem jest tutaj premier Meloni, ale też chcemy pokazać swoją niezależność i siłę – zaznacza nasz rozmówca.
Koniec Pax Americana. Europa szuka miejsca w nowym świecie
Zajączkowski wskazuje też, że zmiana nastawiania europejskich przywódców wynika również ze świadomości nowej rzeczywistości. Nie bez znaczenia jest tutaj ogłoszona w grudniu nowa Strategia Bezpieczeństwa USA.
– Realizm polityczny mówi nam, że jeżeli zwiększamy swoją siłę, to stajemy się atrakcyjni dla sojuszników i partnerów. Warto wspomnieć analityka Marka Leonarda, który wprost pisze, że zamiast przewodzić globalnemu oporowi wobec Trumpa, Europejczycy powinni wziąć odpowiedzialność za własne interesy i znaleźć sposób na relacje w nowym, transakcyjnym świecie – mówi profesor.

Nasz rozmówca nazywa ten nowy układ: Pax Transactionalism. Czyli relacje, których nie osłaniają wspólne wartości, lecz prosty rachunek: „co z tego będziemy mieli”.
– Działania Donalda Trumpa nie są chaotyczne. Nowa Strategia Bezpieczeństwa USA pokazuje, że chce podzielić świat na strefy wpływów. Amerykanie zajmują się zachodnią hemisferą, Rosją wschodem Europy. W zamysłach administracji Trumpa nie ma miejsca na Unię Europejską. Stąd, moim zdaniem, działania Europejczyków, którzy dostrzegli, że jeśli się nie postawią, to skończą jak podczas zimnej wojny, kiedy Wspólnoty Europejskie nie liczyły się w geopolitycznej rozgrywce – podkreśla dalej.
Silniejsza Europa i paradoks Trumpa
Trudno jednak zliczyć, ile razy wielkie pomysły europejskich polityków kończyły się na zapowiedziach.
Może opowieści o lotniskowcach i niezależności od USA też są wyłącznie atrakcyjnym frazesem?
Francuzi oceniają Macrona dobrze tylko w odniesieniu do polityki zagranicznej. Meloni o braku podległości mówiła w czasie kryzysu makaronowego, kiedy USA zapowiedziały większe cła na ten produkt. Sprawa zakończyła się porozumieniem, ale – jak to ujmuje NBC News – była powodem „wstydu” dla włoskiej premier. Żaden Włoch nie zaakceptuje ataku na makaron, który w słonecznej Italii jest symbolem tożsamości kulturowej.
– Sądzę, że to nie jest czcze gadanie – odpowiada Zajączkowski. – Europejczycy, moim zdaniem, się obudzili i wcale nie przez wybuch pełnoskalowej wojny w 2022 roku. To Donald Trump 2.0 i konsekwentne działania Putina pokazały, że Rosja nie dąży tylko do zajęcia Donbasu. To wojna o nową architekturę bezpieczeństwa w Europie, bo Putinowi nie podoba się to, co stało się po 1989 roku. Europa zdaje sobie sprawę, że gra jest o większą stawkę – wskazuje profesor.
– Proszę zwrócić uwagę, że decyzja o 90 miliardach dla Ukrainy zapadła jednomyślnie. Oczywiście później Węgry i Słowacja wykluczyły się z mechanizmu finansowego. Część obserwatorów uznała to za słabość Unii, że nie wykorzystano od razu zamrożonych aktywów rosyjskich, ale liczy się efekt końcowy. Te pieniądze pozwolą Ukrainie funkcjonować przez kolejne 15 miesięcy – dodaje, nawiązując do decyzji UE z 19 grudnia o udzieleniu Ukrainie pożyczki.
– Do tej pory Stany Zjednoczone i Unia Europejska mniej więcej co roku przeznaczały na Ukrainę po 50 miliardów euro. Od 2025 roku USA nie dają żadnej pomocy finansowej. „The Economist” wyliczył, że gdyby wojna trwała do 2029 roku, to Unia musiałaby znaleźć jeszcze 350 miliardów euro – mówi profesor i zaznacza, że fundusz pocovidowy kosztował Unię 750 miliardów euro.
– Europę na to stać. Doskonale wie o tym Trump i dlatego uważam, że nie pójdzie na konfrontację z Unią na tle planu pokojowego. To UE będzie kluczowa, by udał się jakikolwiek plan pokojowy. To UE będzie musiała wyłożyć na to pieniądze, dać zabezpieczenie logistyczne i swoich żołnierzy. Ponadto Europa ma pieniądze i stać ją na amerykański gaz, broń i technologie. To dla transakcyjnego Trumpa bardzo ważne – ocenia Zajączkowski.
Europa postawiła się prezydentowi USA
– Te 90 miliardów to też bardzo jasny sygnał, że Europa jednak chce mieć podmiotowość. Chce uczestniczyć w kształtowaniu pokoju i zawieszenia broni. Drugim sygnałem było to, że Europie udało się rozmontować 28-punktowy plan pokojowy Trumpa i stworzyć plan 20-punktowy – wskazuje nasz rozmówca.
Czy to oznacza, że Unia była w stanie postawić się Trumpowi?
– Tak. To jest paradoks tej sytuacji, że Donald Trump jest tym zaskoczony. Stany Zjednoczone od początku lat 90. mówiły Europie: wzmacniajcie swój potencjał. Ale zawsze dodawali, żeby robić to pod flagą Sojuszu Północnoatlantyckiego i amerykańską kontrolą. Europa teraz zrobiła swoje i jest tym zaskoczony Trump, ale zaskoczony jest też Putin – zaznacza Zajączkowski.
– Atakując Ukrainę, Putin popełnił trzy błędy. Nie doszacował wojsk ukraińskich, spójności narodu ukraińskiego i naprawdę był przekonany, że Europa nie będzie miała jednego stanowiska odnośnie agresji. Dlatego jest bardzo zaskoczony, że Unia szybko potrafiła podejmować decyzje po wybuchu wojny. 170 lat temu lord Palmerston powiedział, że „nie mamy wiecznych sprzymierzeńców i stałych wrogów”. Unia powinna w tym kontekście działać i rozumieć, że w 2026 kontury transakcyjnego świata będą wyraźniejsze – mówi dalej.
3G, czyli priorytety Unii Europejskiej na 2026 rok
Kamila Zajączkowskiego pytamy również, na czym Unia powinna skoncentrować się w 2026 roku.
– Priorytety Unii za „The Economist” można określić jako trzy razy G, czyli guns, growth i greenery. Broń, wzrost gospodarczy i zielona transformacja, ale w nowym wydaniu. Zielony Ład nie miał szans na powodzenie, bo był tworzony między 2018 i 2020 rokiem, czyli w zupełnie innych okolicznościach międzynarodowych – wskazuje profesor.
– Głównym wyzwaniem jest stworzenie spójnego i interoperacyjnego mechanizmu dla sił zbrojnych. Kolejna kwestia to tworzenie europejskiego rynku i przemysłu zbrojeniowego, który dzisiaj jest sfragmentaryzowany – dodaje.
– Przykład na koniec. Francja, Niemcy i Hiszpania opracowują ambitny plan myśliwca szóstej generacji FCAS (Future Combat Air System). Z kolei Wielka Brytania, Włochy i Szwecja pracują nad niemalże identycznym projektem o nazwie Tempest. Te projekty pokazują, że jest w Europie determinacja i wola polityczna. Natomiast teraz trzeba te pomysły implementować i nie będzie to zadaniem łatwym – przestrzega w rozmowie z Interią Kamil Zajączkowski.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
Sztandarowy program osłabił Unię? „Mieliśmy ambicje na wyrost”
-
Cła Trumpa. Jak bardzo pogrążą eurosceptyczną prawicę, w tym PiS?











